Spadek rentowności obligacji skarbowych USA okazał się w poniedziałek zachętą dla inwestorów do dalszego kupowania akcji. Dodatkowo sprzyjającą okolicznością było zasilenie portfeli przynajmniej części Amerykanów pieniędzmi z przegłosowanego w ubiegłym tygodniu przez Kongres pakietu stymulacyjnego. Początek sesji charakteryzował się dużą zmiennością, ale jeszcze w jej pierwszej połowie inicjatywę przejął popyt, który dodatkowo zdominował ostatnie minuty handlu podciągając wyraźnie indeksy w górę. W oczekiwaniu na wynik rozpoczynającego się we wtorek dwudniowego posiedzenia FOMC umacniał się dolar. Opublikowany w poniedziałek wskaźnik Empire State okazał się kolejnym potwierdzeniem szybkiego tempa poprawy stanu amerykańskiej gospodarki. Potwierdził również wyraźny wzrost cen dla firm.

W poniedziałek zdrożało prawie 75 proc. spółek z S&P500. Wśród dziesięciu najmocniej drożejących aż sześć było związane z branżą podróży i wypoczynku, co sugeruje, że inwestorzy oczekują relatywnie szybkiego pokonania pandemii. Z 11 głównych segmentów indeksu popyt przeważał w 9. Największym cieszyły się akcje dostawców dyskrecjonalnych dóbr konsumpcyjnych i spółek nieruchomości (po 1,2 proc.) oraz spółek użyteczności publicznej (1,4 proc.). Podaż przeważała w segmentach finansowym (-0,6 proc.) i energii (-1,25 proc.).
Wzrosły kursy 19 z 30 blue chipów ze średniej Dow Jones. Najmocniej drożały akcje McDonald's (3,8 proc.), Walgreens Boots Alliance (3,5 proc.) i Nike (3,2 proc.). Na dole tabeli znalazły się Chevron (-1,2 proc.), Boeing (-1,3 proc.) i Dow Inc. (-2,2 proc.).
Na Nasdaq zdrożało ok. 55 proc. z ponad 3,5 tys. notowanych na tym rynku spółek. W przypadku tych o największej kapitalizacji większość drożała. W grupie FAANG najmocniej rósł kurs Apple (2,45 proc.), a jako jedyny taniał Amazon.com (-0,25 proc.). Akcje Tesli, której szef, Elon Musk, ogłosił się „technokrólem”, zdrożały o 2,0 proc.