Debiut teleoperatora wypadł blado

Marcin Goralewski
opublikowano: 2004-07-06 00:00

Drobni akcjonariusze SM-Media nie mogą być zadowoleni. Już na starcie są pod kreską i teraz muszą liczyć na dobrą koniunkturę na GPW.

Niecałe 9 proc. stracili inwestorzy, którzy zdecydowali się kupić w ofercie publicznej akcje SM-Media, warszawskiego operatora telekomunikacyjnego, świadczącego także usługi dostępu do internetu. Akcje sprzedawano po 75 zł, czyli po najwyższej cenie z widełek, podczas gdy pierwsza cena z rynku giełdowego opiewała na 68,50 zł. Straty uderzyły po kieszeni głównie drobnych graczy, bo to przede wszystkim oni objęli ostatnią emisję 100 tys. walorów.

Analitycy nie chcą wypowiadać się na temat warszawskiej spółki. Niechęć tłumaczą niewielkimi rozmiarami giełdowego debiutanta (wartość księgowa spółki po emisji nieznacznie przekracza 10 mln zł) oraz płynnością (około 80 proc. akcji znajduje się w rękach stabilnych akcjonariuszy).

— Nie jestem także pewien, czy przedstawione prognozy są realne. Nie pozostaje nic innego, jak poczekać. To jednak mały operator, a model biznesowy, jaki przyjął, nie jest żyłą złota. Przy dobrej koniunkturze na giełdzie i małej płynności spółka może znaleźć się w kręgu zainteresowań części graczy — mówi jeden z analityków.

W ubiegłym roku SM-Media zarobiły zaledwie 24 tys. zł. Jednak spółka, gdy tylko ma okazję, podkreśla, że gdyby jej rozliczenia z Telekomunikacją Polską byłyby właściwe, to kwota urosłaby do 1,84 mln zł. W tym roku zysk ma sięgnąć 1,65 mln zł, w 2005 2,84 mln zł, a w 2006 aż 4,73 mln zł. Równie dynamicznie mają rosnąć przychody ze sprzedaży — w tym roku mają one sięgnąć 26,84 mln zł, ale w 2006 — podwoić się.

Uzyskane z emisji publicznej ponad 7 mln zł SM-Media chce wykorzystać na pokrycie Warszawy radiowym dostępem do internetu i na rozbudowę części telekomunikacyjnej, przede wszystkim budowę 11 punktów styku z siecią TP.