Data startu rezerwy stabilizacyjnej CO2 praktycznie nie do zmiany

PAP
06-05-2015, 20:47

Niekorzystna dla Polski data utworzenia rezerwy stabilizacyjnej, która ma wywindować ceny pozwoleń na emisję CO2, jest nie do zmiany, ale ostatecznie skutki dla naszego kraju nie będą złe - przekonują rozmówcy PAP w Brukseli.

Negocjatorzy państw członkowskich oraz Parlamentu Europejskiego porozumieli się we wtorek w sprawie utworzenia rezerwy stabilizacyjnej dla unijnego rynku pozwoleń na emisję CO2. Wypracowany przez nich kompromis przewiduje, że rezerwa będzie działała od 1 stycznia 2019 r. Polska chciała, by start tego nowego mechanizmu został ustalony na 2021 r., jak proponowała Komisja Europejska.

Polscy dyplomaci długo toczyli bój o to, by rezerwa w ogóle nie powstała lub powstała jak najpóźniej. Polsce udało się zbudować w Radzie UE mniejszość blokującą decyzję w tej sprawie. Jak powiedział PAP w Brukseli jeden z polskich dyplomatów, tydzień temu z naszego obozu wykruszyli się jednak Czesi, co otworzyło możliwość przepchnięcia niekorzystnych dla nas przepisów.

Choć wtorkowy kompromis musi być jeszcze zatwierdzony przez państwa członkowskie i Parlament Europejski, praktycznie nie ma szans na korzystne dla naszego kraju zmiany. Zatwierdzenie kompromisu przez ministrów, które ma być tylko formalnością, zaplanowano na czerwiec.

Przewodniczący komisji ds. przemysłu, badań i energii PE Jerzy Buzek powiedział PAP i Polskiemu Radiu, że nie ma już wielkiej nadziei na jakiekolwiek zmiany w tej sprawie w europarlamencie. "W tym przypadku nie jestem optymistą" - przyznał.

Rozmówca PAP z polskich kręgów dyplomatycznych w Brukseli przekonuje jednak, że wbudowany w porozumienie o rezerwie mechanizm kompensacyjny dla biedniejszych krajów praktycznie zniweluje koszty jej utworzenia o dwa lata wcześniej, niż chciała Polska.

Kompromis zawarty przez przedstawicieli państw UE oraz PE przewiduje, że do końca 2025 r. z rezerwy zostanie wyłączonych 10 proc. uprawnień. Ta tzw. koperta solidarnościowa ma być przeznaczona do podziału pomiędzy najbiedniejsze kraje unijne (z PKB niższym niż 90 proc. średniej unijnej). Ile przypadnie Polsce - nie wiadomo.

Wśród analityków rynkowych pojawiły się opinie, że od utworzenia rezerwy (2019 r.) cena pozwolenia na emisję przekroczy 20 euro za tonę, czyli będzie trzy razy wyższa niż obecnie.

Działający w Brukseli Polski Komitet Energii Elektrycznej ocenił w środę, że podniesienie ceny pozwoleń o 1 euro za tonę będzie się w naszym kraju przekładało się na wyższą cenę energii elektrycznej o 1 euro za megawatogodzinę.

Zgodnie z danymi GUS z 2012 r. czteroosobowa rodzina zużywała około 3200 kWh rocznie. Przy założeniu, że ceny pozwoleń faktycznie wzrosłyby do 20 euro, rachunki za energię elektryczną dla przeciętnych Kowalskich mogłyby być wyższe o prawie 150 zł w skali roku. W tej chwili trudno jednak przewidzieć, czy rynek faktycznie zachowa się tak, jak prognozują niektórzy analitycy. Przykładem może być nauczka, jaką dostali eksperci KE, którzy przy wprowadzaniu systemu handlu emisjami prognozowali ceny na poziomie 50 euro za tonę, czyli 7 razy więcej niż obecnie.

Rezerwa stabilizacyjna (market stability reserve – MSR) ma poprzez podniesienie cen pozwoleń na emisję CO2 zmobilizować przemysł do realizacji założeń unijnej polityki klimatyczno-energetycznej i inwestycji w zielone technologie. Obecnie cena pozwolenia na emisje oscyluje wokół 7 euro, a to zdecydowanie za mało, żeby osiągnąć cele, jakie KE założyła, tworząc rynek handlu emisjami.

Rezerwa ma automatycznie "zdejmować" z rynku pozwolenia, jeśli zostanie przekroczony ustalony limit. Wrócą one na rynek w razie ich niedoboru. Od 2008 r., m.in. przez kryzys, ceny pozwoleń spadły o 65 proc. Wygrywa na tym energochłonny przemysł korzystający z najbardziej emisyjnych paliw, takich jak węgiel. Sytuacja ma się jednak zmienić, gdy ruszy rezerwa.

Europejskie stowarzyszenie przemysłu stalowego EUROFER oceniło w środę, że rezultatem utworzenia rezerwy i skierowania do niej części pozwoleń będzie znaczący wzrost ich ceny jeszcze przed 2021 r.

W lutym premier Ewa Kopacz, pisząc do szefa KE w imieniu państw, które tworzyły mniejszość blokującą w tej sprawie, ostrzegała, że wcześniejsze wprowadzenie rezerwy może mieć znaczące skutki gospodarcze, społeczne, a także finansowe dla państw członkowskich.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Data startu rezerwy stabilizacyjnej CO2 praktycznie nie do zmiany