Defensywne spółki są w USA

Marek Wierciszewski
opublikowano: 22-12-2011, 00:00

Nowojorska giełda ostatnio radzi sobie najlepiej z dojrzałych. Oto spółki, które zarabiają w kryzysie i dają dobrze zarobić

Wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy inwestowanie w akcje ma sens, gdy kryzys zatacza coraz szersze kręgi. Perspektywy światowej gospodarki nie napawają optymizmem. Co gorsza, w odróżnieniu od sytuacji sprzed trzech lat rządy nie mają amunicji do walki z gospodarczą dekoniunkturą. Kraje rozwinięte muszą ostro ciąć deficytybudżetowe, by ratować się przed niewypłacalnością.

Konsumentów czeka więc zaciskanie pasa, którego skutki mogą być odczuwalne przez lata. Taka perspektywa przygnębia, zmniejsza też szanse na szybkie odbicie kursów spółek najbardziej uzależnionych od koniunktury w światowej gospodarce.

Jednak nawet w okresach głębokiej dekoniunktury na rynkach można znaleźć spółki, które świetnie sobie radzą. Na warszawskiej giełdzie jest ich teraz jak na lekarstwo. O sporym szczęściu mogą mówić ci inwestorzy z krajowego parkietu, których akcje zdołały oprzeć się przecenie lub straciły jedynie symbolicznie.

Papiery spółek, które w ostatnich miesiącach przyniosły godziwy zarobek, można policzyć na palcach jednej ręki. Gdzie zatem szukać spółek, którym kryzys niestraszny? Warto rozejrzeć się za oceanem.

Gospodarka amerykańska, choć wciąż rozwija się ślamazarnie, coraz częściej zaskakuje inwestorów. Dane z urzędów pracy z ubiegłego tygodnia były najlepsze od 2008 r. Kondycja Ameryki jest mocna zwłaszcza w porównaniu z innymi głównymi gospodarkami światowymi, które wyraźnie zwalniają.

W jeszcze lepszej formie są firmy. Trzeci kwartał 2011 r. był już jedenastym z kolei, kiedy wyniki spółek z indeksu S&P500 pobiły oczekiwania analityków. Dzięki temu po trwającej od dziesięciu lat stagnacji na giełdzie nowojorskiej papiery licznej grupy spółek powracają do wielkiej hossy.

Sprzyja temu kapitał, który od kilku miesięcy ponownie napływa do USA. To wynik przekonania inwestorów, że trzy lata po zawierusze związanej z upadkiem banku Lehman Brothers amerykańskie korporacje są podatne na kryzys w znacznie mniejszym stopniu niż spółki pochodzące z innych części świata (podobnie wypada porównanie perspektyw finansów publicznych).

Uwagę inwestorów skupiających się na ochronie kapitału zwracają spółki o defensywnym modelu biznesowym. Z drugiej strony Amerykę wybierają także ci inwestorzy, którzy liczą na nadejście nowej rewolucji technologicznej. Kto może jej dokonać (i świetnie na tym zarobić), jeśli nie wysoce innowacyjne przedsiębiorstwa amerykańskie?

To prawda, że akcje najlepiej spisujących się spółek z Wall Street w większości przypadków nie są tanie. Inwestorzy powinni się jednak przyzwyczaić do faktu, że wyceny spółek z rynków dojrzałych są wyższe od wycen przedsiębiorstw z emerging markets. USA są bardziej zasobne w kapitał, który musi zostać gdzieś ulokowany, więc wyceny tamtejszych aktywów w większości okresów powinny być wyższe niż te z rynków wschodzących. Proces powrotu kapitału do USA, jeśli będzie kontynuowany, może te dysproporcje nasilić jeszcze bardziej.

Dla porządku trzeba przyznać, że tanie nie są również te polskie spółki, które swoim akcjonariuszom systematycznie od wielu kwartałów sprawiają pozytywne niespodzianki. Na korzyść emitentów zza oceanu przemawia to, że mają się czym pochwalić inwestorom po dłuższym okresie słabszego sprawowania. Ostatnia dekada była dla nich tak nieudana, że wyniki mogą tylko zmieniać się na lepsze.

Przyjrzeliśmy się z bliska spółkom notowanym w Nowym Jorku, by wyłowić te szczególnie interesujące. Wybraliśmy te, które mogą pochwalić się ponadprzeciętną rentownością, zwiększają przychody, a dzięki cięciom kosztów są w stanie w jeszcze szybszym tempie zwiększać zyski.

Celowo skupiliśmy się na papierach, które docenił także rynek, wychodząc z założenia, że myli się on rzadziej niż analitycy czy komentatorzy. Dlatego wśród naszych typów znalazły się spółki, których notowania utrzymały wzrostową tendencję nawet w okresie spadków na rynkach. Jeżeli sprawdzi się założenie, że kryzys nie zniknie z dnia na dzień, to akcje, które dobrze radziły sobie w jego dotychczasowej fazie, mają duże szanse, by obronić się do końca zawirowań.

Jak kupić akcje spółek amerykańskich?

Chcesz postawić na jedną z amerykańskich perełek wybranych przez „PB”? Nic prostszego. Dostęp do akcji zagranicznych spółek oferuje wiele krajowych biur maklerskich. Wśród nich KBC Securities, ING BSK, IDMSA, BDM, BZ WBK oraz CDM Pekao. Prowizje brokerskie często schodzą nawet poniżej 0,5 proc. wartości transakcji. Wybierając brokera, warto jednak zwrócić uwagę na minimalną opłatę, jaką pobiera. Ta może znacznie zmniejszyć opłacalność transakcji opiewających na kwoty poniżej 10 tys. zł. W KBC Securities na prowizję w wysokości 0,39 proc. możemy załapać się już przy transakcjach za 10,5 tys. zł.

W CDM Pekao zapłacimy co najmniej 0,59 proc., i to tylko w wypadku transakcji opiewających na minimum 29 tys. zł. Bardziej zaawansowani inwestorzy mają ponadto do wyboru kontrakty futures i CFD na akcje. Posiadając zwykły rachunek brokerski, będziemy mieli dostęp do funduszy typu ETF lub certyfikatów opartych na zagranicznych indeksach. Dobierając do portfela spółki, których notowania wyrażone są w innych walutach niż złoty, zawsze pamiętajmy o ryzyku kursowym.

Inwestorzy posiadający doświadczenie na rynku walutowym mogą zabezpieczyć się przed nim, zawierając równolegle z kupnem akcji transakcję sprzedaży waluty na rynku forex. Wówczas ich stopa zwrotu w złotych będzie taka jak stopa zwrotu w walucie, w jakiej notowane są akcje, skorygowana jedynie o różnicę w poziomie stóp procentowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu