DECYZJE FED NIE MUSZĄ UDERZYĆ W WARSZAWĘ

Furman Tomasz, Sulejewski Artur, Grzeszczuk Robert
22-03-2000, 00:00

DECYZJE FED NIE MUSZĄ UDERZYĆ W WARSZAWĘ

Inwestorzy z rodzimego parkietu coraz słabiej reagują na sygnały płynące zza oceanu

DYKTAT: Alan Greenspan, szef Fed, pewnie nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak niecierpliwie GPW czeka na jego decyzje. fot. ARC

Polscy inwestorzy zawsze nerwowo reagują na decyzje amerykańskiego Fed. Jednak obecnie sytuacja na parkietach za oceanem odbija się słabiej na GPW niż jeszcze pół roku temu. Analitycy ostrzegają: ostatnie zachowania WIG-u, gdy porównać nasz indeks z indeksem Dow Jones, mogły uśpić czujność rynku. Teraz wszystko się może zdarzyć.

Wczoraj Fed miał podjąć od dawna oczekiwaną decyzję o podwyższeniu podstawowych stóp procentowych. W chwili zamykania gazety decyzja za Atlantykiem nie została jeszcze ogłoszona. Dość powszechnie spodziewano się jednak podwyżki o 25 punktów bazowych.

— Ekonomiści byli zgodni, że Fed podniesie stopy o 0,25 pkt proc. Zgodnie z ich oczekiwaniami, stopy O/N zostaną podwyższone z 5,75 do 6 proc. Gdyby wzrosły one do 6,5 proc., mogłoby to spowodować spowolnienie tempa wzrostu gospodarki amerykańskiej i wolniejszy wzrost cen akcji. Według Fed, w tym roku wzrost amerykańskiego PKB przekroczy 5 proc. Jest to zdecydowanie za szybko, żeby utrzymać ceny na stabilnym poziomie — mówi Konrad Soszyński, analityk w Departamencie Gospodarki Pieniężnej Kredyt Banku.

Własną drogą

Ostatnio polska giełda poruszała się własnym szlakiem. Mimo że w Stanach Zjednoczonych od początku roku indeks Dow Jones utrzymywał się raczej w trendzie spadkowym, w Polsce wciąż trwa hossa. Zawdzięczać to można przede wszystkim funduszom emerytalnym i inwestorom zagranicznym. Jednak podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych może spowodować, że wycofają oni część środków z GPW. Już teraz wielu z nich skraca swoje pozycje na papierach polskich spółek IT, które dotychczas były lokomotywami wzrostów. Jeśli się wycofają, to fundusze emerytalne mogą nie być w stanie powstrzymać spadków.

— Postawa inwestorów zależy od skali podwyżki. Wzrost stóp o 25 punktów bazowych nie wywoła większego poruszenia. Na taką podwyżkę rynek się już przygotował, a obecne ceny akcji już ją uwzględniają. Większy wzrost stóp może być straszakiem dużego kalibru. W takiej sytuacji należy się spodziewać, że nastąpi przesunięcie części kapitałów w stronę instrumentów dłużnych, na czym ucierpiałby rynek akcji. Spadek dotknąłby zwłaszcza spółki funkcjonujące w ramach „starej ekonomii” — uważa Rafał Gębicki, analityk Raiffeisen Centrobank Investment.

Niepokojące IT

Jego zdaniem, sektor IT jest mniej wrażliwy na wahania stóp procentowych.

— Przy obecnie obserwowanym bardzo dużym zainteresowaniu inwestorów spółkami internetowymi, nie muszą one finansować swoich projektów posiłkując się kredytami. Tańszym sposobem uzyskania kapitału jest emisja akcji. Popularność Internetu jest przy tym na tyle silna, że koszty ewentualnej emisji akcji można jeszcze obniżyć, np. rezygnując z jej gwarantowania — dodaje analityk RCI.

Z takim punktem widzenia nie zgadza się Sławomir Kłusek, analityk Staropolskiego Domu Maklerskiego.

— Wpływ rynku amerykańskiego na sytuację na warszawskiej GPW polegać będzie na zwiększaniu bądź zmniejszaniu szans na przepływ kapitału z walorów spółek tzw. nowej ekonomii w kierunku akcji spółek prowadzących tradycyjną działalność. Można już zauważyć zmniejszenie aktywności strony podażowej na spółkach tworzących MIDWIG, będący indeksem reprezentującym grupę spółek cyklicznych, w przypadku których zyski operacyjne uzależnione są głównie od wahań PKB. Jednocześnie inwestorzy są coraz bardziej chętni do realizacji sporych zysków z inwestycji w akcje spółek, których działalność jest, bądź ma być, związana z Internetem — twierdzi Sławomir Kłusek.

Akt jednorazowy

— Sam jednorazowy akt podniesienia stóp (oczywiście w wysokości zgodnej z oczekiwaniami rynku) nie ma większego znaczenia na koniunkturę, również na naszej giełdzie. Jeżeli jednak spojrzymy szerzej, to zauważymy że podwyżki te są elementem zmian zachodzących w ramach większego cyklu koniunkturalnego. Faza ożywienia gospodarczego kończy się zazwyczaj przeinwestowaniem i dynamicznym wzrostem cen. Aby temu zapobiec, zwiększa się koszt pieniądza, co łagodzi dysproporcję pomiędzy zagregowanym popytem i podażą — mówi Jacek Obrocki z Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Gospodarka światowa, a z pewnością Stany Zjednoczone, przeżywające dziesiąty rok ekspansji gospodarczej, znajdują się aktualnie w okolicach szczytu fazy ożywienia gospodarczego, co oznacza, że rynki akcji, które są wczesnym wskaźnikiem sygnalizującym zmianę koniunktury mogą niebawem wejść w fazę bessy.

— Warszawska giełda na pewno również ucierpi, jednak z racji lokalizacji naszej gospodarki i niewielkiej wymiany handlowej spadki mogą być niewielkie — uważa analityk BDM.

ROZBIEŻNOŚCI: Dotychczas WIG pilnie naśladował zachowanie nowojorskiego Dow Jonesa. Polscy inwestorzy wpadli jednak w zachwyt nad ostatnimi wzrostami w Warszawie. Zdaniem niektórych analityków, mogą się boleśnie rozczarować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Furman Tomasz, Sulejewski Artur, Grzeszczuk Robert

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / DECYZJE FED NIE MUSZĄ UDERZYĆ W WARSZAWĘ