Czesi inwestują w plakatowy biznes

Zamiast zacząć od polskiego rynku, Displate od razu wystartował międzynarodowo. Inwestora też znalazł za granicą i zgarnął ponad 2 mln USD

W Polsce mało kto o tej firmie słyszał, choć jej produkty wiszą w ponad 100 tys. domów w 56 krajach. Mowa o młodej warszawskiej spółce Displate i platformie internetowej dla grafików z całego świata, za pośrednictwem której sprzedawane są plakaty. Spółka ostatnio mocno przyspieszyła, zwiększając poziom przychodów z 8 tys. USD w 2013 r. do 6 mln USD w 2016 r. Teraz ma szansę na kolejny skok — pozyskała 2,3 mln USD inwestycji od czeskiego funduszu Credo Ventures, który wcześniej finansowo wsparł dwie inne polskie firmy — Kontakt.io i Explain Everything. Wycena start-upu po inwestycji wynosi ok. 25,5 mln USD.

MALOWANY HANDEL:
Zobacz więcej

MALOWANY HANDEL:

Jacek Świgost, Edward Ruszczyc i Karol Banaszkiewicz, twórcy platformy Displate oferującej plakaty niezależnych twórców, działają na mocno rozproszonym rynku, na którym sukces jest równoznaczny z dużym zasięgiem. Intensywnie nad nim pracują. Marek Wiśniewski

Pieniądze na plakacie

Platforma Displate, założona przez Karola Banaszkiewicza, Jacka Świgosta i Edwarda Ruszczyca, najwięcej użytkowników ma w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Kanadzie i Australii. Udział krajowego rynku w strukturze sprzedaży wynosi mniej niż 1 proc.

— Od początku działamy globalnie. Nasza strona internetowa nigdy nie miała polskiej wersji językowej. Zrealizowaliśmy ponad 1112 zamówień z 28 krajów, zanim zdobyliśmy pierwszego klienta w Polsce. Ale nasze działania promocyjne zawsze były kierowane za granicę — zaznacza Karol Banaszkiewicz.

Displate jest jedną z tysięcy platform sprzedaży plakatów w internecie, ale — jak podkreślają przedstawiciele spółki — to właśnie za sprawą szybkiego tempa wzrostu zdołali przykuć uwagę inwestora. Przekonują do siebie także coraz to nowych artystów, profesjonalistów i amatorów, których prace napędzają ruch na stronie. Na Displate mogą oni samodzielnie wgrać elektroniczną wersję swojej pracy — jest wystawiana na platformie, a po znalezieniu nabywcy drukowana w formie blaszanego plakatu i wysyłana do klienta. Produkcją i obsługą procesu sprzedaży i logistyki zajmuje się już warszawska spółka. Z twórcami rozlicza się w systemie prowizyjnym — rekordzista zarobił tu ok. 100 tys. USD. A platforma skupia ponad 2 tys. twórców z całego świata.

— Z punktu widzenia inwestora liczy się przede wszystkim skalowalność projektu, a my już udowodniliśmy, że potrafimy sprzedawać międzynarodowo — twierdzi Jacek Świgost.

Po trzech latach od startu — jak podaje Edward Ruszczyc — firma zatrudnia ok. 80 osób i już planuje zwiększenie liczby pracowników. Ułatwić ma to pozyskany właśnie kapitał inwestorski. Pieniądze pójdą również na marketing. Co ciekawe, w przypadku Displate najskuteczniejszym kanałem promocji dotychczas okazywał się Facebook.

— Od początku działaliśmy w modelu lean — każdy, nawet najmniejszy element testujemy, weryfikujemy z opiniami użytkowników i w razie potrzeby usprawniamy. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie dopasowywać biznes do ich potrzeb — dodaje Karol Banaszkiewicz.

Biznesowa konkurencja

Zbigniew Nowicki, dyrektor zarządzający Bluerank i przewodniczący rady Izby Gospodarki Elektronicznej, zaznacza, że na polskim rynku funkcjonują już podobne projekty i — oceniając po ich wydatkach reklamowych, zasięgu oraz aktywności w kraju i za granicą — radzą sobie bardzo dobrze. Wśród przykładów wymienia Pixers, który obok oferty fototapet stworzył również katalog obrazów i plakatów, Posters oraz Artgeist. Z obserwacji eksperta wynika, że w tym segmencie jest jeszcze miejsce na kolejne tego typu projekty, chociaż już teraz konkurować trzeba z ogromną liczbą małych, lokalnych dostawców. Wygrywają firmy, którym udaje się osiągnąć dużą skalę.

— Displate odniósł sukces w interesującym, ale też trudnym biznesowo segmencie. Niewielu przedsiębiorcom się to udaje. Projekty niezależnych twórców, dostarczane klientom w formie metalowych plakatów, stanowią ciekawą propozycję również dla nabywców, którzy nie są znawcami sztuki. To rozszerza rynek zbytu. Dodatkowo, mocną stroną tej firmy są jej założyciele, którzy konsekwentnie realizują cele — mówi Jan Habermann, partner w funduszu Credo Ventures.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Czesi inwestują w plakatowy biznes