Czy ropa stanie się wymówką dla podwyżek cen dla sieci handlowych?

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-03-10 18:09

Akcje dużych firm handlowych zachowały się wyraźnie lepiej od średniej w czasie wstrząsu naftowego. Czyżby inwestorzy liczyli na mechanizm mgły inflacyjnej?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

To, że wzrost cen ropy i gazu przełoży się na inflację w Polsce, jest oczywiste: droższe będą paliwa. Ale to, w jaki sposób przełożą się na ceny innych towarów i usług, jest już większą zagadką. Wbrew pozorom nie jest to trywialna kwestia. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że ceny paliw mogą pełnić rolę „koordynatora” podwyżek cen – takiego nieformalnego sygnalizatora, który pozwoli niezależnym od siebie podmiotom podjąć wspólne działanie.

Intrygujący efekt widać na rynku giełdowym. Oto w czasie kryzysu naftowego całkiem dobrze zachowywały się akcje sieci handlowych. Ostatniego dnia lutego akcje Dino zdrożały o 5,5 proc., mimo że szeroki warszawski indeks giełdowy WIG spadł w tym czasie o 4 proc. Akcje Eurocashu utrzymały się w tym czasie bez zmian, czyli też wypadły znacznie lepiej od średniej

Choć trzeba przyznać, że obraz nie jest jednoznaczny. W tym samym czasie na giełdzie w Lizbonie akcje Jeronimo Martinsa, właściciela Biedronki, spadły o 3,8 proc., przy spadku szerokiego indeksu AEX o 4,4 proc. W tym przypadku różnica nie jest już tak duża.

Te zmiany notowań można oczywiście wyjaśnić wieloma powodami, w tym takim, że w czasie kryzysu inwestorzy zwracają się w stronę sektorów defensywnych. Ale na rynku pojawiają się głosy, że inflacja paliwowa może przynieść ogólne zmniejszenie presji na spadek cen w sieciach handlowych. Na przykład wczoraj w "Pulsie Biznesu" analityk mBanku Janusz Pięta mówił tak: Droższa ropa i rosnące ceny produktów rolnych spowodują zapewne wzrost cen w sklepach spożywczych. Skorzystają na tym takie spółki,jak Dino, Żabka czy Eurocash. Niedawno ponownie pojawiły się obawy o deflację koszyka zakupowego, co sygnalizowała Biedronka. Odwrócenie tego zjawiska byłoby pozytywnym impulsem dla spółek spożywczych.

Ale jak to się dzieje, że sprzedawcy mają korzystać na inflacji pojawiającej się od strony kosztów? Jeżeli tak by było, to jedynym sensownym wyjaśnieniem byłoby zjawisko „mgły inflacyjnej”, nazywane też przez innych po prostu inflacją sprzedawców. Chodzi o to, że w czasie inflacji – nawet czysto kosztowej – zmniejszają się obawy sprzedawców, że po podwyżce cen stracą klientów. Zawsze jakaś część ludzi uzna, że ceny rosną bo wszystko drożeje.

W 2023 r. przeprowadziłem rozmowę z ekonomistami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którzy tak tłumaczyli ten efekt: „Zyski rzeczywiście odegrały dużą rolę w napędzaniu inflacji w 2022 r. Jest to zjawisko występujące od niedawna. Częścią przyczyny jest to, że we mgle inflacji, kiedy wszyscy podnoszą ceny, łatwo jest podnieść swoje ceny, nawet jeśli koszty nie poszły w górę”. Po tej rozmowie sam zacząłem używać pojęcia mgły inflacyjnej.

Jednym z najgłośniejszych zwolenników tej teorii na świecie jest niemiecka ekonomistka Isabella Weber wykładająca na Uniwersytecie Massachusetts Amherst. Ona nazywa to inflacją sprzedawców. W 2025 r. opublikowała badanie, w którym starała się udokumentować to, że zaburzenia kosztowe, takie jak wzrost cen paliw, pełnią rolę mechanizmu koordynacyjnego – bez takiego mechanizmu firmy wahałyby się przed podwyżkami cen, nawet jeśli mają siłę cenową, bo obawiają się utraty udziału w rynku. Autorzy przeanalizowali zbiór ponad stu tysięcy transkrypcji telekonferencji wynikowych amerykańskich spółek giełdowych z lat 2007-2022. Ustalili, że gdy szoki kosztowe dotyczą całej gospodarki, a nie tylko jednej firmy, menedżerowie mówią o nich z pozytywnym nastawieniem — co oznacza, że traktują je nie jako zagrożenie, lecz jako okazję do podniesienia własnych cen z poczuciem bezpieczeństwa, że konkurenci zrobią to samo.

Tu jednak można postawić pytanie, dlaczego konsumenci mieliby się na to tak łatwo nabierać? Dlaczego mieliby akceptować podwyżki cen sera po wzroście ceny ropy? Nie są chyba na tyle głupi, skoro na co dzień podejmują wiele racjonalnych decyzji.

Bardziej standardowe wyjaśnienie brzmiałoby tak, że taka akceptacja podwyżek przez konsumentów byłaby oznaką destabilizacji oczekiwań inflacyjnych – powszechnej akceptacji dla podwyżek cen w gospodarce. Brak strachu przed podwyżką cen, nawet gdy koszty danego produkty nie rosną istotnie, może oznaczać, że niska inflacja nie zakorzeniła się dobrze w danym społeczeństwie. Mam pewną obawę, że możemy taki efekt w Polsce zobaczyć przez jakiś czas. Wkrótce przyjdzie weryfikacja.