Deficyt spadnie dopiero za dwa lata

O finansowych planach rządu, sposobach na ściągnięcie do kasy państwa uciekających miliardów z podatków i ryzykach dla budżetu — mówi Leszek Skiba, wiceminister finansów

„Puls Biznesu”: Wielu ekspertów wątpi w stabilność finansów publicznych, problemy mają się pojawić już w przyszłym roku. Czy znów trafimy do procedury nadmiernego deficytu? Leszek Skiba, wiceminister finansów:

Leszek Skiba, wiceminister finansów i prawa ręka szefa resortu, zapewnia, że wszystkie plany wydatkowe rządu będą tak skrojone, żeby utrzymać deficyt w unijnych ryzach. Jeśli zaś będzie trzeba więcej wydać, to muszą temu towarzyszyć nowe źródła dochodów.
Zobacz więcej

NIE BĘDZIE ROZDAWNICTWA:

Leszek Skiba, wiceminister finansów i prawa ręka szefa resortu, zapewnia, że wszystkie plany wydatkowe rządu będą tak skrojone, żeby utrzymać deficyt w unijnych ryzach. Jeśli zaś będzie trzeba więcej wydać, to muszą temu towarzyszyć nowe źródła dochodów. Marek Wiśniewski

W tym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie nie więcej niż 2,8 proc. PKB. Od 2018 r. zakładamy zacieśnienie fiskalne w skali co najmniej 0,25 proc. PKB rocznie. To jest mocna deklaracja, złożył ją minister Paweł Szałamacha Międzynarodowemu Funduszowi Walutowego. Nawet jeśli deficyt strukturalny, czyli skorygowany o jednorazowe dochody czy wydatki, wyniesie w tym roku ponad 3 proc., to deficyt sektora w relacji do PKB będzie zdecydowanie niższy, bo zakładamy dochody z aukcji LTE.

Skoro zamierzamy obniżać deficyt, to czy budżet jest w stanie udźwignąć zaplanowaną od przyszłego roku obniżkę VAT?

Nie mówimy dzisiaj twardo, czy stawki zostaną czy nie zostaną obniżone. Decyzja zapadnie dopiero w trzecim kwartale. Oczywiście jeśli dojdzie do jakiegoś kryzysu gospodarczego w Polsce czy zagranicą, to będzie to niemożliwe. Chcemy też najpierw zobaczyć jak działają zmiany, które zostały już wprowadzone albo za chwilę będą jak np. klauzula obejścia prawa czy zmiany w zakresie cen transferowych. Później przyjdzie czas na decyzję polityczną.

Ministerstwo Finansów największy nacisk kładzie na poprawę ściągalności podatków i uszczelnienie systemu. W jaki sposób chcecie ten cel osiągnąć i kiedy zobaczymy efekty?

W tym roku te efekty są niewielkie i już zostały wpisane do projektu budżetu państwa. Kluczowa zmiana to będzie pojawienie się zupełnie nowego instrumentu informatycznego, dzięki któremu zobaczymy poprawę po stronie dochodów w 2017 r. Jeśli chodzi o VAT — na pewno uszczelnić system i zwiększyć wpływy pozwoli Centralny Rejestr Faktur oraz narzędzia informatyczne, które lepiej pozwolą nam analizować procesy gospodarcze w firmach. Słowacy odnieśli dzięki temu sukces. Samymi działaniami po stronie administracji skarbowej czy celnej, liczbą kontroli nie jesteśmy w stanie poprawić aż tak mocno sytuacji budżetowej. Dwie trzecie sukcesu to właśnie działania po stronie analityczno-informatycznej, jedna trzecia to poprawa funkcjonowania administracji podatkowej. Zakładamy zmiany w ustawach, które raczej dostosują prawo do tych działań i jednocześnie wprowadzimy udogodnienia dla przedsiębiorców, które spowodują, że płacenie VAT będzie dla firm łatwiejsze, a administracja będzie odciążona jeśli chodzi o liczbę kontroli. Według naszych prognoz tylko z VAT w przyszłym roku powinniśmy zwiększyć dochody o 7-8 mld zł. Z wszystkich działań, które chcemy przeprowadzić dla poprawienia ściągalności podatków powinniśmy uzyskać ok. 15 mld zł w 2017 r. 

Co z wydatkami? Na przyszły rok zaplanowana jest obniżka CIT do 15 proc., podwyżka kwoty wolnej od podatku, obniżenie wieku emerytalnego. Ile to będzie budżet kosztowało?

Wpływ obniżki CIT to kwota poniżej 200 mln zł. Jeszcze dzisiaj nie wiemy jak będzie wyglądał ostateczny kształt  ustawy o kwocie wolnej. Możliwe, że pełny efekt nie pojawi się w pierwszym roku. Na pewno może wzrosnąć jedynie w takim stopniu, aby deficyt sektora finansów publicznych nie był wyższy niż 3 proc. PKB w 2017 r. W kwietniowej aktualizacji programu konwergencji pokażemy jak elementy dochodowe i wydatkowe są dopasowane, żebyśmy nie wrócili do procedury nadmiernego deficytu. Ciągle też trwa dyskusja jaki ostatecznie kształt przyjmie obniżka wieku emerytalnego, więc dzisiaj nie ma co przesądzać jaki spowoduje ubytek w dochodach FUS.

Co jeszcze może uszczuplić dochody lub zwiększyć wydatki w przyszłym roku?

Przy obecnej cienie miedzi i prognozach, że długo nie wróci ona do poziomów z pierwszej połowy 2015 r., a wręcz będzie przez najbliższe lata trwale niższa, tzw. podatek miedziowy prawdopodobnie nie będzie przynosił takich pieniędzy do budżetu jak obecnie. Zresztą są prowadzone prace nad jego zmianą od 2017 r. Obecny forma odbiega zbyt mocno od tego rodzaju danin na świecie.

Czy nie obawia się Pan o tempo wzrostu PKB w tym roku?

Zakładamy, że prognoza z projektu budżetu na poziomie 3,8 proc. nie jest w żaden sposób zagrożona. Oczywiście przedsiębiorcy mogą wstrzymywać inwestycje pod wpływem negatywnych informacji z otoczenia polskiej gospodarki, a konsumenci wydatki. Z drugiej strony będzie jednak silny impuls w postaci 500 zł na dziecko.

Zdaniem ekonomistów inflacja w budżecie na poziomie 1,7 proc. jest mocno przestrzelona. Czy to nie będzie problemem przy realizacji założonych dochodów?

Oczywiście biorąc pod uwagę utrzymującą się deflację, istnieją ryzyka, że będzie niższa. Oczekujemy i mamy nadzieję, że ceny zaczną rosnąć, ale to co dzieje się z ropą naftową jest ryzykiem. Jeśli spojrzymy jednak na dochody budżetowe to inflacja nie ma większego wpływu na te z PIT czy akcyzy. W przypadku CIT możemy się wręcz spodziewać niewielkiego, ale pozytywnego efektu niższej inflacji na dochody pod wpływem niższych kosztów energii. Podstawowy efekt niskiej dynamiki cen przekłada się na wpływy z VAT. Gdyby okazało się, że inflacja jest niższa o 1 pkt. proc. to możemy się liczyć z dochodami niższymi o 1,3 mld zł.

Na gospodarkę niewątpliwe wpływa to co widzimy na rynkach finansowych. Czy jest ryzyko, że czeka nas wyprzedaż złotego i polskich obligacji?

Mieliśmy do czynienia z ponad 1 proc. osłabieniem złotego zaraz po decyzji agencji Standard & Poor’s (S&P). Jednak dzisiaj interpretuje późniejsze osłabienie bardziej jako obawy o kształt ustawy o przewalutowaniu kredytów. To jest zdaniem części komentatorów element ryzyka dla stabilności sektora finansowego i przekłada się na kurs. Po pierwszej reakcji na raport S&P, później nie było już jednak przełożenia obaw na rentowności obligacji. Jeśli inwestorzy dokładnie wczytają się w projekt, to zauważą, że proponowany mechanizm przewalutowania pozwala na rozwiązanie części rezerw z tytułu LTV, a także zmniejszenie dodatkowych wymogów kapitałowych związanych z utrzymywaniem przez banki znaczącego portfela kredytów walutowych. Natomiast należy zauważyć, że niestety w ubiegłym tygodniu nie pomagały nam informacje zewnętrzne, dotyczące chociażby gospodarki Chin czy reakcja na dalsze spadki cen ropy.

NBP i zdecydowana większość ekspertów jest przekonana, że dzisiejszy projekt prezydencki stanowi poważne ryzyko dla systemu finansowego w Polsce.

Liczymy, że Komisja Nadzoru Finansowego przedstawi dokładne wyliczenia kosztu przewalutowania. Będą one podstawą do procedowania w Sejmie. Prace nad ustawą będą zapewne kierowane w taki sposób, żeby nie uderzyła w stabilność finansową sektora bankowego.

S&P wyraził również obawę, że NBP może stracić niezależność albo mandat oparty o stabilność cen. Czy prowadzone są jakieś prace nad zmianą ustawy o banku centralnym?

Aktualnie w resorcie finansów nie prowadzimy żadnych prac nad nowelizacją ustawy o NBP. NBP publicznie zgłasza, że są potrzebne bardzo techniczne zmiany, które usprawniłyby funkcjonowanie banku, istnieją więc przesłanki, żeby kiedyś do tego wrócić, ale inicjatywa musi wyjść ze strony banku centralnego. Te zmiany nie są jednak zbyt palące. Stwierdzenia, które znalazły się w raporcie S&P dotyczące obawy o niezależność NBP nie mają potwierdzenia w faktach.

Czy przy okazji prac nad nowymi podatkami bankowym i od supermarketów, rozważaliście w MF odejście do CIT na rzecz podatku obrotowego w całej gospodarce?

Wszystkie możliwości i usprawnienia, które pojawiają się w wypowiedziach ekspertów czy debacie publicznej są przez nas rozważane. Nie skupiamy się tylko na bieżących zmianach, ale jest cała masa różnych analiz i pojawia się także refleksja, że taki podatek ma sens. To jest jednak element jednej z kilkunastu analiz jakie prowadzimy w resorcie.

 

GOSPODARKA PRACUJE RÓWNO

Eksperci z 16 uznanych zespołów analitycznych, których „Puls Biznesu” poprosił o przewidywania na ten rok nie spodziewają się, że gospodarka nad Wisłą przyspieszy. Mediana prognoz wskazuje, że tempo wzrostu PKB wyniesie 3,5 proc. i będzie zbliżone do tego notowanego w ubiegłym roku. Wśród ekonomistów jest jednak wiele głosów, że dynamika rozwoju może być szybsza, a impuls przyjdzie z większych wydatków budżetowych, głównie z 500 zł na dziecko. Analitycy nie podzielają jednak optymizmu resortu finansów odnośnie cen. Zdecydowana większość oczekuje, że pierwsze miesiące tego roku upłyną nam z deflacją, a średnioroczna inflacja nie będzie wyższa niż 0,7-0,8 proc.

Fiskus dużo traci

Z budżetowych prognoz wynika, że na koniec roku podatkowe miliardy, które powinny trafić do budżetu, a umykają fiskusowi, sięgną ponad 70 mld zł. Chociaż dynamika wzrostu zaległości ma być najniższa w ostatnich latach, to podatkowa luka sięgnie blisko 3 proc. PKB i gdyby te pieniądze były w budżecie, to mielibyśmy zrównoważone finanse. Duża część z nich nigdy jednak nie trafi, bo jest efektem wyłudzeń i oszustw podatkowych. Eksperci nie mają wątpliwości, że chociaż fiskus trafnie lokalizuje, którędy wyciekają mu miliardy, to nie daje rady z egzekucją należności. Bez zmian w działaniu administracji i postawieniu na nowe narzędzia IT, nadal będzie patrzył na rosnące statystyki podatkowych należności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy