Czytasz dzięki

Dane szybsze i łatwiej dostępne

opublikowano: 04-10-2020, 22:00

Pandemia będzie rewolucją w podejściu do publikacji danych statystycznych. Nie oznacza to jednak śmierci tradycyjnych miar gospodarczych — mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

„PB”: Mają rację ci, którzy twierdzą, że poziom PKB nie odzwierciedla rozwoju kraju?

Piotr Arak: Ten problem ma trzy wymiary. Pierwszy jest taki, że przez narastające latami zmiany w tym, co zalicza się do wartości dodanej, a co nie, PKB stało się wskaźnikiem bardzo zaśmieconym. Zaczęto m.in. doliczać szarą strefę, handel narkotykami, prostytucję itp. Wszyscy co kwartał ekscytują się właśnie wartością PKB, choć trochę utracił on funkcję wskaźnika wartości produkcji w danym kraju. I nie jest to nowe spostrzeżenie, bo dyskusja na ten temat rozpoczęła się bodaj w latach 70. XX w., gdy do PKB zaczęto doliczać sektor finansowy. Wówczas argumentowano, że sektor finansowy jako taki niczego nie produkuje. Drugi wymiar jest taki, że PKB jest pozbawiony atrybutów, które określa się jako ważne dla poziomu życia, np. poczucia bezpieczeństwa, szczęścia, zanieczyszczenia powietrza, jakości środowiska i wielu różnych kwestii, które stały się dla społeczeństw, zwłaszcza Europy Zachodniej, dużo istotniejsze niż sama wartość dodana generowanaw gospodarce. Wynika z tego tocząca się już dłużej niż trzy dekady dyskusja, czym powinniśmy mierzyć poziom postępu społecznego, zrównoważonego rozwoju itd. Jako PIE również dokładamy cegiełkę poprzez publikację Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju, który obok PKB może być wykorzystywany jako miara pomocnicza, pokazująca, czy zmierzamy w dobrym kierunku. Tego typu wskaźników jest więcej — Unia Europejska w postaci Eurostatu ma swój zestaw wskaźników, OECD ma Better Life Index. Jednak z istnienia tak wielu różnych mierników wynika niestety chaos i trudno jest skoncentrować się na jednej uniwersalnej mierze. I to jest trzeci wymiar tego problemu.

Czyli PKB zostanie z nami na dobre i na złe?

Raczej tak, bo oprócz porównywalności odczytów przekłada się na pieniądze. A żyjemy w świecie, w którym pieniądz jest jednym z podstawowych i najważniejszych elementów odniesienia. Ekonomia stała się królową nauk po latach 50. XX w., kiedy ekonomiści stali się też gwiazdami medialnymi. To powoduje, że wszystkie wartości, które jesteśmy w stanie zamienić na wartość finansową i przeliczyć na międzynarodowe dolary, są bardziej pożądane. Bardzo trudno znaleźć bezpośredni związek statystyczny między, dajmy na to, oczekiwaną długością życia a wynikami finansowymi danego sektora czy koniunktury gospodarczej. Inną wadą wskaźników syntetycznych jest to, że nie mają wartości wyrażonej w walucie, tylko punktową albo procentową. Tylko co to znaczy? Jak przetłumaczyć to Kowalskiemu? Bo jak usłyszy, że wskaźnik PKB wzrósł o 5 proc., to co prawda nie wie, ile to PKB wynosi, ale wie, że wzrosło, a wszyscy mówią, że to dobrze. Ze wskaźnikami jest inaczej. Nie nauczyliśmy się jeszcze o nich opowiadać szerszej publiczności. Na razie jedyną narracją jest tworzenie rankingów, w których dany kraj zajmuje jakieś miejsce, a śledzenie zmian odbywa się przez porównywanie pozycji rankingowej np. rok do roku.

Czy w Polsce brakuje dobrej jakości danych?

Kryzys epidemiczny bardzo wyraźnie ukazał, że potrzebujemy danych, które są częściej publikowane. Urzędy statystyczne wszędzie na świecie zbierają dane w rytmie miesięcznym: są miesięczne sprawozdania, informacje z przedsiębiorstw, badania, dane w trybie miesięcznym spływają z poszczególnych instytucji publicznych i rejestrów administracyjnych. Danych tygodniowych czy dziennych pokazujących, czy w danym tygodniu nastąpiło ożywienie czy dekoniunktura, jest bardzo mało — a tymczasem to na nich bazują świat finansowy oraz decydenci w momentach kryzysowych.

Ekonomiści musieli więc postawić na kreatywność w znalezieniu źródeł danych ułatwiających oszacowanie takich zmian?

Wydaje mi się, że tak. Pandemia w tym sensie będzie rewolucją, bo zapewne w kolejnych latach standardowy mechanizm publikowania danych będzie miał szybsze taktowanie. Nowe źródła informacji pochodzące z transakcji czy systemów informatycznych różnych ministerstw zagoszczą w statystyce publicznej. Urzędy statystyczne będą się natomiast stawać hubami danych. Zamiast publikowania przepastnych tomów analizy z wykresami jakichś zjawisk, będą raczej koncentrować się na tym, żeby tworzyć możliwość swobodnego korzystania z zasobów danych dla rządów, biznesu i organizacji pozarządowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane