Wczoraj obóz byków w USA bardzo chciał pociągnąć indeksy do góry, ale potrzebował trochę pomocy zarówno ze strony spółek, jak i Alana Greenspana. Spółki stanęły na wysokości zadania: prawie wszystkie wyniki były dobre lub bardzo dobre. Członkowie Fed zrobili jednak wszystko, by indeksy spadły. W środku sesji wypowiadał się Rober McTeer, szef Fed z Dallas. Oświadczył, że umiarkowany wzrost stóp procentowych nie zatrzyma ożywienia gospodarczego. Niby nic ważnego nie powiedział (zwłaszcza że ma rację), inwestorzy odczytali to jednak tak: nie mówi, że Fed będzie cierpliwie czekać, więc przygotowuje nas do podwyżki stóp.
Rentowność obligacji ruszyła w górę, a rynek przycupnął w okolicach poniedziałkowego zamknięcia, czekając na wystąpienie Alana Greenspana. Szef Fed miał mówić o systemie bankowym i rzeczywiście tylko o tym mówił. Dodał jednak przy okazji, że system finansowy w USA jest „dobrze przygotowany na przyjęcie wyższych stóp procentowych”. Znowu nic nadzwyczajnego, ale inwestorzy odczytali to jednoznacznie: też przygotowuje nas do wyższych stóp. Tego tylko potrzebowały niedźwiedzie. Zaatakowały i nie mogły przegrać. Sesja zakończyła się dużym spadkiem, który nie zmienił obrazu technicznego rynku, ale wywoła duży niepokój w Europie.
Dzisiaj przed sesją w USA i po niej mnóstwo spółek podaje raporty kwartalne, ale największy wpływ na rynek będzie mieć znowu Fed. Alan Greenspan ma drugą szansę, by pomóc amerykańskim inwestorom. Dzisiaj zeznaje przed połączoną komisją Kongresu ds. gospodarki. Wie, jaka była wczorajsza reakcja, więc powinien próbować uspokoić rynki sygnalizując, że Fed w najbliższym czasie nie będzie podwyższał stóp procentowych. Mógłby co najwyżej zasugerować, że bank musi taki ruch zacząć rozważać. To będzie, jak chodzenie po linie bez zabezpieczenia.
Nie wiadomo, czy szefowi Fed uda się inwestorów uspokoić. Wczoraj zdecydowanie się nie udało. Zazwyczaj wypowiada się tak enigmatycznie, że niekiedy dzień potem musi coś prostować. Nie ma gwarancji, że rynek rzeczywiście zareaguje pozytywnie, choć jest duże tego prawdopodobieństwo. Ale to nie koniec działań Fed. O 20.00 naszego czasu zostanie opublikowana Beżowa Księga, czyli raport o stanie gospodarki. Ponieważ ta publikacja będzie miała miejsce po wystąpieniu Alana Greenspana, może jeszcze bardziej wpłynąć na rynek. Wystarczy jedno nieostrożne słowo sygnalizujące, że bank coraz bardziej skłania się ku rozważeniu podwyżki stóp, i będzie niedobrze. Sytuacja jest bardzo niejasna i wszystko może się dzisiaj wydarzyć.
U nas byki dostały wczoraj drugą szansę podniesienia indeksów i wykorzystały ją. Tym razem kursy w Eurolandzie rosły w wyniku pozytywnego zakończenia poniedziałkowej sesji w USA i w nadziei na to, że szef Fed pomoże giełdom. Nawet złe dane makro (indeks ZEW) nie przeszkadzały inwestorom. Na początku martwiło zachowanie rynku węgierskiego, który nadal się osuwał po poniedziałkowym dużym spadku. Potem jednak i on zaczął gwałtownie wzrastać, co było bardzo pozytywnym sygnałem.
Realizację zysków fundusze zaczną od rynków rozwijających się, jeśli tylko dojdą do wniosku, że ze względu na rosnące stopy procentowe hossa może się kończyć. Jedyna nadzieja w tym, że rynki krajów wchodzących do Unii będą traktowane nieco lepiej.
Wczorajsze zachowanie GPW wcale takiego twierdzenia nie uzasadnia: rynek był bez życia i dopiero końcówka wniosła trochę ożywienia. Jednak obraz techniczny nie uległ zmianie. W dalszym ciągu trzeba koncentrować się na wybranych spółkach (raczej z drugiej ligi) i czekać na zdecydowany ruch na dużym obrocie. Taki ruch powinien na dłużej pokazać indeksom kierunek. Na razie trend wzrostowy jest niezagrożony, ale daje się czuć napięcie. W razie problemów na świecie, podaż gwałtownie wzrośnie.