Czy rząd fachowców jest kategorią realną?

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-04-15 00:00

Odchodząca 2 maja Rada Ministrów formalnie działa normalnie, chociaż z każdym dniem rośnie jej podskórna nerwówka, związana z kadrowymi roszadami. Rozpoczęła się już fala rezygnacji ze stanowisk podsekretarzy stanu. Z drugiej strony zdarzają się także... nominacje nowych wiceministrów — taki przypadek miał miejsce w resorcie środowiska. Przygotowywany jest raport zdawczo-odbiorczy, z którego będzie wynikało, iż gabinet Leszka Millera przekazuje następcom kraj w gospodarczym rozkwicie. W piątek premier poinformuje o tym Sejm, przedstawiając sytuację finansów publicznych.

W tym kontekście automatycznie nasuwa się pytanie — jeśli jest tak dobrze, to dlaczego właściwie premier złożył rezygnację? Jedyna sensowna odpowiedź brzmi — albowiem nie stworzył RZĄDU FACHOWCÓW! Ów mityczny termin pojawił się znowu przy okazji konsultacji prowadzonych przez Marka Belkę, prezydenckiego kandydata na nowego premiera. W powszechnym odczuciu społecznym rząd fachowców ma być lekarstwem na rządy partyjne, tworzone najwidoczniej przez nieuków, nieudaczników i niezguły.

Przydzielanie ministerialnych stanowisk według partyjnego klucza stanowi wręcz opokę ustroju parlamentarno-gabinetowego, który nadała nam Konstytucja RP. Oczywiście system taki prowadzi do licznych wynaturzeń. Na przykład w odchodzącym rządzie kompletną pomyłką jest kierowanie Ministerstwem Infrastruktury przez Marka Pola. Dlaczego — pisaliśmy na łamach „PB” kilkadziesiąt razy. Niedawno zgodził się z tym wreszcie i sam zainteresowany. Ba, ujawnił, iż wewnętrzna niezgoda przewodniczącego Unii Pracy na objęcie akurat tego resortu objawiła mu się już w momencie zaprzysięgania rządu...

Kandydat Marek Belka zakończył rundę konsultacji z partiami i nadal objawia optymizm. Wygląda na to, że jego rząd fachowców (zwanych „kwachowcami”) zostanie jednak 2 maja zaprzysiężony i obejmie obowiązki. Przypuszczalnie 14 maja odbędzie się głosowanie Sejmu nad wotum zaufania. Przewodniczący SLD Krzysztof Janik ocenia, że brakuje jeszcze ze 30 głosów. Podstawą teoretycznych wyliczeń jest obecność 460 posłów, która się nie zdarza. Przy najniższej dopuszczalnej frekwencji 230 posłów, premierowi Belce wystarczy zaledwie 116 głosów...

Dzisiaj trudno jeszcze ocenić, ile czasu przetrwa gabinet zaprzysiężony 2 maja — kilkanaście dni, kilka tygodni czy miesięcy, a może aż rok. Tylko w tym ostatnim przypadku dałoby się stwierdzić, czy rząd fachowców jest kategorią jedynie wirtualną, czy jednak, choćby śladowo, w przyrodzie występującą.