Dane GUS o produkcji potwierdzą stagnację

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-07-17 00:00

Dane o dynamice produkcji przemysłowej i jej cen w czerwcu nie poprawią nastroju na rynku. W ocenie ekonomistów, nadal nie widać końca stagnacji. Na odbicie gospodarka musi poczekać przynajmniej do IV kwartału.

Zdania ekonomistów na temat dynamiki produkcji przemysłowej w czerwcu są podzielone, jednak dominuje lekki optymizm. Przeważają prognozy mówiące o niewielkim wzroście tego wskaźnika, jednak nie oznacza to jeszcze trwałego odwrócenia trendu. Natomiast pozytywne dane o dynamice cen na poziomie producentów są spowodowane niską ubiegłoroczna bazą.

W opinii analityków, dane o produkcji przemysłowej w czerwcu potwierdzą, że rodzima gospodarka jeszcze nie odbiła się od dna. Większość z nich spodziewa się lekkiej poprawy, jednak nie będzie to początek nowego trendu. Mimo to publikowane dziś przez GUS dane będą miały spore znaczenie dla określenia rzeczywistego stanu naszej gospodarki, ponieważ w czerwcu 2001 r. i 2002 r. mieliśmy taką samą liczbę dni roboczych.

Optymizm ekonomistów wywołują głównie dane o eksporcie, który od pewnego czasu notuje systematyczną poprawę. Niestety, jest to poprawa jedynie po stronie płatności, ponieważ rośnie dochodowość ze względu na ostatnie osłabienie się złotego. Tymczasem dane GUS, który bazuje na przepływie towarów, nie pokazują wzrostu dynamiki eksportu. Z drugiej strony, sam wzrost eksportu nie oznacza natychmiastowego odbicia w polskiej gospodarce, tym bardziej że nastroje u przedsiębiorców są złe.

— Badania wykazują, że przedsiębiorstwa nadal posiadają znaczne zapasy. Nawet przy znaczącym wzroście eksportu i popytu krajowego, najpierw one zostaną wyprzedane. Dopiero później nastąpi wzrost produkcji, najwcześniej w III kwartale tego roku — uważa Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP.

Nieco bardziej optymistycznie wyglądają prognozy analityków mówiące o dynamice cen produkcji sprzedanej przemysłu (PPI). Niestety, optymizm nie wynika z poprawy popytu w kraju czy na rynkach zagranicznych, lecz wyłącznie z niskiej ubiegłorocznej bazy statystycznej. Po stronie popytowej w gospodarce nadal jest źle i nie widać przesłanek, aby cokolwiek miało się rychło zmienić.

Czynnikiem, który znacząco zahamował wzrost cen na poziomie producentów, były niskie ceny paliw. Także słaby popyt spowodował, że nawet znaczące podwyżki cen urzędowych energii elektrycznej nie mogły zostać w całości przerzucone na konsumentów.

— Słaby popyt oraz duże zawirowania na rynku walutowym zmieniły sytuację przedsiębiorstw. Wiele firm musiało po raz kolejny zmniejszyć marże i rentowność produkcji — analizuje Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale.

Mimo że nieco lepsze wyniki eksportu nie przekładają się na razie na wzrost produkcji, to właśnie handel z zagranicą jest nadzieją na lepszą przyszłość polskich producentów. Ekonomiści zwracają uwagę na strukturę naszego eksportu. Kiedyś był on zdominowany przez surowce oraz dobra nisko przetworzone bądź uszlachetnione. Tymczasem ostatnie dane pokazują, że wyraźnie rośnie udział dóbr wysoko przetworzonych i na wysokim poziomie zaawansowania technologicznego.

Specjaliści podkreślają, że jest to właściwa droga rozwoju dla polskich przedsiębiorstw. Obecnie jedynie ścisła specjalizacja i związana z nią wysoka jakość produkcji pozwoli im konkurować z zagranicznymi koncernami. Idealnym zaś rozwiązaniem byłoby szukanie i dominowanie nisz rynkowych.