Demograficzna bomba tyka coraz głośniej

Już za kilka lat odczujemy nad Wisłą poważny deficyt rąk do pracy.

Bez wzrostu aktywności zawodowej możemy pożegnać się z myślą o dogonieniu Zachodu.

Więcej miejsc pracy, podwyżki płac, niskie podatki, obniżka wieku emerytalnego — to wszystko obiecywali Kowalskiemu politycy. Kampania wyborcza miała jednak wielką nieobecną — demografię, a ta da nam w kość znacznie szybciej, niż się wszyscy spodziewają.

— To, co do niedawna wydawało się odległym zagrożeniem, powoli staje się jednym z palących problemów — podkreśla Piotr Kalisz, główny ekonomista banku Citi Handlowy. Widać to choćby w prognozach demograficznych GUS. Liczba osób w wieku produkcyjnym nad Wisłą spadnie za pięć lat o blisko 1,4 mln, a w połowie wieku będzie to już ponad 8 mln.

Zmora pracodawców…

Eksperci nie mają złudzeń: w starzejącym się społeczeństwie europejskim wielkimi krokami nadchodzi ten czas, kiedy coraz szybciej będzie przybywało emerytów, a odsetek młodych wchodzących na rynek pracy będzie rósł wolniej.

— Dotychczas trend ten był traktowany jako bardzo odległe zagrożenie. Okazuje się, że dotyczy on już bliskiej perspektywy — uważa Piotr Kalisz. Przypomina, że w tym przypadku Polska nie będzie zieloną wyspą. Obecnie średni wiek w kraju to nieco ponad 39 lat. Do 2050 r. wzrośnie on aż do 52,5 lat. Jego zdaniem, tylko w najbliższej dekadzie zniknie blisko 2,5 mln potencjalnych pracowników, co będzie poważnym ciosem. Pracodawcy już narzekają na problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych rąk do pracy. Z czasem sytuacja będzie jeszcze gorsza. Zanim ucierpi nasz wzrost gospodarczy, oberwie konkurencyjność. Do tej pory przyciągaliśmy inwestorów niskimi kosztami pracy. Braki kadrowe dadzą jednak Kowalskiemu więcej odwagi w walce o podwyżkę, a jego szef nie będzie miał argumentów, żeby odmówić.

W starzejącym się społeczeństwie europejskim wielkimi krokami nadchodzi ten czas, kiedy coraz szybciej będzie przybywało emerytów, a odsetek młodych wchodzących na rynek pracy będzie rósł wolniej.

Ekonomiści Citi Handlowego nie mają wątpliwości — im mniej rąk do pracy, tym trudniej będzie utrzymać solidne tempo rozwoju, które pozwalało doganiać Zachód. Z wyliczeń Komisji Europejskiej wynika, że sama zwyżka wydajności nie wystarczy, a demografia może nam solidnie zahamowaćmotory wzrostu. Eksperci z Brukseli oceniają, że potencjalne tempo wzrostu PKB z ponad 3 proc. obniży się w 2050 r. do zaledwie 0,5 proc. — Oznaczałoby to znacznie większe pogorszenie perspektyw wzrostu niż w przypadku pozostałych krajów naszego regionu. Co więcej, w horyzoncie 25-30 lat Polska miałaby przeciętnie wolniejsze tempo wzrostu niż strefa euro — uważa ekonomista Citi Handlowego.

Podkreśla, że stalibyśmy się krajem o najniższym potencjale wzrostu na Starym Kontynencie. Kryzys siły roboczej uderzy jednak nie tylko w Polskę. Z raportu The Boston Consulting Group (BCG) wynika, że tylko w samych Niemczech podaż pracy zmniejszy się z 43 mln do 37 mln w 2030 r. Za 15 lat nasi zachodni sąsiedzi będą musieli znaleźć nawet 10 mln dodatkowych rąk do pracy. U nas też sytuacja rysuje się w równie ciemnych barwach — w 2030 r. firmy będą miały problem z obsadzeniem co czwartego stanowiska.

Więcej aktywności…

Problemy demograficzne narastały powoli, więc nie da się ich odwrócić z dnia na dzień. Tym bardziej że nie ma jednej cudownej recepty, jak powstrzymać ubytki pracowników. Dyskusja toczy się na trzech polach: wieku emerytalnego, imigrantów i momentu rozpoczęcia edukacji.

— Działania na każdym z tych poziomów mogłyby w pewnym stopniu złagodzić konsekwencje dla rynku pracy starzenia się społeczeństwa — mówi Piotr Kalisz.

Podkreśla, że kluczowe i dające najszybsze efekty będzie włożenie większego wysiłku we wzrost aktywności zawodowej Polaków. Na tym polu ciągniemy się w ogonie Unii Europejskiej i mocno odstajemy od najlepszych. Wśród Polaków między 15. a 64. rokiem życia zatrudnionych jest zaledwie 61,7 proc. osób. Średnia dla Unii to sporo więcej — 65 proc.

— Skoro nie jest możliwe w horyzoncie dekady istotne zwiększenie populacji kraju, jedynym sensownym rozwiązaniem jest dążenie do tego, aby większa część była aktywna zawodowo — uważa ekonomista Citi Handlowego.

…zwłaszcza kobiet

Łatwo powiedzieć, ale trudniej zrobić. Tym bardziej że tworzenie zachęt do pracy będzie wymagało reform. Dużo dobrego mogłoby zrobić obniżenie klina podatkowego, szczególnie dla najmniej zarabiających. Zdaniem Piotra Kalisza, mogłoby to skusić do wejścia na rynek pracy osoby słabiej wykształcone, które dostają mniejszą pensję, albo chociaż zapobiec ich ucieczce do szarej strefy.

— Wskazane byłyby również zmiany w sposobie edukacji i większy nacisk na kształcenie techniczne i zawodowe — mówi ekonomista.

Zwraca też uwagę, że przyszedł najwyższy czas, żeby zadbać o miejsce kobiet na rynku pracy. Jak? Zwiększając elastyczność czasu pracy, np. przez nietypowe lub ruchome godziny pracy, pracę zdalną lub na część etatu. W Polsce na część etatu pracuje zaledwie 7 proc. zatrudnionych, a w strefie euro jest to co piąty pracownik.

— Powszechne udostępnienie takiej opcji pracownikom mogłoby pozytywnie wpłynąć na zwiększenia aktywności zawodowej. Pozwoliłoby to również złagodzić niekorzystny wpływ zmniejszenia podaży pracy na wynagrodzenia — podkreśla Piotr Kalisz.

OKIEM EKSPERTA
Dobry, bo z Polski

TOMASZ HANCZAREK,prezes Work Service’u

W polskiej gospodarce mamy wiele sektorów, w których deficyty kadrowe są znaczne i należy szukać ich zapełnienia wśród obcokrajowców. Dotyczy to zwłaszcza obszaru produkcji i tych prac, których Polacy niechętnie chcą wykonywać. Coraz częściej pracodawcy szukają także za granicą wysoko wykwalifikowanych pracowników i talentów, których brakuje wśród Polaków. To dwie sytuacje, gdy firmy rzeczywiście sięgają do zagranicznych zasobów pracowniczych. Najczęściej jednak zatrudniają rodzimych pracowników. W naszym niedawnym badaniu ponad 76 proc. pracodawców zadeklarowało, że nie mają potrzeby rekrutacji obcokrajowców, bo w pełni wystarczają im pracownicy z Polski.

OKIEM EKSPERTA
Dobry, bo z Polski

TOMASZ HANCZAREK,prezes Work Service’u

W polskiej gospodarce mamy wiele sektorów, w których deficyty kadrowe są znaczne i należy szukać ich zapełnienia wśród obcokrajowców. Dotyczy to zwłaszcza obszaru produkcji i tych prac, których Polacy niechętnie chcą wykonywać. Coraz częściej pracodawcy szukają także za granicą wysoko wykwalifikowanych pracowników i talentów, których brakuje wśród Polaków. To dwie sytuacje, gdy firmy rzeczywiście sięgają do zagranicznych zasobów pracowniczych. Najczęściej jednak zatrudniają rodzimych pracowników. W naszym niedawnym badaniu ponad 76 proc. pracodawców zadeklarowało, że nie mają potrzeby rekrutacji obcokrajowców, bo w pełni wystarczają im pracownicy z Polski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Demograficzna bomba tyka coraz głośniej