Cztery gwiazdki dla Hutnika

opublikowano: 25-04-2019, 22:00

Hotel Pieniny Grand w Szczawnicy łączy lekki francuski styl ze staropolskim rozmachem. Nic dziwnego — to kolejny projekt polsko-francuskiej rodziny Mańkowskich, założycieli spółki Thermaleo, która przywraca dawnego ducha modnemu w międzywojniu uzdrowisku.

Szkaradne budynki z epoki modernizmu najlepiej byłoby wyburzyć, ale nie zawsze się da. Można też poddać je metamorfozie i dzięki temu zmienić na korzyść całe otoczenie. Udowodnili to niedawno włodarze francuskiego miasta Bordeaux decyzją o odświeżeniu elewacji trzech bloków z lat 60., w których mieszka ponad pół tysiąca osób. Projekt miał dać mieszkańcom więcej światła i przestrzeni. Jego koncepcja powstawała w kilku pracowniach: Lacaton & Vassal architectes, Frédéric Druot Architecture i Christophe Hutin Architecture. Z prefabrykowanych modułów dobudowano tarasy ze szklanymi ścianami, powiększono okna i pomalowano na biało ściany. Ten prosty zabieg dał piękny efekt wizualny: zamiast szpetnego i przygnębiającego betonu — wszędzie pojawiło się szkło odbijające zewnętrzny świat. Jak wyglądałyby francuskie idee nad Wisłą? Na przykład tak jak czterogwiazdkowy hotel Pieniny Grand, czyli byłe peerelowskie sanatorium Hutnik w Szczawnicy rewitalizowane przez spółkę Thermaleo. Obiekt w nowej odsłonie przyjmie pierwszych gości w czasie tegorocznych wakacji.

Przedwojenna perła

Pieniny Grand to część wizji Andrzeja Mańkowskiego i jego dzieci — Heleny, Nicolasa i Krzysztofa Mańkowskich, potomków dawnego właściciela uzdrowiskowej części Szczawnicy, hrabiego Adama Stadnickiego, który w pierwszych dekadach ubiegłego wieku doprowadził uzdrowisko do rozkwitu. Jego plany pokrzyżował wybuch drugiej wojny światowej, a komunizm pozbawił rodzinę Stadnickich ich własności. W kolejnych latach malownicze górskie krajobrazy poszarpał modernistyczny beton — w latach 60. zbudowano w Szczawnicy m.in. sanatorium Hutnik i prewentorium Górnik. W następnej dekadzie pojawiły się kolejne peerelowskie bryły, m.in. sanatoria Papiernik i Budowlani, a w latach 80. dołączyły do nich obiekty Dzwonkówka i Nawigator.

Niestety ówczesne władze nie dbały wystarczająco o uzdrowisko, więc Szczawnica zaczęła podupadać — ząb czasu nadgryzł najpierw zaniedbywane przedwojenne wille, potem dobrał się do modernistycznego betonu. W latach 90. miasteczko, tak jak wiele innych przedwojennych perełek, było w nie najlepszym stanie. Los jednak uśmiechnął się do starych budynków, gdy w latach 2005-06 potomkowie hrabiego Stadnickiego odzyskiwali dawne włości. Powołali do życia spółkę Thermaleo, która teraz przywraca dawnego ducha uzdrowiskowej części Szczawnicy. Udało się już odnowić kilka zabytków, m.in. przedwojenną kawiarnię Helenkę, wille Holenderkę i Szwajcarkę, kameralny pięciogwiazdkowy Modrzewie Park Hotel. Odbudowano też Dworek Gościnny — po raz pierwszy otwarty w 1884 r. — słynne na całą Europę już na przełomie XIX i XX w. miejsce przedstawień teatralnych i rozrywki ówczesnych kuracjuszy, strawione doszczętnie przez pożar w latach 60. XX w.

W ofercie Thermaleo wciąż jednak brakowało czterogwiazdkowego hotelu, a więc luksusu dostępnego dla gości ze skromniejszym portfelem. Wybór padł na sanatorium Hutnik. Nicolas Mańkowski, wiceprezes Thermaleo, i Marc Prigent, architekt z francuskiej firmy Image De Marc, wspólnymi siłami stworzyli projekt wnętrz nowego hotelu. Natomiast konstrukcję budynku opracowano we współpracy z krakowskim Kropka Studio.

Relaks i kuracje

W sanatorium Hutnik, wybudowanym w 1960 r., początkowo leczono choroby zawodowe górników i hutników. Specjalizowano się przede wszystkim w dolegliwościach oddechowych, schorzeniach aparatu głosowego, alergiach i zwyrodnieniach stawów i kręgosłupa. Z czasem przestano ograniczać usługi do dolegliwości typowych dla tych branż.

balkonów. W pokojach nie wieszamy obrazów. Uważamy, że widoki za oknem są najwspanialszym dziełem do podziwiania — uważa prawnuczka Andrzeja Stadnickiego. Rodzina Mańkowskich zadbała o każdy detal. Nawet wykładzina w części barowej jest niezwykła — zaprojektowała ją malarka Elżbieta Radziwiłł, tworząc kompilację elementów pienińskiej fauny i flory.

Gdy budynek trafił w ręce rodziny Mańkowskich, został odremontowany, by dalej działać pod peerelowskim logo. Właściciele szybko jednak zrozumieli, że muszą znacznie więcej zainwestować w nieruchomość. Zamknęli więc sanatorium, podejmując decyzję o jego całkowitej przebudowie.

— Pieniny Grand, jak zresztą całe szczawnickie uzdrowisko, proponuje nie tylko usługi medyczne, lecz także różnorodne kuracje, nawet wsparcie w wypaleniu zawodowym — epidemii XXI w. W nowym hotelu chcemy zaoferować zapracowanym gościom i kuracjuszom chwilę oddechu, taki pit stop jak w Formule 1, czyli czas na regenerację i odpoczynek, w tym powrót do natury. Inna, praktycznie nieznana jeszcze w Polsce oferta, która się tam pojawi, będzie adresowana do kobiet po porodzie chcących odzyskać siły witalne. Będą mogły zadbać o ciało i otrzymają fachową pomoc psychologa. Reasumując, proponujemy różne programy, od czysto medycznych zabiegów po holistyczne kuracje dla ciała i dla ducha — mówi Nicolas Mańkowski.

Remont peerelowskiego straszaka ruszył pełną parą w 2016 r. Z dawnego sanatorium wypruto praktycznie wszystko. Pozostała tylko stalowa konstrukcja. Właściciele obiektu długo się zastanawiali nad nową nazwą.

— Inspiracji szukaliśmy w faunie i florze, pojawiało się wiele propozycji. W końcu doszliśmy do wniosku, że skoncentrujemy się na prostych pojęciach i jasnym przekazie. Po pierwsze, jesteśmy w Pieninach. Po drugie, gdy to 14-kondygnacyjne sanatorium powstało, było widoczne z daleka. Po prostu duże, więc „grand”. To słowo zarazem pokazuje standard, w który celujemy — tłumaczy prawnuk Andrzeja Stadnickiego.

Z dbałością o detale

Helena Mańkowska, wiceprezes Thermaleo, mówi, że głównym założeniem rewitalizacji było nawiązanie do tradycji.

— Do zewnętrznej fasady dodaliśmy dużo szkła w postaci przeszklonych balkonów, natomiast przy urządzaniu wnętrz inspirowaliśmy się elementami związanymi z regionem — nie tylko góralskim stylem, ale przede wszystkim naturą. Kolorystyka pokoi i powierzchni wspólnych odzwierciedla barwy góralskich strojów — patrzyliśmy, które szczególnie się przebijają, i wykorzystaliśmy je do tworzenia wnętrz — przyznaje Helena Mańkowska.

Ściany w pokojach zdobią wizerunki pienińskich kwiatów. Natomiast po wykładzinach w restauracji płyną chmury z ryciny autorstwa francuskiego projektanta mody Christiana Lacroix.

— Usunęliśmy ściany w każdym pomieszczeniu, by otworzyć pokoje na zewnątrz. Dzięki temu goście mogą oglądać szczawnickie pejzaże w pełnej krasie przez potężne okna o wymiarach 250 x 280 cm lub z oszklonych

Francuska lekkość bytu

Po modernizacji powierzchnia użytkowa hotelu Pieniny Grand, dawnego sanatorium Hutnik, wynosi 8,5 tys. m kw. Powstaje tu 119 pokoi w różnych standardach — od jednoosobowych apartamentów o powierzchni 16 m kw. po dwupokojowe lokale liczące 23-69 m kw.

— Na 11 piętrze pracujemy nad naszą małą perełką — SPA Suite, czyli pokojem z prywatną sauną i oczywiście cudownym widokiem na góry — mówi Nicolas Mańkowski.

W architekturze budynku ważna jest wertykalna perspektywa. Wysokie na sześć metrów drzwi wejściowe, ponad ośmiometrowe lobby w dawnych pomieszczeniach administracyjnych czy wreszcie stojące przy wejściu 170-centymetrowe donice mają wywierać wrażenie struktury potężnej, lecz jednocześnie, dzięki przeszkleniom, bardzo lekkiej w odbiorze.

— Duże, dwukondygnacyjne foyer ma dawać przede wszystkim poczucie ochrony, bezpieczeństwa — zaznacza Nicolas Mańkowski.

Wszechobecne szkło, jak podkreśla jego siostra, będzie odbijało niebo i budynek wtopi się w okoliczny pejzaż. W części restauracyjnej (350 mkw.) może jednocześnie jeść posiłki 180 osób. Restaurację w każdej chwili można jednak przekształcić w salę bankietową obliczoną na 250 uczestników. Natomiast na hotelowym dachu powstanie Sky Bar (około 300 m kw.).

— Rano będą się tu np. odbywały ćwiczenia pilates lub jogi, a wieczorem będzie można pożegnać słońce i dalej się bawić w wewnętrznej części baru — uśmiecha się Nicolas Mańkowski.

Jest też spora strefa SPA (2 tys. m kw.). Jej serce to sala basenowa, w której goście będą się relaksowali przy muzykoterapii, aromaterapii, a nawet luminoterapii.

— Basen został wbudowany w miejscu dawnego dziedzińca. Przebudowa pozwoliła uzyskać dodatkowe 100 m kw. na potrzeby SPA, a budynek nie powiększył się znacząco w przyziemiu, zachowując smukłość i lekkość bryły — wyjaśniają przedstawiciele Thermaleo.

Basen liczący 16 metrów długości znajduje się w sali o wysokości 10 metrów. Za projekt tej przestrzeni również odpowiadają Nicolas Mańkowski i Marc Prigent.

— Przy tafli wody pojawią się kolumny w antycznym stylu, a jedną ze ścian ozdobi płaskorzeźba księżyca podobnie jak w dawnym sanatorium Hutnik. Chcemy tu stworzyć atmosferę, dzięki której goście hotelowi poczują się, jakby byli całkowicie poza światem — mówi Nicolas Mańkowski.

Ponadto w strefie SPA przewidziano basen z przeciwprądami, strefę dziecięcą, sauny, jacuzzi i 18 gabinetów do zabiegów medycznych i fizjoterapeutycznych oraz cztery gabinety lekarskie. Do dyspozycji hotelowych gości będą też siłownia do treningów fitness i crossfit oraz klasyczna siłownia. Prace nad rewitalizacją dawnego Hutnika powoli dobiegają końca. W najbliższych miesiącach obiekt rozpocznie nowe, luksusowe życie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu