Dać firmie więcej, niż oczekuje

Mirosław Konkel
opublikowano: 02-11-2011, 00:00

Biznes się zmienia, a wraz z nim ewoluują systemy do zarządzania

Pięć lat temu: typowy system ERP jest eksterminatorem. Eliminuje wszystkie programy, które stosowała dotąd firma, i zajmuje ich miejsce. Dzisiaj: ERP jest integratorem. Łączy dotychczas wykorzystywane przez przedsiębiorstwo aplikacje. Udoskonala ich działanie, dodaje nowe funkcje.

— To nie tyle jednostkowy program, ile platforma integrująca. Rozwiązanie, które, spinając firmę od strony organizacyjnej, daje kadrze kierowniczej poczucie kontroli nad wszystkimi jej procesami biznesowymi i każdym z osobna — uważa Piotr Pabis, kierownik projektu z Asseco Business Solutions.

System z klocków

ERP to według definicji oprogramowanie do zarządzania zasobami przedsiębiorstwem. Tylko że pojęcie „zasoby” ma dla kadry kierowniczej coraz szersze znaczenie. Jak tłumaczy specjalista Asseco BS, pierwsze systemy wdrażano, by lepiej organizować gospodarkę towarami. Nowsze obejmowały coraz więcej dziedzin: księgowość i finanse, planowanie i budżetowanie, kadry, logistykę, produkcję, elektroniczny obieg dokumentów itp.

Choć zadań przybywa, system doskonale radzi sobie nie tylko z ich realizacją, ale też harmonizacją. Rola koordynatora działań infrastruktury IT to nie jedyna nowość, jeśli chodzi o ERP. Inną zmianą jest pogłębiająca się elastyczność. Chociaż wiele firm zamiast zindywidualizowanego systemu woli np. ten, który sprawdził się u konkurencji. Maciej Iwaniuk, ekspert ds. systemów ERP w firmie Optima Partners, lubi posługiwać się zasłyszanym kiedyś powiedzeniem: projekty ERP zwykle się nie udają, bo klient dostaje to, o co prosi.

— Na ogół funkcjonuje to w formie żartu, ale rzeczywiście wydaje mi się być główną przyczyną nieudanych wdrożeń. Wielu menedżerów i przedsiębiorców uważa, że wprowadzenie ERP sprowadza się do zainstalowania i skonfigurowania oprogramowania. A wymaga dostosowania go do ich rzeczywistych potrzeb operacyjnych — mówi specjalista. Rośnie jednak liczba projektów przemyślanych i skrojonych na miarę. — Nawet firmy o podobnej wielkości, z jednej branży, mające ten sam profil produkcji czy usług stosują często zupełnie inne rozwiązanie. Współczesne systemy porównuje się do klocków, które można dowolnie układać — klaruje Piotr Pabis.

A może chmura

Przyszłością ERP jest tzw. chmura obliczeniowa. Bo — jak zauważa Marta Niemczyk z firmy doradczej Goldenberry — inwestycja w kompleksowy system to poważny wydatek dla przedsiębiorstwa. A dzięki modelowi oprogramowania jako usługi (ang. SaaS — software as a service) pieniądze stają się coraz mniejszą przeszkodą nawet dla mniejszych firm.

— Dzięki rozwiązaniu SaaS eliminuje się koszty inwestycji w infrastrukturę informatyczną, ponieważ dane przechowuje się na serwerach dostawcy systemu w tzw. chmurze — informuje Marta Niemczyk. Tradycyjne oprogramowanie kosztuje od 10 tys. zł, miesięczny abonament — kilkadziesiąt. Jest tylko jedno ale. Wiele spółek boi się przekazywać innym firmom swoje cenne, często nawet poufne, informacje.

— W grę wchodzi zaufanie do dostawcy usług, bo przecież co jakiś czas docierają do nas informacje, że nawet taki gigant jak Google potrafi „zgubić” maile kilkudziesięciu tysięcy użytkowników — wskazuje Tomasz Fidos, prezes rady nadzorczej Humansoft. Presja na bezpieczeństwo jest coraz większa i dotyczy nie tylko wdrożeń chmurowych.

— Dawniej na 30 biznesowych klientów dokumentów zmian wymagał może jeden, obecnie aż 60 proc. — mówi Piotr Pabis. Nie ma wątpliwości: oczekiwania menedżerów wobec systemów ERP będą rosły, co wynika z coraz większego otwarcia polskiego biznesu na świat. Firmy zdobywają rynki zagraniczne, muszą się więc dostosować do międzynarodowych standardów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu