Demony dialogu według biznesu i polityków

Politycy powinni przestać się bać, a biznes mógłby się podszkolić. Skorzysta na tym i jakość prawa, i zagraniczne inwestycje

Pytaliśmy o dialog, a wywołaliśmy demony. Debata zorganizowana przez „PB” w ramach cyklu „Patriotyzm gospodarczy” miała i mroczne, i świetliste momenty. Była też samokrytyka.

Zobacz więcej

NIE BĘDZIE LEKKO: Zdaniem debatujących, sensowny dialog polityków z biznesmenami będzie możliwy wtedy, gdy ci pierwsi przestaną się bać, a ci drudzy będą lepiej przygotowani do rozmów. Obie strony mają wiele do zrobienia. [FOT. MW]

— Widzę braki w rządzie, ale po drugiej stronie, biznesowej, też — stwierdziła Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki. Pozostali uczestnicy debaty poświęconej dialogowi polityki z biznesem, czyli Józef Wojciechowski, prezes i właściciel JW Construction, Tomasz Misiak, założyciel agencji pracy tymczasowej Work Service, Maciej Witucki, prezes Orange Polska (dawniej Telekomunikacja Polska), oraz Sławomir S. Sikora, prezes Banku Handlowego, zgadzali się z minister, ale z rzadka.

Afer cień

Główny problem to atmosfera takiego dialogu. Bywa straszno.

— Cieniem kładą się na nim sprawy z przeszłości, niewłaściwe układy polityków z biznesmenami, a także polityków, którzy na tych układach polegli. Tymczasem była to tylko wąska grupa ludzi, a nie całe środowisko. Dziś tego nie ma, ale cień pozostał — zauważył Józef Wojciechowski. Jego chłód czuje też Maciej Witucki — jest takie podskórne przekonanie w środowisku, że każde spotkanie polityka z biznesmenem wiąże się z korupcją lub innym nadużyciem.

— A przecież nawet przy oczywistym założeniu, że przedsiębiorca działa zawsze w interesie swojej firmy, państwo może wyciągnąć z takich spotkań znaczące korzyści — stwierdził Maciej Witucki. Klimat dialogu bardzo zależy od branży. Telekomunikacja czy bankowość to sektory mocno regulowane przez państwo. Dlatego Sławomir S. Sikora przyznał, że zdaje sobie sprawę z tego, że interakcja sektora bankowego ze światem polityki może czasem wzbudzić zamieszanie. Ale i tak ma poczucie, że sektor bankowy ma możliwość dobrego kontaktu z parlamentem czy poszczególnymi resortami.

— Wyniki tego dialogu nie zawsze są takie jak sektor tego by chciał, ale jest to wbudowane w cały proces — powiedział Sławomir S. Sikora. Stronę rządową reprezentowała Ilona Antoniszyn-Klik, której resort należy do najbardziej otwartych na biznes, bo... — Jeśli nie będziemy się spotykać z biznesem, to naprawdę nie będziemy mieli, co robić — przyznała wiceminister gospodarki.

Antydialogowy system

Stąd jej optymizm, jeśli chodzi o możliwość poprawy relacji na linii biznes — polityka. Optymizm, który niekoniecznie podziela sam biznes, np. Tomasz Misiak, który jako jedyny w gronie łączył doświadczenia polityczne (przez dwie kadencje był senatorem) i biznesowe (jest współzałożycielem notowanej na giełdzie agencji Work Service). Jego zdaniem, jedna jaskółka nie czyni wiosny.

— Trafiają się wprawdzie otwarci i nowocześni urzędnicy, ale przecież cały system jest antydialogowy. Bo jak inaczej interpretować choćby burzę wokół Tadeusza Jarmuziewicza? [niedawno odwołany wiceminister infrastruktury po tzw. aferze obiadowej — bez wiedzy ministerstwa miał się spotkać z przedstawicielami firmy budującej autostradę A1 — red.] — pytał Tomasz Misiak. Inaczej na to patrzy Sławomir S. Sikora i nie widzi warunków dla szybkiej poprawy klimatu do rozmów. Często widzi zależność pomiędzy prezentowaniem złego wizerunku biznesu oraz rosnącą popularnością polityków.

— To widoczna korelacja. Im gorzej prezentowany jest prywatny biznes, tym wyższy staje się słupek poparcia dla niektórych partii politycznych — analizował Sławomir S. Sikora. Najciekawsze, że złego wizerunek biznesu nie uzasadniają dane ani badania. Sławomir S. Sikora przyznał, że ze zdumieniem analizował kiedyś dane Transparency International, w których Polska od lat zajmuje mniej więcej tę samą, słabą pozycję, która powinna się poprawiać, skoro ewidentnie spadła częstotliwość zjawisk korupcyjnych, np. w sytuacjach drogowych.

— Później czytałem badania, w których pytano nie o to, czy uważasz, że w Polsce jest dużo korupcji, tylko o to, czy byłeś świadkiem takich sytuacji. I tu, uwaga, Polska miała o wiele lepszą pozycję na tle innych krajów. Zatem bez zmiany percepcji nie będzie lepszego klimatu do rozmów — oburzał się Sławomir S. Sikora.

Biznes po naukę

Cienie cieniami, demony demonami, ale kiedy przychodzi do dialogu, lepiej wiedzieć, czego on dotyczy. A biznes czasem nie wie.

— Kiedy ogłaszamy jakiś projekt ustawy, najpierw jest krzyk. A kiedy przychodzi do formalnych uwag, okazuje się, że branża lub reprezentujące ją instytucje zgłaszają refleksje płytkie i na niskim poziomie, co nie sprzyja jakościowym zmianom projektu — stwierdziła Ilona Antoniszyn-Klik. By podwyższyć poziom i zintensyfikować dyskusję, resort gospodarki uruchomił niedawno możliwość opiniowania projektów przez internet. Odzew — nikły, poza projektem dotyczącym odnawialnych źródeł energii, do którego przyszło tysiące uwag, ale wszystkie dotyczyły prostej kwestii dopłat. Sławomir S. Sikora, który ma za sobą sporo doświadczeń legislacyjnych, przyznał:

— Z przygotowaniem branży bywa różnie. Zatem zgadzam się, że biznes powinien przede wszystkim wymagać od siebie, bo wiele zależy od tego, jak się podchodzi do dialogu, jak formułuje oczekiwania i jakie cele stawia — przyznał Sławomir S. Sikora.

Odmiennego zdania byli jednak Maciej Witucki i Józef Wojciechowski.

— Czy muszę się znać na procesie tworzenia prawa? Po to płacimy podatki, z których utrzymywany jest rząd i parlament, aby to oni pracowali nad prawem, a nie przedsiębiorcy. To tak, jakbym musiał przedstawiać producentowi samochodów pomysł na to, jak zapobiec parowaniu szyb w aucie — argumentował Maciej Witucki.

— Przecież nie możemy pisać prawa. Jako przedsiębiorcy mamy swoje firmy, obowiązki — wtórował mu Józef Wojciechowski.

Urzędnicy po kompetencje

Na razie nie mają jednak wyjścia i lepiej będzie, jak zajmą się nad tworzeniem prawa, bo inaczej zrobią to sami urzędnicy.

— Żadna administracja nie wymyśli sama dobrego rozwiązania dla biznesu. Wielu urzędników nigdy nie pracowało w żadnej firmie — ostrzegała Ilona Antoniszyn-Klik. Przyznała, że potrzebny jest inny system wyłaniania urzędników, który uwzględni ich doświadczenia w biznesie, ale wówczas należałoby podwyższyć im pensje. Tego samego zdania był Maciej Witucki.

— Żeby podnieść kompetencje administracji, trzeba najpierw podnieść pensje. Zdarza się wprawdzie czasem, że ktoś, w uniesieniu patriotycznym, postanawia pracować niemalże społecznie. Ale to tylko wyjątki — zauważył Maciej Witucki.

Wyższe kompetencje przydałyby się choćby do stworzenia rządowego organu skoncentrowanego na badaniach strategicznych. Takiego z prawdziwego zdarzenia.

— Żeby np. był w stanie odpowiedzieć w końcu na pytanie o to, czy grozi nam blackout czy raczej nadwyżka produkcji energii. Nikt chyba nie wie — domagał się Maciej Witucki.

Za granicą razem

Krajowe niesnaski między politykami a biznesmenami tracą rację bytu, kiedy oba światy jadą wspólnie za granicę. Tu perspektywy współpracy rysują się świetliście, choć zawsze mogłoby być lepiej. Maciej Witucki, kierujący korporacją kontrolowaną przez francuski kapitał, z zazdrością śledził zeszłoroczną wizytę Francoisa Hollande’a, prezydenta Francji, w Polsce. Zagraniczny polityk swobodnie żonglował przykładami polskich projektów gospodarczych, na których zależy firmom z jego kraju. Na takie porównania oburzyła się jednak Ilona Antoniszyn-Klik, która w resorcie gospodarki odpowiada m.in. za promocję eksportu i wspieranie polskich inwestycji za granicą.

— Przecież już od dłuższego czasu obowiązuje u nas systemowe podejście, w którego ramach każda wizyta prezydenta za granicą ma mieć również komponent gospodarczy. I tak się dzieje. Prezydent działa, interweniuje, podobnie jak premier i wicepremier — wyliczała Ilona Antoniszyn-Klik.

Współpraca przy promocji

Chyba jednak mogłoby być lepiej, skoro o większą aktywność apelował również Tomasz Misiak. Zwłaszcza o aktywne wsparcie największych firm. I to nie tylko państwowych, ale również prywatnych.

— Szczerze mówiąc, łatwiej nam namówić firmy państwowe niż prywatne do współfinansowania różnych działań promujących Polskę i naszą gospodarkę — odparowała Ilona Antoniszyn-Klik. Namówienie sektora prywatnego do współpracy przy promocji Polski uważa zresztą za swoje główne zadanie. Dlatego też kilkanaście dni temu ministerstwo uruchomiło nowy program na lata 2014-20. Jego zadaniem jest zaangażowanie w promocję Polski również biznesu.

— Chodzi nam o promocję przedsięwzięć, które tworzą miejsca w pracy i w Polsce, i za granicą. Nie tych, które zakładają przenoszenie produkcji z Polski do innego kraju — sprecyzowała Ilona Antoniszyn-Klik.

Czas na patriotyzm gospodarczy

To program zainaugurowany przez „Puls Biznesu”, na który składa się cykl debat organizowanych na Stadionie Narodowym z udziałem najwybitniejszych postaci polskiego biznesu oraz czołowych przedstawicieli administracji rządowej. Postaramy się w nich zdefiniować, czym jest gospodarczy patriotyzm, jak być patriotą na globalnym, wolnym rynku i jak nie przekroczyć cienkiej linii oddzielającej patriotyzm od nacjonalizmu. Zastanowimy się, jak powinien wyglądać dialog biznesu z politykami, jak administracja może wspierać przedsiębiorców, a jak przedsiębiorcy mogą się „odpłacić”, wspierając rozwój kraju poprzez zaangażowanie w kulturę, naukę czy sport.

Relacje z debat można przeczytać w czerwcu na łamach „Pulsu Biznesu”, a wideorelacje dostępne są na stronie patriotyzm.pb.pl

Ilona Antoniszyn- Klik, wiceminister gospodarki

Rząd nie jest jasnowidzem. Po to się robi konsultacje, żeby biznes pokazał najlepsze rozwiązanie. Tak jak w biznesie — do szefa nie idzie się z problemem, lecz z problemem i rozwiązaniem. Jeśli będziemy dostawali rozwiązania, to będzie łatwiej zmieniać.

Żadna administracja nie wymyśli dobrego rozwiązania dla biznesu. Bardzo wielu ludzi, którzy pracują w administracji, nigdy nie byli w żadnej firmie. Nie zderzyli się z trudnościami, które one mają. Powinno się zmienić system rekrutacji do administracji, by przyjmować ludzi z doświadczeniem w biznesie, by lepiej go rozumieli i potrafili rozmawiać.

Tomasz Misiak, założyciel agencji Work Service

Mamy antydialogowy system, który powoduje, że polityka boi się rozmawiać z biznesem. Nie budujemy transparentności, lecz podejrzliwość. Lekarze czy nauczyciele mają możliwość przedstawiania swoich interesów w parlamencie, a przedsiębiorcy nie, i to jest chore. Dlaczego politycy nie spytają, jak mogą wesprzeć rodzime firmy, i to nie tylko państwowe.

Teraz urzędnikom zakazuje się kontaktów z dostawcami usług czy produktów. Powinno się wpisać wręcz obowiązek spotkań przed każdym przetargiem, by posłuchać, co przedsiębiorcy mają na ten temat do powiedzenia. Nie rozumiem, dlaczego państwo potrafi zorganizować przetarg na dostawę na 5 lat, a nie wpisuje do kontraktu możliwości zmiany ceny po podniesieniu płacy minimalnej czy materiałów. W ten sposób zabiliśmy przemysł budowlany. Państwo tego nie widzi i nie reaguje.

Sławomir S. Sikora, prezes banku Citi Handlowy

Rząd powinien mówić, po co jest biznes. Bez biznesu nie ma miejsc pracy. Biznes to też wpływy z podatków. Biznes to nie zło konieczne, ale dobro, dzięki któremu ludzie mają z roku na rok lepszy byt.

Chciałbym, by po stronie administracji skończył się syndrom kafkowski. Gdy przychodzę z postulatem do rządu, to odnoszę wrażenie, że zajmuje się sam sobą. Nie interesuje mnie, że wszyscy się napracowali, że skonsultowano projekt wśród 20 instytucji, tylko to, jaki jest tego efekt. Podobnie jak firmie, w rządzie przydałyby się normy efektywnościowe. Te normy to standard w biznesie, można je wprowadzić w administracji rządowej.

Maciej Witucki, prezes Orange Polska

Zróbmy wszystko, aby administracja państwowa wsłuchała się w puls biznesu. Wciąż jesteśmy daleko od zbudowania zaufania dwóch stron, ale warto do tego dążyć, bo skorzystaliby na tym wszyscy Polacy, nie tylko przedsiębiorcy.

Wśród polityków wszystkich opcji powinna powstać zmowa elit: „przestajemy używać prostej zbitki polityka plus biznes równa się korupcja. Bo to ten łatwy wytrych osłabia biznes, a słaby biznes utrudnia rządzenie, bo im większy PKB, tym więcej rząd może przeznaczać na drogi czy armię”.

Józef Wojciechowski, prezes i właściciel JW Construction

Cieniem na relacjach polityki i biznesu kładą się zaszłości. Znamy złe wydarzenia sprzed wielu lat, kilka osób w nie zamieszanych zrobiło bardzo złą atmosferę. Dziś takich sytuacji już nie ma, a atmosfera się nie poprawiła. Tymczasem o sile Polski decyduje gospodarka, nie pisarze czy artyści występujący w Opolu. Bez przedsiębiorców tworzących miejsca pracy będzie nam się żyło dużo gorzej. Rząd marginalizuje przedsiębiorców. Trzeba to zmienić.

W biznesie powinno być jak najmniej rządu. Powinien ściągać podatki i tworzyć dobre prawo. W USA nie ma ministerstwa budownictwa, branża reguluje się sama, nie ma też ministerstwa sportu, a mają najlepszych sportowców na świecie. Szukajmy dobrych wzorców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu