Data nie decyduje, ale bardzo sprzyja

opublikowano: 05-02-2015, 00:00

WYBORY PREZYDENTA W amoku walki o władzę politycy przywiązują ogromne znaczenie do każdego drobiazgu, który niby przysłowiowa igła staje się nagle widłami.

Przerabialiśmy to przy okazji wyborów samorządowych, gdy wylosowany przez Polskie Stronnictwo Ludowe numer 1 miał dać tej partii nadzwyczajne zyski w sejmikach wojewódzkich. Przez blisko ćwierć wieku jedynka przypadkowo trafiała się w kolejnych wyborach (chodzi jedynie o proporcjonalne, na listy) najróżniejszym partiom i nikt nie podnosił tego problemu. Po zarządzeniu przez marszałka Sejmu wyborów prezydenckich na niedzielę 10 maja tajemną moc zyskuje ta data.

Radołsaw Sikorski, Marszałek Sejmu
Zobacz więcej

Radołsaw Sikorski, Marszałek Sejmu Borys Skrzyński

Opozycyjne PiS zarzuca Radosławowi Sikorskiemu, że nie wybrał drugiego możliwego kodeksowo wariantu — 17 maja. Na pierwszy rzut oka można się z tego pośmiać, ponieważ zakładanie różnicy w wynikach wyborów w zależności od głosowania 10 czy 17 maja to absurd. Ale… nie tak do końca. Wynik finalny, czyli reelekcja urzędującego prezydenta, jest tzw. oczywistą oczywistością. Cały smaczek sprowadza się natomiast do zagadki, czy Bronisławowi Komorowskiemu uda się dorównać osiągnięciu Aleksandra Kwaśniewskiego z 2000 r. i wygrać już w pierwszej turze. Uzyskanie przynajmniej 50,01 proc. ważnych głosów będzie zwycięstwem, ale wynik 49,99 proc. stanie się prestiżowym niepowodzeniem. PiS uzna samo wejście jego kandydata Andrzeja Dudy do drugiej tury za triumf i niemal zdobycie pałacu przy Krakowskim Przedmieściu.

Przywołana przeze mnie śladowa wręcz różnica 0,02 proc. głosów ma zatem gigantyczne znaczenie polityczne. W tym kontekście głosowanie 10 maja oczywiście zwiększa szansę na rozstrzygnięcie w pierwszej turze. W piątek 8 maja Bronisław Komorowski otrzyma na koniec kampanii darmowy czas antenowy jako urzędujący prezydent, a nie jako kandydat, z okazji 70. rocznicy zakończenia wojny. Potem w sobotę 9 maja, gdy obowiązuje cisza wyborcza, telewizje wrzucą obrazki z Placu Czerwonego, gdzie Władimir Putin będzie przyjmował defiladę rakiet balistycznych gotowych do… Naturalnie skupi to Polaków wokół urzędującego zwierzchnika sił zbrojnych. Takie proste zabiegi socjotechniczne dodadzą na pewno więcej niż wspomniane 0,02 proc. głosów. Przy głosowaniu 17 maja natomiast owa wywołana chwilą wartość dodana już nie zaistnieje.

Z kronikarskiego obowiązku przypominam, że w III RP proceduralną żonglerkę datami wyborów jako pierwsze zastosowało… PiS. W 2006 r. premier Kazimierz Marcinkiewicz wpadł na wręcz szaleńczy pomysł wyznaczenia wyborów samorządowych na 12 listopada, nazajutrz po Święcie Niepodległości. Na stanowisku nie doczekał, ale jego pomysł zrealizował premier Jarosław Kaczyński. Gra szła o to, że w dniu ciszy 11 listopada miało gromko zabrzmieć wyborczo świąteczne przemówienie urzędującego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Chytry plan okazał się jednak nieskuteczny, ponieważ na wynikach — zwłaszcza do sejmików województw — się to nie odbiło. Analogiczne niepodległościowe przemówienia w wigilię głosowania wygłosili wszędzie urzędujący wójtowie, burmistrzowie, starostowie i marszałkowie z najróżniejszych opcji — i to oni zbiorowo skorzystali...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu