Dawne podziały widać do dziś

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 2006-01-10 00:00

Jakie inwestycje są najbardziej prestiżowe — o tym m.in. mówi szef Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

„Puls Biznesu”: Z ostatniego raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że najaktywniejsze gospodarczo gminy znajdują się dziś w zachodniej Polsce, zaś wschodnie regiony kuleją.

Sebastian Mikosz: Raport po raz kolejny potwierdza stałe tendencje. Mówienie o nich staje się już truizmem. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nadal istnieją trzy Polski. Na dzisiejszej mapie odnajduję podział na tereny dawnych zaborów — Kongresówkę, Galicję i zabór pruski. To szokujące, że mimo upływu tylu lat, wojen i przesunięcia granic Polski różnice się jeszcze nie wyrównały. Myślę, że właśnie ten podział leży u podstaw problemów ściany wschodniej.

Zorganizowany przez PAIIZ konkurs „Grunt na medal” niestety potwierdza te stereotypy. Najwięcej przygotowanych gruntów inwestycyjnych jest w południowo-zachodniej Polsce, najmniej we wschodniej.

Jestem daleki od powielania tych stereotypów. Małopolska to zarówno Kraków, jak i Tarnów, ale między jednym a drugim miastem jest ogromna różnica. Takie uproszczenia prowadzą nas właśnie do braku wizji rozwoju. Nie ma jednej dobrej recepty na rozwój regionów, podobnie jak nie ma złych lub dobrych władz regionalnych. To byłoby za proste.

W czym w takim razie tkwi problem?

Problemem jest brak odpowiedniej wiedzy na temat wskaźników gospodarczych regionalnego rozwoju. Obecne dane o bezrobociu są nieprawdziwe i nieadekwatne do potrzeb inwestorów. Bezrobocie w Polsce jest dziś zdecydowanie niższe niż to wynika ze statystyk, które wykazują je nawet w miejscach, gdzie go nie ma. Proszę pojechać np. do zachodniopomorskiego i znaleźć spawacza lub budowlańca. Dziś pracują oni w Niemczech albo w Wielkiej Brytanii.

Na uzyskanie rzetelnej wiedzy na temat rynku pracy warto więc wydać dużo pieniędzy. Jednak takich informacji dzisiaj nikt nie ma, bo koszt ich zgromadzenia jest za wysoki. Są one jednak warunkiem uzyskania szans na rozwój.

Gdyby to ode mnie zależało, pieniądze otrzymane od kanclerz Niemiec Angeli Merkel wydałbym w pierwszej kolejności na dogłębną analizę potencjału wschodnich województw. Dopiero na tej podstawie budowałbym strategię ich rozwoju.

Sposobem na przyciągnięcie inwestorów miały być specjalne strefy ekonomiczne.

Polityka specjalnych stref ekonomicznych sprawdziła się w ograniczonym zakresie. Strefy miały przyciągnąć inwestorów do najbiedniejszych regionów. Tymczasem dziś największy sukces odnoszą strefy w regionach, które rozwijają się najszybciej. Najlepiej rozwija się m.in. Katowicka i Wałbrzyska SSE na Dolnym Śląsku. Są one mobilne, przesuwają się w ślad za inwestorem. Jeśli chcą odnosić sukcesy, dostosowują się do potrzeb inwestora.

Jakie inwestycje zagraniczne z ostatniego roku uznałby pan za najbardziej prestiżowe?

Na pierwszym miejscu postawiłbym inwestycję firmy MAN pod Krakowem, dotychczas przegrywaliśmy konkurencję z sąsiadami, ta inwestycja wreszcie to przełamuje.

Prestiżowa jest również inwestycja LG Philips. To niewiarygodny sukces technologiczny. Będzie to pierwsza fabryka ekranów ciekłokrystalicznych w Europie. Decyzja LG o budowie zakładu w Polsce jest najlepszą promocją naszego kraju. Dlaczego 3M zdecydowało o zwiększeniu u nas swoich mocy produkcyjnych? Przedstawiciele firmy przyznali, że to skutek decyzji LG.

Czy zbyt mała liczba inwestycji na ścianie wschodniej nie jest skutkiem braku polityki regionalnej?

Dotychczas nie było jednak strategii rozwoju ściany wschodniej. Nie mamy też żadnych wytycznych ani instrumentów dotyczących polityki regionalnej. Nie prowadzimy też tzw. marketingu inwestycyjnego. Naszym zadaniem jest ściągnięcie jak największej liczby inwestorów do Polski. Gdybym jednak widział, że np. zgodnie ze strategią rozwoju Lubelszczyzny te tereny są przygotowywane pod działalność rekreacyjną, czyli np. ośrodki SPA, kliniki dentystyczne, rehabilitację itd., ściągałbym tam takich inwestorów.

A może to jest właśnie sposób na ożywienie tych regionów?

Jesteśmy instytucją, która mogłaby to robić, tylko niech nam ktoś to zleci.

Dziś PAIIZ nie jest od prowadzenia polityki regionalnej. Być może kiedyś tak będziek. Jeżeli powstaną strategie dotyczące rozwoju poszczególnych regionów, będziemy je wdrażać. Jesteśmy do tego dobrym instrumentem.

Sebastian Mikosz, prezes PAIIZ