Deficyt jak króliczek – chodzi o to, by gonić go

opublikowano: 27-02-2015, 00:00

W zestawieniu z tak ambitnymi programami jak GoChina czy GoAfrica — ostatnio skromnie prezentują się relacje Polski z Japonią.

Przyczyna częściowo leży po stronie cesarstwa, albowiem jego gospodarka wytraciła impet. W globalnej klasyfikacji PKB Japonia zajmowała drugą pozycję za USA, ale najpierw straciła srebrny medal na rzecz Chin, a potem została wypchnięta poza podium przez Indie. Stagnacja odbija się na eksporcie, czego efektem jest zanotowany ostatnio, a przez trzydzieści lat niewyobrażalny deficyt handlu z zagranicą.

Ale nie z Polską, albowiem w obrotach dwustronnych to my wciąż jesteśmy pod kreską. Polski handel zagraniczny może się poszczycić zbijaniem deficytu całościowego, zestawienie lat 2012 i 2013 wykazuje poprawę salda z minus 10,6 mld EUR na minus 2,3 mld EUR. Ale wobec Chin, Rosji (paliwa), Korei i Japonii deficyt ma charakter strukturalny. Pozostaje działanie zapisane w tytule, czyli podtrzymywanie trendu powolnego zmniejszania nierównowagi. I z Japonią w tę stronę idzie, w 2013 r. wydaliśmy o 1,6 mld EUR więcej, niż zarobiliśmy, ale był to najmniejszy deficyt od wstąpienia Polski do UE.

Suche kwoty przesłaniają jednak kosmiczną różnicę w strukturze relacji. Japończycy u nas to wielcy i mniejsi inwestorzy, skumulowana kwota ich inwestycji wynosi około 1,5 mld USD. Koncentrują się na sektorze motoryzacyjnym oraz elektronicznym, nazwy potentatów są ogólnie znane. Próba znalezienia choćby jednego znaczącego inwestora polskiego w Japonii daje natomiast wynik… zerowy. Saldo nadrabiamy eksportem gotowych towarów, z mozołem przebijających się na hermetyczny rynek. Główne pozycje to: wyroby tytoniowe, mięso (do czasu zablokowania w 2014 r. wwozu polskiej wieprzowiny po sygnałach o epidemii wśród dzików), maszyny i urządzenia, chemia przemysłowa, meble. Fundamentalnej różnicy nie zmieni ogłoszenie strategicznego partnerstwa polsko-japońskiego. Wieńczy ono rozmowy gospodarcze podczas wizyty prezydenta w cesarstwie, prowadzone zarówno przez Bronisława Komorowskiego bezpośrednio z kręgami biznesowymi, jak i w debatach B2B z udziałem kilkudziesięcioosobowej reprezentacji różnych branż.

W erze globalizacji nawet poboczne wątki tak dalekiej podróży mają odniesienie do… agresji Rosji na Ukrainę.

Dreamliner w rejsie specjalnym z prezydentem RP nie mógł przelecieć nad Rosją najkrótszym korytarzem syberyjskim, z którego LOT i inni europejscy przewoźnicy na co dzień korzystają. Musiał także ominąć ukraińską strefę wojny, wykonując obejście południowym korytarzem, na stałe absurdalnym ekonomicznie dla każdej linii liczącej koszty. A co do samej wojny, to Japończycy szczerze współczują Ukrainie, ale zarazem radzą skreślenie z jej mapy i Krymu, i Donbasu. Na podstawie własnych doświadczeń z Wyspami Kurylskimi od 1945 r. posiedli wiedzę, że jeśli ZSRR/Rosja coś zajmuje, to z rąk już nie wypuszcza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Z Tokio JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu