Dankwert podkreślił, że opóźnia to rozwiązanie problemu dostaw żywności z Polski do Rosji.
"Pryncypialna rozbieżność między Rosją i Komisją Europejską w sprawie dostaw (żywności) z Polski sprowadza się do tego, że strona europejska łamie podstawowe prawo importerów, czyli prawo do żądania od państwa-eksportera bezpiecznej produkcji" - oświadczył szef Rossielchoznadzoru, którego cytuje agencja Interfax.
Według niego, "podstawowa zasada przy imporcie głosi: +bezpieczne w stopniu, w jakim jest to konieczne+". "Natomiast strona europejska w wypadku dostaw do Rosji stosuje regułę: +bezpieczne w stopniu, w jakim jest to możliwe+. Całkowicie zapomina przy tym, że przy wwozie produkcji na terytorium UE obowiązuje zasada +bezpieczne w stopniu, w jakim jest to konieczne+" - powiedział Dankwert.
Jego zdaniem, właśnie o tym świadczy niedawny przypadek zatrzymania jabłek z Polski z wysokim stężeniem pozostałości pestycydów.
"Nie ulega wątpliwości, że jest to praktyka podwójnych standardów. Chcemy, aby przestała ona być stosowana w stosunku do Rosji. Jeśli wobec dostaw z Rosji obowiązuje zasada +bezpieczne w stopniu, w jakim jest to konieczne+, to taki sam stosunek powinien być także do produkcji eksportowej z Unii Europejskiej, w tym Polski" - zaznaczył szef rosyjskiego nadzoru weterynaryjnego i fitosanitarnego.
Dankwert ostrzegł w poniedziałek, że Rosja może ograniczyć dostawy produktów pochodzenia roślinnego z Litwy, gdyż z tego kraju próbowano wwieźć na terytorium Federacji Rosyjskiej partie jabłek i kapusty pekińskiej, które wyhodowano w Polsce.
Szef Rossielchoznadzoru ujawnił wówczas, że w przeznaczonej na rynek Petersburga partii (16,5 tony) kapusty pekińskiej stwierdzono niedopuszczalnie wysoką zawartość kadmu, a w partii (19,3 tony) jabłek - pestycydu o nazwie "chlorpyrifos".
Oprócz tego - podał Dankwert - w sześciu partiach (łącznie 113,5 tony) jabłek przeznaczonych na rynek Moskwy wykryto pozostałości pestycydu o nazwie "dimetoat", którego obecność w tych owocach - zgodnie z rosyjskimi normami - jest niedopuszczalna.
Według środowych "Izwiestii", strona rosyjska przekazała już Komisji Europejskiej informację o zatrzymanym ładunku z Polski. Ten zbliżony do Kremla dziennik nie wyklucza, że polskie owoce mogą zostać zakazane w Rosji jako "zaraźliwe".
"Izwiestija" zauważają, że mimo rosyjskiego embarga, "ponad połowa mrożonych mieszanek owocowych i warzywnych, a także świeżych owoców i warzyw w sklepach Rosji pochodzi z Polski". "Chodzi o to, że produkcja roślinna i mięsna z Polski trafia na terytorium Federacji Rosyjskiej przez kraje trzecie, w tym Litwę i Ukrainę. Jest to w czystej postaci kontrabanda" - pisze gazeta.
Rosja wprowadziła zakaz importu żywności z Polski w listopadzie 2005 roku, zarzucając stronie polskiej fałszowanie certyfikatów weterynaryjnych i fitosanitarnych. Warszawa usunęła uchybienia w tej dziedzinie, jednak Moskwa nie zniosła embarga.
W odpowiedzi Polska w listopadzie 2006 roku zablokowała rozpoczęcie negocjacji między Unią Europejską a Rosją w sprawie nowej umowy o partnerstwie i współpracy. W konsekwencji prowadzenie rozmów z Moskwą w sprawie zniesienia rosyjskiego embarga wzięła na siebie Komisja Europejska.
Jerzy Malczyk (PAP)