Czy Chiny i USA podtrzymają światowy handel

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2021-07-27 01:28

Światowy handel doznał lekkiej zadyszki, notując najniższą dynamikę od roku. Ciężar podtrzymania koniunktury leży na krajach, które zapewniły światu szybkie wyjście z kryzysu – Chinach i Stanach Zjednoczonych. Czy im to się uda?

Najnowsze dane o handlu międzynarodowym mogą lekko niepokoić. Dynamika wymiany towarowej na świecie spadła ostatnio do najniższego poziomu od dokładnie roku, czyli od momentu wybicia z pierwszego, najgłębszego lockdownu. Ta informacja argumentów pesymistom, którzy twierdzą, że światowa gospodarka będzie wytracała tempo ożywienia i nie osiągnie trendu sprzed pandemii. Ale szczegółowa analiza danych handlowych wskazuje, że za część osłabienia dynamiki mogą odpowiadać efekty przejściowe. Najważniejsze źródła popytu, czyli import Chin i Stanów Zjednoczonych, wciąż trzymają się solidnie.

Z danych holenderskiego biura statystycznego wynika, że w maju światowy handel towarami obniżył się o 0,3 proc. wobec kwietnia (dane wyrównane sezonowo, podawane w cenach stałych). Była to najniższa dynamika od maja 2020 roku. Intrygujący jest fakt, że najsłabszy wynik handel osiągnął akurat w miesiącu, kiedy w krajach rozwiniętych zaczęto wyraźnie luzować większość restrykcji antyepidemicznych.

Patrząc na rozbicie geograficznie widać, że spowolnienie jest mocno skoncentrowane w krajach azjatyckich poza Chinami. W azjatyckich rynkach wschodzących poza Chinami import spadł w maju o 6 proc. wobec kwietnia, w azjatyckich krajach rozwiniętych poza Japonią – o 2,5 proc., a w Japonii o 3,1 proc. Z jednej strony może być to niepokojące zjawisko, bo w Azji zaczyna się wiele współczesnych trendów makroekonomicznych, które roznoszą się na cały świat. Z drugiej strony wiele wskazuje, że istotnym czynnikiem odpowiedzialnym za to spowolnienie popytu były fale pandemii wywołane przez wariant delta, które dla wielu krajów były nowym zjawiskiem i których efekty powinny być przejściowe. Na przykład, na Tajwanie wiosenna fala koronawirusa była pierwszą tak dużą falą; w Indiach wirus zbierał na przełomie kwietnia i maja niszczycielskie żniwo. Teraz sytuacja jest już w miarę opanowana, więc zaburzenia gospodarcze powinny być mniejsze.

Paradoksalnie z perspektywy średniookresowej rozwój wirusa jest dla przemysłu pozytywnym zjawiskiem, ponieważ podtrzymuje nienaturalną strukturę konsumpcji na świecie, w której popyt na towary jest znacznie wyższy niż popyt na usługi. Choć więc osłabienie popytu importowego w Azji może wzbudzać pewien niepokój, to na razie wygląda to na zjawisko przejściowe.

Najistotniejszy w danych jest fakt, że w dwóch największych gospodarkach świata – Chinach i Stanach Zjednoczonych – dynamika popytu importowego znajduje się powyżej średniej. W Chinach import w maju nie zmienił się w ujęciu miesiąc do miesiąca, po bardzo mocnych wzrostach w marcu i kwietniu, zaś w Stanach Zjednoczonych obniżył się tylko minimalnie: o 0,2 proc.

Oba kraje odegrały kluczową rolę w szybkim wychodzeniu światowej gospodarki z recesji pandemicznej, zwiększając zapotrzebowanie na towary z innych części świata. W Chinach w maju import był aż o 19 proc. wyższy niż w ostatnim miesiącu przed kryzysem, a w Stanach Zjednoczonych o 7,5 proc. wyższy. W obu przypadkach popyt importowy przekroczył trend przedkryzysowy.

Ważne pytanie brzmi zatem, czy Chiny i USA podtrzymają popyt i pozwolą światowej gospodarce na kontynuację szybkie odbicia?

Niektóre sygnały sugerują, że okres największego wzrostu popytu w tych krajach zaczyna dobiegać końca. Na taki wniosek wskazują przede wszystkim wpływowe indeksy koniunktury PMI, które obniżyły się w maju, czerwcu i lipcu. Choć zobaczymy, co jeszcze pokażą chińskie PMIe w najbliższy poniedziałek. Na osłabienie popyt może wskazywać też gorsza od oczekiwań dynamika sprzedaży detalicznej w Chinach, szczególnie sprzedaży samochodów osobowych, która w czerwcu była o ponad 14 proc. niższa rok do roku.

Z drugiej strony, stymulacja fiskalna i monetarna w obu krajach wciąż jest intensywna. Chiński bank centralny dokonał ostatnio cięcia stopy rezerw obowiązkowych (równowartość części depozytów, którą banki muszą utrzymywać w formie rezerwy), co było istotnym ruchem mającym na celu uwolnienie środków w sektorze finansowym. W Stanach Zjednoczonych trwa potężna stymulacja fiskalna. Rządy obu krajów są zdeterminowane do osiągania dobrych wyników makroekonomicznych. Odwrotnie niż w Europie, gdzie stopień determinacji jest raczej umiarkowany.

Warto zwrócić też uwagę, że na osłabienie popytu nie wskazują wysokie ceny metali przemysłowych, szczególnie miedzi, działające jak papierek lakmusowy światowej koniunktury. Ceny miedzi po lekkich spadkach w maju i czerwcu zaczęły znowu rosnąć.

Zobaczymy, co pokażą dane makroekonomiczne za lipiec i sierpień. Ale osłabienie w handlu światowym nie powinno być trwałe. Druga połowa 2021 roku wciąż może być mocna.