Deficyt budżetu nie jest taki straszny

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2001-04-19 00:00

Deficyt budżetu nie jest taki straszny

Deficyt budżetu państwa został do końca marca zrealizowany w 73,3 proc. — poinformowało Ministerstwo Finansów. Na wieść o tym na początku wczorajszych notowań złoty delikatnie osłabł. Za dolara płacono 4,0357 zł w porównaniu do 4,0320 zł na zamknięciu wtorkowych notowań. Euro z kolei kosztowało 3,5560 zł, podczas gdy we wtorek zamknęło notowania kursem 3,5515. Jednak informacja MF nie była w stanie trwale osłabić polskiej waluty.

Inwestorzy wykazali jednak zdrowe podejście — tak naprawdę bowiem dane o realizacji deficytu budżetowego po trzech miesiącach nie wyglądają jeszcze strasznie. Deficyt budżetowy to w końcu tylko różnica między dochodami państwa i wydatkami. Można go oceniać dopiero po zakończeniu roku budżetowego, choć oczywiście analiza bieżących danych jest wskazana.

Tradycyjnie jednak początek roku to dla budżetu czas wzmożonych wydatków. Przychody zaś osiągają swoje ekstrema dopiero w późniejszych miesiącach. Gdyby więc jedne i drugie równomiernie rozłożyć w czasie — co będzie możliwe dopiero na koniec roku — otrzymalibyśmy zupełnie inne dane. Obecnie zaś wiemy, że przychody po trzech miesiącach zrealizo- wano w 19,6 proc. Szczególne problemy Skarb Państwa ma ze ściąganiem podatku dochodowego od osób fizycznych. Inna sprawa, że — w związku ze spadkiem koniunktury — przychody podatkowe budżetu, i to zarówno z podatków bezpośrednich, jak i pośrednich, znacznie przeszacowano. Z kolei wydatki wbrew obawom nie były aż tak duże. Po trzech miesiącach rząd zrealizował 25,7 proc. wydatków założonych na cały rok. Jeśli przyjąć średnią arytmetyczną części wydatków przypadających na poszczególne miesiące, to po marcu wydatki powinny osiągnąć 25 proc. założeń. Deficyt — czyli różnica między wydatkami i dochodami — po marcu wyniósł 15 mld zł. W budżecie na cały rok zało- żono 20,5 mld zł, i stąd owe 73,3 proc.

Oczywiście nie znaczy to, że jest bardzo dobrze. Przychody z prywatyzacji, tradycyjnie główne źródło finansowania deficytu, zrealizowano po trzech miesiącach tylko w 6 proc. i nic nie wskazuje, że do końca roku uda się osiągnąć założone 18 mld zł. Także podatki — łącznie 78 proc. dochodów budżetu — przy spadku koniunktury na pewno będą mniejsze. Wydatków zaś raczej nie da się zredukować, bo to rok wyborczy. Będziemy więc mieli do czynienia z dodatkowymi emisjami papierów, a to na pewno nie osłabi złotego. Tym bardziej że jego siłę wciąż dyktuje przede wszystkim dysparytet stóp procentowych.