Czy kwadryga ciągnie mocniej niż trojka?

Jacek Zalewski
27-06-2002, 00:00

Wczoraj Trójstronna Komisja do Spraw Społeczno-Gospodarczych obradowała po raz pierwszy w rozszerzonym składzie. Po stronie pracodawców do trzech dotychczasowych podmiotów — czyli Konfederacji Pracodawców Polskich, Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych i Związku Rzemiosła Polskiego — dołączył czwarty: Business Centre Club — Związek Pracodawców. Reprezentacja pracowników na razie się nie zmienia: NSZZ Solidarność i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Ale na horyzoncie już widać kolejną aspirującą centralę — Forum Związków Zawodowych.

Przypomnijmy, że uprawnione do zasiadania w komisji są podmioty wymienione z nazwy w samej ustawie (strona pracodawców — KPP, PKPP i ZRP; strona pracowników — Solidarność i OPZZ; strona rządowa) oraz ewentualnie inne, uznane sądownie za reprezentatywne. Warunkiem podstawowym jest skupianie co najmniej 300 tys. pracowników. Jako pierwszy z tych „innych” formalności dopełnił właśnie BCC-ZP, rozstrzygając na swoją korzyść wielomiesięczny spór sądowy z PKPP. Poszło o dwukrotne policzenie dusz z tych samych firm, wykazanych w statystykach przez obie skonfliktowane organizacje.

Koniecznie należy podkreślić, że ustawa nigdzie nie stwierdza, iż pięć uprzywilejowanych wpisaniem do niej podmiotów zaliczyło ów 300-tysięczny egzamin! Organizacje pracodawców i centrale związkowe po prostu zadeklarowały, że ich zbiorowi członkowie mają co najmniej tylu pracowników. Notabene nietypowy frekwencyjny próg (czemu 300, a nie 500 lub 100 tysięcy?) został ustalony „pod” Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych. W projekcie wyjściowym ustawy wpisana była wielkość 800-tysięczna, popierana przez KPP (pod ówczesnym przywództwem Wojciecha Kornowskiego) w celu wyeliminowania z komisji PKPP (Henryki Bochniarz).

Dwa miesiące temu żartem zaproponowaliśmy pilną nowelizację ustawy o Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych. Chodziło o nazwę — realnie komisja już jest siedmiostronna, wkrótce może będzie ośmiostronna, a zatem najlepiej od razu przyjąć wariant rozwojowy: n-stronna. I nożyce szybko się odezwały! Tyle że ich brzęk zabrzmiał inaczej — otóż Maciej Manicki, zagrożony odchodzeniem całych organizacji z OPZZ do FZZ, skonstruował projekt konserwujący komisję trójstronną i blokujący jej rozszerzanie o nowe podmioty. Przewodniczący OPZZ posłem obecnie nie jest, ale i tak pociąga za legislacyjne sznurki. Zawsze znajdą się przecież koledzy, tacy jak np. poseł Stanisław Janas, który migiem zebrał 26 podpisów w koalicji SLD-UP i wniósł wspomniany projekt, czekający obecnie na pierwsze czytanie w komisji.

Doprecyzowanie kwestii reprezentatywności podmiotów zasiadających w komisji trójstronnej jest bezwzględną koniecznością, ale jeśli ma być uczciwe, to musi się opierać na dwóch filarach:

- pracownicy mogą być liczeni tylko raz, w tej organizacji pracodawców (centrali związkowej), którą wybierze pracodawca (zakładowa organizacja związkowa);

- liczenie powinno odbywać się nie raz na zawsze, ale okresowo, np. według stanu na dzień 31 grudnia, i muszą mu podlegać wszystkie podmioty — także te uprzywilejowane wpisaniem do ustawy.

Pytanie postawione w tytule komentarza dotyczy wczorajszego rozszerzenia reprezentacji pracodawców, która w dotychczasowym składzie niewiele osiągnęła (jak zresztą cała komisja trójstronna). Odpowiedź znali już Rzymianie — oczywiście, że mocniej, ale pod jednym warunkiem: wszystkie cztery konie idą w jednej linii, równo pracują i żaden się w zaprzęgu nie wywyższa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Czy kwadryga ciągnie mocniej niż trojka?