Czy rewolucja AI doprowadzi do kryzysu fiskalnego?

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2026-03-31 17:17

Luis Garicano, znany hiszpański ekonomista, uważa, że postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji może doprowadzić Europę na skraj zapaści finansów publicznych. W jego argumentacji jest logika, ale jest też pewna doza katastrofizmu. Na razie jesteśmy daleko od takiego scenariusza.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Obecna fala postępu technologicznego rodzi skrajne emocje, fantazje i prognozy. Jedni uważają, że sztuczna inteligencja wyrwie kraje rozwinięte z dekad niskiego wzrostu produktywności, podnosząc wzrost gospodarczy, dochody ludności, a może nawet łagodząc niektóre problemy społeczne, np. rosnące nierówności dochodowe. Drudzy wskazują scenariusz odwrotny: może wydajność rzeczywiście wzrośnie, ale potem wzmożona automatyzacja odbierze ludziom pracę, wzrośnie bezrobocie technologiczne, tkanka społeczna pęknie, a listopad 2022 r. zapisze się w historii jako czarna data. Możliwe, że żaden z tych scenariuszy się nie ziści.

Jest też hiszpański ekonomista Luis Garicano, który w tej dyskusji stawia inną hipotezę: boom AI podniesie realne stopy procentowe na świecie, co doprowadzi do kryzysu fiskalnego w Europie. Wszystko przez rosnącą różnicę między stopą procentową wyznaczającą koszt obsługi długu a wzrostem gospodarczym wyznaczającym zdolność jego spłacania.

Jego rozumowanie jest następujące. Sztuczna inteligencja przyspieszy wzrost produktywności i mocno podniesie inwestycje w amerykańskiej gospodarce, co zmusi Fed do utrzymywania stóp procentowych na podwyższonym poziomie – im większy popyt inwestycyjny i szybszy wzrost produktywności, tym wyższy koszt pieniądza. Ponieważ rynki finansowe są globalne, Europa te wyższe stopy zaimportuje: banki centralne na świecie zawsze prędzej czy później podążają ścieżką wyznaczoną przez Fed.

A zatem w Europie – strefie euro, Polsce, Szwecji i innych krajach – koszt pieniądza będzie wyższy niż średnio w ostatnich kilkunastu latach.

I tu sedno problemu, który podnosi Luis Garicano: wzrosną realne stopy procentowe, ale nie przyspieszy produktywność, bo kraje UE są w tyle za postępem technologicznym. W USA będą wyższe stopy i wyższy wzrost, w Europie – wyższe stopy i niski wzrost. To oznacza strukturalny wzrost kosztów obsługi długu publicznego, spadek zdolności spłacania zobowiązań, obniżenie zaufania na rynkach i potencjalnie kryzys fiskalny – zapewne taki wzrost kosztów obsługi długu, który zmusza rządy do cięć wydatków i prowadzi do recesji.

Luis Garicano wymienia dwa kraje najbardziej narażone na taki scenariusz: Włochy i Francję. Oba mają wysoką relację długu publicznego do PKB, a zatem i wysokie koszty jego obsługi, a do tego znaczne ukryte zobowiązania emerytalne, które wraz ze starzeniem się społeczeństwa coraz mocniej obciążają finanse publiczne.

Na ile taki scenariusz jest prawdopodobny? Pamiętajmy, że przez ostatnie dekady realne stopy na świecie spadały pod wpływem spowolnienia produktywności, nadmiaru oszczędności w gospodarce, starzenia się społeczeństw i rosnącego popytu na bezpieczne aktywa. Pytanie brzmi więc: czy AI będzie siłą, która trwale odwróci ten sekularny trend?

Zdaniem prof. Michała Brzozy-Brzeziny ze Szkoły Głównej Handlowej sam mechanizm zarysowany przez Luisa Garicano ma sens, jednak kryzys fiskalny jest mało prawdopodobny.

„Mechanizm jest sensowny, ale wiele czynników sprawia, że jego ilościowe znaczenie nie musi być duże – i w szczególności nie musi prowadzić do kryzysu fiskalnego. Po pierwsze historycznie rewolucje technologiczne przekładały się na wzrost PKB powoli, przez wiele lat. Po drugie wzrost stóp neutralnych za granicą przenosi się na kraj tylko częściowo – resztę absorbuje saldo aktywów zagranicznych netto. Wreszcie: to, że Europa pozostanie w tyle, nie oznacza, że zawsze będzie rosła wolniej. Technologia napłynie, tyle że z opóźnieniem. Wszystko to zakłada oczywiście, że rewolucja AI przebiega podobnie jak poprzednie" – napisał ekonomista na platformie X.

Innymi słowy: wzrost produktywności w USA może podnieść stopy procentowe na świecie, ale nie na tyle, by dramatycznie wzrosły koszty obsługi długu i doszło do krachu – raczej o 0,1–0,3, nie o 1–1,5 proc. PKB. Poza tym jeśli AI przyspieszy produktywność w USA, to prędzej czy później zrobi to samo w Europie. Warto tu pamiętać, że sztuczna inteligencja to technologia, z której można korzystać bez fizycznej obecności w kraju – nie trzeba wygrywać wyścigu technologicznego, by być jego beneficjentem, choć posiadanie własnych rozwiązań i budowanie suwerenności technologicznej ma oczywiście sens.

Potwierdzają to najnowsze dane: w USA z narzędzi AI korzysta 43 proc. pracowników, w Wielkiej Brytanii 36,3 proc., w Szwecji i Holandii po 35,6 proc., w Niemczech 31,5 proc. Różnice są niewielkie. W Polsce i innych krajach regionu wskaźnik ten niestety nie przekracza 10 proc. To sugeruje, że o adaptacji AI i potencjalnym wzroście produktywności decydują nie dominacja w wyścigu technologicznym, lecz kompetencje cyfrowe społeczeństwa. Szwecja nie ma własnych głośnych modeli AI, ale ma zaawansowane cyfrowo społeczeństwo – i może na tym dużo zyskać.

Polskę przed scenariuszem nagłego wzrostu różnicy r–g chroni to, że wciąż mamy przestrzeń do doganiania bogatszych gospodarek UE przez absorpcję istniejących technologii i metod organizacji. To podtrzymuje g (wysoki wzrost) nawet bez bycia na froncie innowacji, a AI może ten proces przyspieszyć – właśnie dlatego, że przenika szybciej niż jakiekolwiek wcześniejsze technologie.

Niemniej ostrzeżeń Luisa Garicano lepiej nie ignorować. Bo co, jeśli jednak ma rację? Polska ma wysoki deficyt fiskalny i musi regularnie rolować dług na rynkach. Jeśli r wzrośnie, a jednocześnie nasze mechanizmy rozwojowe osłabną, koszty obsługi tego długu rosną nieproporcjonalnie szybko – właśnie dlatego, że zaczynamy z wyższego poziomu. Opuścilibyśmy wtedy strefę bezpieczeństwa, w której tkwimy od lat i która zdaje się dla nas czymś naturalnym. Ale nic nie jest dane raz na zawsze.