Czeskie klimaty

Marcin Zawiśliński
opublikowano: 28-06-2007, 00:00

Hrabalowski upadek z okna rozkręcił jego biznes. Czuły dał mu popularność. Teraz czas na Bambini di Praga.

Kiedy tuż przed 13.00 przyszedłem na spotkanie, zastałem tam jeszcze Kamila Sipowicza oraz Korę Jackowską trzymającą w ręku małego białego pudelka i zażarcie dyskutującą z gospodarzem Czułego Barbarzyńcy, uznawanego za jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na kulturalnej mapie Warszawy. Przy licznych prostych i stylowych stolikach siedzieli ludzie. Jedni na górze, inni na parterze. Prawie wszystkie fotele i krzesła były zajęte. Tylko usytuowana w centrum huśtawka zwisała swobodnie z sufitu. Kończyła się kolejna z wielu imprez artystycznych, które przynajmniej kilka razy w tygodniu regularnie się tu odbywają.

Pierwszą zorganizował 16 listopada 2002 r.

— Gościliśmy wówczas izraelską pisarkę Iritę Amiel. Zaprezentowała zbiór opowiadań „Osmaleni” — wspomina Tomasz Brzozowski, twórca i właściciel klubokawiarni Czuły Barbarzyńca.

Wieczny organizator

W szkole podstawowej w podwarszawskim Izabelinie redagował szkolną gazetkę. Nigdy nie chciał zostać ani dziennikarzem, ani tym bardziej pisarzem.

— W ramach studenckiego Koła Polonistów organizowałem spotkania z Zygmuntem Kubiakiem, Marią Janion czy Ryszardem Przybylskim. Wielkie wrażenie wywarła na mnie wizyta Czesława Miłosza, który działał w podobnym kole w przedwojennym Wilnie. Przyjechał do Polski pierwszy raz, po stanie wojennym — opowiada Brzozowski.

Na Uniwersytecie Warszawskim studiował w latach 1986-91, w czasach wielkiego przełomu. Przemiany polityczno-gospodarcze sprawiły, że postanowił wówczas działać na własną rękę. Zaczął od propagującego literaturę obcą pisma „Świat Literacki”. Po dwóch latach przekształcił periodyk w istniejące pod tą samą nazwą do dziś wydawnictwo. Zaliczył też kilkuletni epizod księgarski w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim, zakończony wypowiedzeniem umowy o współpracę. Teraz mówi o tym jak o ciężkim, bolesnym biznesowo, aczkolwiek pożytecznym doświadczeniu. Przez siedem lat tworzył też Festiwal Świat Literacki. Zapraszał nań artystów ze wszystkich stron świata. Organizował wieczorki autorskie, happeningi, wystawy i przeglądy filmowe.

Śmierć pisarza

Dziełami Hrabala zainteresował się w latach 80.

— To wyrafinowana artystycznie, pełnokrwista, prowadzona z Joyce’owską narracją, proza. Najprawdziwsza literatura XX w. z jej wszystkimi zawijasami i bogactwem idei. Uwiodła mnie też spójność pisarstwa Hrabala z jego biografią — mówi Brzozowski.

Przed przełomem 1989 r. Hrabal był dość poczytnym pisarzem, potem popadł w zapomnienie. Zaczynając na początku lat 90. biznesową przygodę z książką, twórca Czułego Barbarzyńcy przypomniał sobie o studenckich fascynacjach intelektualnych.

— Gdzieś w 1994-95 pomyślałem, że warto odświeżyć czeskiego pisarza. Nigdy się osobiście nie poznaliśmy, ale korespondowaliśmy ze sobą. Dał mi zgodę na wydawanie swoich dzieł w Polsce. Od niego tak naprawdę zaczęła się moja działalność wydawnicza. Na początku interes szedł źle. Nosiłem się nawet z zamiarem wycofania i wtedy Hrabal wypadł z okna — opowiada Brzozowski.

Śmierć pisarza momentalnie wpłynęła na wzrost sprzedaży jego książek.

— Nie chciałem od razu wydawć jego najpopularniejszych dzieł. Pragnąłem czymś się wyróżnić i dlatego postawiłem na mniej znane „Bambini di Praga”, a potem na „Czułego barbarzyńcę” — przyznaje Brzozowski.

Z zamiarem stworzenia własnej oficyny nosił się od początku prowadzenia samodzielnej działalności księgarskiej. Wiedział, że aby stać się niezależnym wydawcą, trzeba mieć własną witrynę na tysiące woluminów. Warszawa doczekała się wreszcie dużej, nowoczesnej biblioteki uniwersyteckiej na Powiślu. Szef „Świata Literackiego” trafił tam przez przypadek. Dziupla o powierzchni około 100 mkw. na rogu Dobrej i Zajęczej bardzo mu się spodobała. W jej podziemiach ulokował wspólne biura wydawnictwa i księgarni.

— „Czuły barbarzyńca” jako zbiór opowiadań wyznaczył pewien model filozoficzny, który mnie bardzo pociągał i który pragnąłem wprowadzić w życie. Zgodnie z nim, literatura stanowi swoiste centrum, wokół którego wszystko się kręci. Literatura jest także łącznikiem z innymi formami sztuki — tłumaczy Brzozowski.

Dlatego cieszy go, że w klubokawiarni bywają różni ludzie. Studenci i emeryci, rzeźbiarze i malarze, dziennikarze i pisarze, muzycy i satyrycy. Rozmawiają, popijają, czytają i słuchają.

— Zawsze chciałem, żeby to nie była zwykła oficyna, ale miejsce energetyczne, gdzie wiele się dzieje i gdzie rodzą się nowe idee — dodaje Brzozowski.

Na półkach stoi ponad 5 tys. publikacji. Tylko w 2004 r. odbyło się tam ponad 200 imprez artystycznych. Którą z nich wydawca wspomina najbardziej?

— Tę, która się nie odbyła. Kilka lat temu zaplanowaliśmy wieczór autorski z udziałem Petera Esterhazyego. Wszystko ustalone i dopięte na ostatni guzik. Na dzień przed przyjazdem węgierski pisarz powiadomił nas, że ma kłopoty zdrowotne i nie przyjedzie. Okazało się, że podczas gry w piłkę nożną wypadł mu dysk. Doskonale go rozumiałem, bo sam jestem fanem futbolu. Spotkanie poprowadziłem samodzielnie — wspomina Brzozowski.

Nowy cel

Czuły Barbarzyńca istnieje niespełna pięć lat. Stał się jednym z najpopularniejszych miejsc spotkań i imprez artystycznych w stolicy. Zdaniem jego twórcy, jest jednak zbyt mały, by organizować w nim większe przedsięwzięcia kulturalne. A takie mu się marzą.

— Dlatego zdecydowałem się wynająć parter o powierzchni użytkowej około 500 mkw. w Novym Kinie Praha — wyjaśnia Brzozowski.

Będzie tam księgarnia, restauracja, sala na 120 osób, gdzie można organizować spektakle teatralne, wystawy i przeglądy filmowe. Innymi słowy, wszystko to, czego nie udawało się wcześniej, ze względów technicznych, w Czułym.

— Chciałbym, aby oba miejsca się uzupełniały. W jednym nadal będą się odbywały mniejsze imprezy, w drugim większe. Czuły plus Praga równa się Bambini di Praga — przekonuje Brzozowski.

Nie będzie oficjalnego otwarcia z wielką pompą. Start planuje na połowę lipca, ale większość projektów artystycznych ma ruszyć pełną parą dopiero jesienią. n

Czeska legenda

Obok Milana Kundery, Vaclava Havla i Josefa Skvoreckiego, należy do najwybitniejszych czeskich pisarzy drugiej połowy XX w. Bohumil Hrabal (właśc. Bohumil Frantiszek Kilian) urodził się 28 marca 1914 r. w Brnie. W 1935 r. rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Karola w Pradze. Ukończył je tuż po wojnie z tytułem doktora. W 1968 r., po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Pragi, Hrabala do 1975 r. objął zakaz publikacji. Jest autorem kilkudziesięciu książek, m.in.: „Pociągów pod specjalnym nadzorem”, „Zbyt głośnej samotności” czy „Postrzyżyn”. Zginął 3 lutego 1997 r., wypadając z okna swego pokoju na piątym piętrze oddziału ortopedycznego szpitala na Bulovce, gdy wychylił się, karmiąc gołębie.

Ekranizator Hrabala

Jirzi Menzel, jeden z najwybitniejszych czeskich filmowców, zekranizował sześć książek Hrabala. Pierwsza, „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, przyniosła mu w 1966 r. Oscara. Kręcąc filmy, współpracował też z Josefem Skvoreckim i Vaclavem Havlem. W najnowszym dziele, „Obsługiwałem angielskiego króla”, powraca do Hrabalowskiej prozy.

Mała bohema

W październiku 1950 r. Hrabal wynajął mieszkanie w praskiej dzielnicy Libeń przy ul. Na Grobli 24. Niemal od razu stało się ono miejscem legendarnych spotkań artystycznych i całonocnych libacji, w których poza głównym lokatorem uczestniczyli: jego przyjaciel, malarz i twórca eksplozjonizmu Vladimir Boudnik oraz poeta Egon Bondy. Atmosferę tych imprez i toczących się zażartych dyskusji Hrabal nakreślił w zbiorze opowiadań „Czuły barbarzyńca” (1973) z podtytułem „Teksty pedagogiczne”. W Czechosłowacji książka aż do 1990 r. funkcjonowała tylko w obiegu niezależnym. Oficjalnie wydano ją pierwszy raz w Niemczech dziewięć lat wcześniej. W Polsce ukazała się w 1997 r. nakładem wydawnictwa Świat Literacki.

Humor po czesku

Nazwa nowej klubokawiarni pochodzi od wydanej w Czechosłowacji pierwszy raz w 1964 r. minipowieści „Bambini di Praga 1947”

Hrabal kreśli w niej historię czterech oszustów podających się za przedstawicieli towarzystwa ubezpieczeniowego Spokojna Starość, którzy oszukują sklepikarzy i rzemieślników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Zawiśliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu