Debiut Polmosu Lublin pozwoli wycenić Białystok

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2005-02-28 00:00

Debiut Polmosu Lublin, biorąc pod uwagę redukcję zapisów w transzy indywidualnej o 97 proc., nie wypadł okazale. Nastroje tylko chwilowo poprawiło umieszczenie giełdowej spółki na krótkiej liście inwestorów dla Polmosu Białystok. Trzeba zaznaczyć, że lubelska firma jest tylko o krok bliżej do finalizacji kluczowego dla swej strategii przejęcia (w konkurencji pozostali wszyscy liczący się gracze na naszym rynku). Jednak z drugiej strony, krótka lista podważyła opinie, że Polmos Lublin jest zbyt słaby na udział w prywatyzacji państwowych wytwórni.

Spółka deklaruje, że w dalszym etapie prywatyzacji towarzyszyć jej będzie światowy gigant (Diageo?), ale nadal czekamy na konkrety. W komunikacie resortu skarbu Pol-mos Lublin wyróżniony był na pierwszym miejscu. Być może to jedynie przypadek, ale faktem jest, że sprzedaż Polmosu Białystok Sobieskiemu lub CEDC stworzyłaby giganta z blisko 50-proc. udziałem w rynku. To mogłoby się nie spodobać urzędowi antymonopolowemu.

Wejście Polmosu Lublin na giełdę daje podstawy do wyceny samego Polmosu Białystok, który zakończył 2004 r. z pięciokrotnie wyższym zyskiem netto niż giełdowy rywal. Uwzględniając wskaźnik P/E, nadzwyczajne przychody finansowe białostockiej firmy i premię za kontrolę, nabywca 51 proc. akcji producenta Żubrówki musiałby zapłacić ponad 500 mln zł. To dwukrotnie więcej niż wszystkie aktywa PL na koniec tego roku. Sukces lubelskiej spółki zmieniłby więc całkowicie strukturę kapitału (możliwa kolejna, większa emisja), a zarazem giełdową wycenę. Lepiej więc skoncentrować się na bieżącej działalność PL, a z tą jest całkiem nieźle.

Ubiegłoroczny zysk netto okazał się o 6,5 proc. wyższy od prognoz i ponad dwukrotnie wyższy niż w 2003 r. Prognoza na ten rok, tak jak działalność wszystkich przedstawicieli branży, obarczona jest dużym ryzykiem, ale możliwa do realizacji. Przy 18 mln zł oczekiwanego zysku Polmos Lublin notowany jest z lekkim dyskontem wobec zachodnich gigantów, ale jest to dyskonto uzasadnione (uprzywilejowanie głównego akcjonariusza, oparcie na jednym rynku, niejasna przyszłość spółki). Akcje producentów napojów na Zachodzie są w modzie. Podobnie może być u nas, ale atmosfera wokół debiutu Polmosu Lublin nie sprzyja notowaniom. Wyczuła to sama spółka i opublikowała dwa komunikaty, które miały uspokoić rynek (sprzedaż spółki 29 listopada, deklaracja, że nie udzieli pożyczek osobom powiązanym). Graczom nieco mniej podobają się dość wysokie koszty emisji. Wydane 9,2 mln zł przy pozyskanych 75 mln zł daje aż 6,1 zł na nową akcję. Z punktu widzenia rynku to już jednak przeszłość.