Demograficzne tsunami zmiecie słabe uczelnie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-05-23 00:00

Zaczyna się bój o studenta. Tylko co siódma prywatna szkoła wyższa przetrwa do 2025 r.

Polskie prywatne szkolnictwo wyższe to bańka, która zaczyna pękać. W roku akademickim 2010/2011 działało w Polsce 470 uczelni wyższych, z czego 338 to uczelnie prywatne. Oficjalnych danych za kończący się rok akademicki jeszcze nie ma, ale prawdopodobnie był pierwszym, w którym liczba uczelni prywatnych spadła, bo roczniki z wyżu demograficznego weszły już na rynek pracy.

— Do polskiego szkolnictwa wyższego zbliża się demograficzne tsunami — z każdym kolejnym rokiem liczba maturzystów będzie się kurczyć. Ten kataklizm dotknie głównie studia stacjonarne na uczelniach niepublicznych. Studenci będą szli przede wszystkim na darmowe kierunki na uczelniach publicznych — ostrzega dr Joanna Nawój-Połoczańska z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego.

Na polu minowym

Jak szacuje PKPP Lewiatan, niż demograficzny w szkolnictwie wyższym przetrwa tylko jedna na siedem działających obecnie prywatnych uczelni. W 2025 r. ma w Polsce działać tylko około 50 niepublicznych szkół wyższych.

— Konkurencja na rynku będzie coraz ostrzejsza. Uczelnie prywatne już muszą przygotowywać się do tego wyzwania, bo ocaleją tylko najlepsze — przekonuje Monika Zakrzewska, ekspert PKPP Lewiatan. Jak podchodzą do problemu rektorzy? Szykują się do walki na trzy sposoby. Po pierwsze, budują zapory finansowe z osiąganych obecnie zysków. — Tworzymy specjalną rezerwę, która pozwoli nam utrzymać kadrę naukową

przez te trudne lata. Nasi wykładowcy to nasz największy kapitał, dlatego nie chcemy obniżać funduszu płac — twierdzi prof. Maria Sierpińska, rektor Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie. Po drugie, szukają oszczędności. — Rynek będzie się konsolidował. Uczelnie będą się łączyć, by dzięki temu obniżać koszty funkcjonowania, przez np. dzielenie się kadrą czy zapleczem infrastrukturalnym. Popularnym sposobem obniżania kosztów jest też rozwijanie kursów internetowych kosztem tradycyjnych zajęć. To jednak obniża jakość kształcenia, dlatego nie zamierzamytego robić — mówi prof. Maria Sierpińska.

Biznes może pomóc

Trzecia, najbardziej ofensywna metoda walki o studentów, to reforma programu kształcenia.

— Największe szanse na przetrwanie będą miały te uczelnie, których oferty będą w największym stopniu dostosowane do potrzeb rynku pracy — twierdzi Monika Zakrzewska. Sposobów jest wiele.

— Przeformułowaliśmy programy studiów, łącząc wykład z częścią warsztatową i realizacją projektów zespołowych. Ponadto rozwijamy anglojęzyczne programy dla studentówzagranicznych i rozwijamy współpracę z biznesem, tworząc różnego rodzaju partnerstwa — mówi prof. Andrzej Eliasz, rektor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Zdaniem ekspertów, można też np. wchodzić w sojusze z organizacjami pracodawców i wspólnie budować pożądane przez rynek programy kształcenia. Warto również też nawiązywać relacje z firmami, które (w zamian np. za modyfikacje w programie nauczania) zgodzą się na gwarancję zatrudnienia dla wszystkich lub części absolwentów uczelni.