Czechy są i będą daleko przed Polską pod względem wartości inwestycji zagranicznych (FDI) na głowę mieszkańca. Co gorsza, decyzja o budowie fabryki Toyoty i PSA u naszych południowych sąsiadów może spowodować, że wyprzedzą nas także pod względem całkowitej wartości zainwestowanych w 2002 roku pieniędzy — donosi „Prague Business Journal”.
„The Economist Intelligence Unit”, ekonomiczny instytut badawczy, przewiduje, że Czechy przynajmniej do 2005 r. pozostaną w czołówce krajów, do których trafia najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI). Napływ FDI na głowę mieszkańca wyniesie za trzy lata 486 USD (1909,9 zł), czyli wzrośnie o 44 proc. Tymczasem na jednego Polaka będzie to 178 USD (699,5 zł), wzrost wyniesie więc tylko 5 proc. Wybór Czech na budowę fabryki Toyoty i PSA Peugeot Citroen — inwestycji wartej 1,5 mld EUR (5,2 mld zł) — może spowodować, że do naszych południowych sąsiadów trafi w 2002 r. więcej pieniędzy ogółem. Byłaby to wielka porażka Polski, która ma czterokrotnie większą populację i trzykrotnie gospodarkę.
Polska przegrywa z Czechami, bo kiepsko zachęca inwestorów.
— Rząd Polski skoncentrował się na tworzeniu SSE w wybranych, gorzej rozwiniętych regionach, oddalonych od ośrodków działalności gospodarczej, np. we wschodniej części kraju albo na obszarach rolniczych. Rząd Czech oferuje natomiast hojne pakiety i na dodatek pozwala firmom wybrać lokalizację fabryki. Zagraniczne firmy najczęściej decydują się na regiony w pobliżu Niemiec, dobrze rozwinięte i blisko innych inwestycji — tłumaczy Libor Krkoska, ekonomista Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Czechach w artykule w „Prague Business Journal”.
Analitycy wskazują, że kolejnym atutem Czech jest mniejsza odległość do rynków UE.
— Łatwiej jest eksportować do Niemiec i Francji z Czech niż z Węgier czy wschodniej Polski — mówi analityk David Marek.
Podobno w przypadku fabryki Toyoty i PSA pakiet oferowany przez rząd zawierał symboliczną opłatę 1 CZK (0,1 zł) za 200-hektarowy teren oraz bezpłatną infrastrukturę.
Czechom pomogła także wcześniejsza porażka.
— Najważniejszym czynnikiem, który zagwarantował nam zwycięstwo, był czas. Ponieważ wcześniej BMW zastanawiał się nad budową w tym miejscu fabryki i wycofał się, poczyniono pewne kroki, które pozwolą nowemu inwestorowi bardzo szybko zbudować obiekt — opowiada Martin Jahn, dyrektor CzechInvest, czeskiego odpowiednika PAIZ.
Polska oferta była niedobra, bo mogła podobno zdezaktualizować się po przystąpieniu do UE.
— Czeskie propozycje były zgodnie z prawem unijnym, czego nie można powiedzieć o polskich czy węgierskich — mówi Martin Jahn.