Warszawska giełda bez oczekiwanego entuzjazmu przyjęła decyzję o redukcji stóp w Eurolandzie. Analitycy przestrzegają, że poprawa nastrojów jest tylko chwilowa.
Europejski Bank Centralny (ECB) pierwszy raz w tym roku zdecydował się na obcięcie stóp procentowych. Redukcja o 50 punktów bazowych była zgodna z oczekiwaniami. Stopy procentowe w Eurolandzie spadły tym samym do najniższego poziomu od trzech lat. Wiadomości z Frankfurtu wzmocniły co prawda trend wzrostowy na GPW, ale impuls był dosyć słaby. Pozwolił indeksowi WIG 20 zyskać zaledwie 0,7 proc. Reakcja warszawskiej giełdy była bardzo wyważona w porównaniu z głównymi rynkami Starego Kontynentu.
Redukcja była niemal pewna po tym, jak ECB nie zdecydował się na ten krok w listopadzie. W ostatnich tygodniach inwestorzy dyskontowali już obniżkę stóp w strefie euro. W efekcie była ona już w dużym stopniu uwzględniona w cenach europejskich akcji.
— Obyło się bez euforycznej reakcji rynków. Zbliża się okres ostrzeżeń ze strony spółek, dotyczących realizacji prognoz finansowych, co będzie chłodzić nastroje na rynkach — przestrzega Dariusz Nawrot, analityk BM BPH PBK.
Klimat inwestycyjny poprawiły też informacje z France Telecom i oczekiwania na wzrosty za oceanem. Nastroje podgrzały dodatkowo cotygodniowe dane o liczbie wniosków bezrobotnych w USA, które okazały się lepsze od prognoz. Mimo to wciąż nie brakuje powodów do niepokoju.
— Gracze dochodzą powoli do wniosku, że gospodarkę czekają lepsze czasy, ale rozwój będzie znacznie wolniejszy niż pierwotnie oczekiwano i to zapewne negatywnie wpływa na ceny akcji — ocenia James Volk ze spółki D. A. Davidson.
Warszawska giełda, dzięki odbiciu na zachodnich parkietach, przełamała obawy o nadchodzącą korektę. Jednak pomimo wzrostów na otwarciu w USA, końcówka sesji znów stała pod znakiem podaży.
— W najbliższym czasie czeka nas niezbyt głęboka korekta — sygnalizuje Dariusz Nawrot.
Dla GPW ważne obecnie będą wyniki szczytu UE. Do tego czasu (12-13 grudnia) należy oczekiwać wahań koniunktury. Ich skalę może jednak ograniczać przeświadczenie wielu uczestników rynku, że rezultaty szczytu są już w znacznej części wliczone w ceny akcji.