Kolejne rocznice porozumień sprzed 42 lat, od których zaczął się sypać tzw. realny socjalizm, potwierdzają głębokość podziałów w obozie Solidarności. Tak zwana dobra zmiana po 2015 r. wykopała bardzo głęboki rów, widoczny naturalnie podczas konfrontacyjnych środowych obchodów w Gdańsku.
Globalnym symbolem Solidarności i tak pozostanie podpis Lecha Wałęsy, złożony 31 sierpnia 1980 r. wielkim długopisem papieskim. Był to bazarowy gadżet z pierwszej wizyty Jana Pawła II w 1979 r. Legendarny kompromis dotyczył 21 postulatów strajkowych, wypisanych na tablicach na bramie Stoczni Gdańskiej. Po 42 latach wiele z nich pachnie już naftaliną, ale część zachowała zdumiewającą aktualność. Ponadczasowy pozostaje przede wszystkim roszczeniowy charakter. Dla sygnatariuszy porozumień abstrakcją były takie kategorie, jak finanse publiczne, deficyt budżetowy etc. Wszyscy zgadzali się także co do utrzymania gospodarki w rękach tzw. uspołecznionych. Sama myśl o prywatyzacji była herezją zarówno dla towarzyszy z PZPR, jak też liderów tworzącej się Solidarności. Właśnie doktryna o wyższości przedsiębiorstw w ręku państwa przerzuca pomost między tamtą epoką a kursem obecnych władców Polski.
Spośród postulatów wymalowanych na tablicach kilka funkcjonuje w obiegu dzisiaj. Dla przykładu przypomnę dwa finansowe: „8. Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę wzrostu cen. 9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza”. Trwający obecnie wyścig cen i płac/świadczeń, zestawiony z przypomnianymi postulatami sprzed 42 lat, dowodzi, że sposób gaszenia pożaru się nie zmienia – chlusnąć na ogień benzyną.

