Deficyt rachunku bieżącego Polski blisko rekordu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-10-16 20:00

Polska wciąż notuje bardzo duży deficyt na rachunku obrotów bieżących, co oznacza, że nasza gospodarka jest mocno uzależniona od finansowania przez kapitał zagraniczny. Na szczęście jednak to zapotrzebowanie na kapitał zewnętrzny jest w całości pokrywane przez bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Innymi słowy, na razie nie wykazujemy oznak niestabilności zewnętrznej, które cechują najbardziej wrażliwe gospodarki.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rachunek bieżący to jeden z najciekawszych wskaźników makroekonomicznych, a jednocześnie najtrudniejszych do prostego opisu ze względu na swoją złożoność. Staram się naświetlić w każdej publikacji inne zjawisko widoczne w tym rachunku. W ostatnich miesiącach na pierwszy plan wysuwa się wielkość deficytu (ujemnego salda – deficyt to saldo, które znajduje się poniżej zera).

W sierpniu deficyt na rachunku bieżącym wyniósł aż 4 mld EUR, co było drugą co do wielkości wartością w historii (największy deficyt, czyli najniższe saldo). Co to oznacza? Taka była różnica między polskimi dochodami zagranicznymi z eksportu, transferów, dywidend i odsetek a wydatkami zagranicznymi z tego samego tytułu.

Wyobraźmy sobie człowieka, który ma miesięczne dochody z pracy, inwestycji i różnych darowizn oraz wydatki z tytułu konsumpcji, płatności odsetek kredytowych i innych przekazów pieniężnych. Jeżeli dochody są niższe niż wydatki, to pojawia się deficyt. Ten deficyt trzeba jakoś sfinansować przez pożyczkę. Tak samo jest w ujęciu całej gospodarki. Jeżeli w rachunku bieżącym pojawia się deficyt, trzeba go sfinansować kapitałem zagranicznym – albo inwestycjami bezpośrednimi, albo portfelowymi.

Bardzo duży deficyt jest problematyczny dla gospodarki, bo uzależnia ją od chimerycznych rynków finansowych. Wyobraźmy sobie kraj z bardzo dużym deficytem, któremu inwestorzy nagle przestają pożyczać pieniądze. Ten kraj musi szybko zredukować deficyt, a najszybciej można to zrobić przez obniżenie importu. Obniżenie importu wymaga recesji. Dlatego duży deficyt sprawia, że kraj jest narażony na nagłe załamanie gospodarcze.

4 mld EUR deficytu za sierpień w Polsce wygląda niezbyt dobrze. W skali ostatnich 12 miesięcy deficyt wynosi 24 mld EUR, czyli też dość dużo, choć nie są to wartości wskazujące na nadchodzący kryzys.

Jest jednak jeden pozytyw – struktura finansowania, która jest oparta na stabilnych inwestycjach bezpośrednich, a nie niestabilnych inwestycjach portfelowych. Jak tłumaczyłem, każdy deficyt wymaga finansowania zagranicznego. Może ono pochodzić od inwestorów kupujących małe pakiety akcji i obligacji (lub udzielających kredytów), którzy generalnie są gotowi szybko kupować i szybko sprzedawać, lub od inwestorów bezpośrednich, którzy kupują pakiety kontrolne w firmach, budują fabryki czy udzielają spółkom w Polsce stabilnych kredytów.

Dlatego lepszą miarą wrażliwości kraju na chimeryczne nastroje rynków finansowych jest deficyt obrotów bieżących skorygowany o napływ netto bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Jak pokazuję na wykresie, tego deficytu Polska nie ma. Saldo skorygowane o inwestycje bezpośrednie jest dodatnie. To nam mówi, że nie jesteśmy raczej w sytuacji, w której ucieczka zagranicznych inwestorów portfelowych naraziłaby nas na ryzyko głębokiej recesji. Nie mówi nam to jednak, że wszystko gra i jesteśmy bezpieczni, bo tak nie jest, ale w razie zamrożenia napływu inwestycji portfelowych nie będziemy musieli bardzo radykalnie redukować popytu wewnętrznego i tym samym importu.