Dania Babci Zosi walczą o młodych

POMYSŁ NA BIZNES: Firma Sys wyczekała dobrego momentu dla naturalnej żywności dla niecierpliwych.

A nowe pokolenie bierze się za przebudowę rodzinnego biznesu.

Firma Sys, założona przez Małgorzatę Wróblicką-Sysiak, rozwinęła się 
dzięki suszonym warzywom, z których dziś robi kolejne „suszone” dania 
obiadowe, jak zupy i placki.
Zobacz więcej

ZDROWO Z TOREBKI:

Firma Sys, założona przez Małgorzatę Wróblicką-Sysiak, rozwinęła się dzięki suszonym warzywom, z których dziś robi kolejne „suszone” dania obiadowe, jak zupy i placki. Marek Wiśniewski

Rodzinna firma Sys z siedzibą w Kamionce (woj. mazowieckie) suszeniem warzyw i uprawami w okolicach Zamiechowach na Podkarpaciu zajmuje się od 1990 r.

— Zaczynaliśmy od sprzedaży hurtowej dużych worków z suszonymi warzywami, które trafiały do dużych przetwórców, używających ich np. do produkcji zup w proszku. Towar wysyłaliśmy też za granicę, a gdy jeden duży odbiorca w Holandii nam nie zapłacił, uznaliśmy, że musimy zdywersyfikować dochody i pomyśleć o drugiej nodze biznesu — mówi Małgorzata Wróblicka-Sysiak, właścicielka firmy Sys.

Lata cierpliwości

Do tego w branży suszonych warzyw doszła ogromna chińska konkurencja.

— Import z Chin zaczął dynamicznie rosnąć, a ceny drastycznie spadać. W pewnym momencie krajowa produkcja takich suszy przestała się opłacać (choć później z powrotem zaczęła być opłacalna). Tym bardziej więc musieliśmy znaleźć nowy pomysł na biznes — tłumaczy właścicielka Sysu. Opowiada, że w domu używała suszonych warzyw do przygotowania zup dla dzieci. Tak narodził się pomysł, by powstał również produkt nie przeznaczony do dalszego przetwarzania, ale gotowy, dla klientów indywidualnych — Dania Babci Zosi, czyli jej mamy.

— Zupa to obowiązkowy posiłek w wielu domach, więc byłam przekonana, że jeśli zaproponuje się ją w wersji gotowej, ale równocześnie zdrowej i w pełni naturalnej, to powinna się dobrze sprzedawać. Wbrew pozorom nie był to wówczas strzał w dziesiątkę — twierdzi Małgorzata Wróblicka-Sysiak.

Jesteśmy powszechnie postrzegani jako jeden z najbardziej „zupowych” narodów świata. Rocznie zjadamy niemal 4 mld l zup, co oznacza ponad 100 l na osobę, wliczając zupy domowe. Dla producentów to więc — przynajmniej w teorii — rynek marzenie.

— Przebicie się na tym rynku zajęło nam lata. Dziś jesteśmy obecni w Almie, Carrefourze i Auchanie, a negocjacje z kolejnymi sieciami trwają. Mocno pomagają nam prozdrowotne trendy i coraz większa świadomość konsumentów, którzy zaczęli czytać etykiety. Jeszcze dekadę temu nikt nie analizował składników produktów. W efekcie supermarkety same zainteresowane są rozbudową półki ze zdrową żywnością — mówi Małgorzata Wróblicka- -Sysiak.

Czas na zmiany

W tym czasie do zup dołączyły kolejne kategorie produktów bazujące na suszonych warzywach — placki ziemniaczane, racuchy i różne wersje kaszy oraz ryżu z dodatkami. Powoli zaczął rozwijać się też eksport. Dzisiaj stanowi około 5 proc. z 3 mln zł rocznych obrotów przedsiębiorstwa.

— Nie mamy pieniędzy na reklamę, ale dzięki temu, że kolejne pokolenie włączyło się niedawno do biznesu, zaczęliśmy promować się szerzej w internecie — twierdzi szefowa rodzinnej firmy. Opowiada, że po międzypokoleniowej naradzie uznali, że dziś jest najlepszy moment do rozwoju dla firm z takim asortymentem.

— Zaczynamy właśnie budować profesjonalny zespół sprzedażowy. To dla nas nowość, bo jak w każdej małej firmie — wszyscy zajmują się u nas wszystkim — dodaje Małgorzata Wróblicka-Sysiak. Zmiany będzie widać też w portfelu produktów.

— Dołączą do niego produkty z różnymi modnymi dodatkami, jak quinoa, ograniczamy zawartość soli, ale myślimy też o całkiem nowej kategorii produktów do jeszcze szybszego przygotowania. Dziś ugotowanie naszych zup zajmuje 20 minut i nie jest możliwe w mikrofali w biurze — opowiada właścicielka Sysu. Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu małego biznesu? Jej zdaniem, to ciągłe zmiany przepisów i brak czysto merytorycznego wsparcia w wielu jego aspektach.

— Marzy mi się nieraz, żeby były zrzeszenia podobnych do nas małych producentów, w których moglibyśmy wymieniać się doświadczeniami i wzajemnie się wspierać. Dziś musimy radzić sobie sami — mówi Małgorzata Wróblicka-Sysiak.

Natomiast brak funduszy sprzedażowo-marketingowych sprawia, że trudno zaistnieć na większą skalę w handlu.

— Dlatego szersze przebicie się na sklepowe półki zajęło nam lata — dodaje bizneswoman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu