Czyżby wyborcza zdrada? Oby.

Janusz Lewandowski
04-11-2005, 00:00

Rynki już dawno nie trawiły takiej serii politycznych niewiadomych i niespodzianek. Jak u Hitchcocka — napięcie rosło, aż do sensacyjnego finału. Zamiast spodziewanych utrudnień, jakie koalicjant z Prawa i Sprawiedliwości miał stwarzać premierowi z Krakowa, mamy oto gabinet premiera ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, a Platformę Obywatelską w opozycji. Wstrząsnęło to rynkiem i złotym. Nieufność pozostała, chociaż premier Marcinkiewicz zamaskował część rządu, wstawiając na resorty gospodarcze figury PO-podobne. Czy to pomoże?

Premier będzie teraz lawirował — pod czujnym okiem superpremiera — pomiędzy wyborczymi obietnicami a gospodarczym rozsądkiem. Pomiędzy populizmem a odpowiedzialnością. Pierwsze byłoby zabójcze dla gospodarki, drugie kłopotliwe politycznie. Wspólnicy wyborczego sukcesu, z Samoobrony i Radia Maryja, skłonni byliby ogłosić ideową zdradę.

Zawiedzione nadzieje wyborców mogłyby wpłynąć na przyszłoroczne wybory samorządowe. Wierzę, że wymogi Unii Europejskiej, niedoceniane w krajowej debacie, wymuszą przechył w stronę racjonalnego kursu w ekonomii. Zatem, wyborcza zdrada? Oby! Nie takie rzeczy polska demokracja widziała — odkąd Marek Belka z Jerzym Hausnerem zakładali partię opozycyjną wobec rządu premiera Belki i wicepremiera Hausnera! A to może jej wyjść na zdrowie.

Janusz Lewandowski, europoseł PO

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Czyżby wyborcza zdrada? Oby.