Demony dialogu według biznesu i polityków

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2013-06-28 00:00

Politycy powinni przestać się bać, a biznes mógłby się podszkolić. Skorzysta na tym i jakość prawa, i zagraniczne inwestycje

Pytaliśmy o dialog, a wywołaliśmy demony. Debata zorganizowana przez „PB” w ramach cyklu „Patriotyzm gospodarczy” miała i mroczne, i świetliste momenty. Była też samokrytyka.

— Widzę braki w rządzie, ale po drugiej stronie, biznesowej, też — stwierdziła Ilona Antoniszyn-Klik, wiceminister gospodarki. Pozostali uczestnicy debaty poświęconej dialogowi polityki z biznesem, czyli Józef Wojciechowski, prezes i właściciel JW Construction, Tomasz Misiak, założyciel agencji pracy tymczasowej Work Service, Maciej Witucki, prezes Orange Polska (dawniej Telekomunikacja Polska), oraz Sławomir S. Sikora, prezes Banku Handlowego, zgadzali się z minister, ale z rzadka.

Afer cień

Główny problem to atmosfera takiego dialogu. Bywa straszno.

— Cieniem kładą się na nim sprawy z przeszłości, niewłaściwe układy polityków z biznesmenami, a także polityków, którzy na tych układach polegli. Tymczasem była to tylko wąska grupa ludzi, a nie całe środowisko. Dziś tego nie ma, ale cień pozostał — zauważył Józef Wojciechowski.

Jego chłód czuje też Maciej Witucki — jest takie podskórne przekonanie w środowisku, że każde spotkanie polityka z biznesmenem wiąże się z korupcją lub innym nadużyciem.

— A przecież nawet przy oczywistym założeniu, że przedsiębiorca działa zawsze w interesie swojej firmy, państwo może wyciągnąć z takich spotkań znaczące korzyści — stwierdził Maciej Witucki.

Klimat dialogu bardzo zależy od branży. Telekomunikacja czy bankowość to sektory mocnoregulowane przez państwo. Dlatego Sławomir S. Sikora przyznał, że zdaje sobie sprawę z tego, że interakcja sektora bankowego ze światem polityki może czasem wzbudzić zamieszanie. Ale i tak ma poczucie, że sektor bankowy ma możliwość dobrego kontaktu z parlamentem czy poszczególnymi resortami.

— Wyniki tego dialogu nie zawsze są takie jak sektor tego by chciał, ale jest to wbudowane w cały proces — powiedział Sławomir S. Sikora.

Stronę rządową reprezentowała Ilona Antoniszyn-Klik, której resort należy do najbardziej otwartych na biznes, bo... — Jeśli nie będziemy się spotykać z biznesem, to naprawdę nie będziemy mieli, co robić — przyznała wiceminister gospodarki.

Antydialogowy system

Stąd jej optymizm, jeśli chodzi o możliwość poprawy relacji na linii biznes — polityka. Optymizm, który niekoniecznie podziela sam biznes, np. Tomasz Misiak, który jako jedyny w gronie łączył doświadczenia polityczne (przez dwie kadencje był senatorem) i biznesowe (jest współzałożycielem notowanej na giełdzie agencji Work Service). Jego zdaniem, jedna jaskółka nie czyni wiosny.

— Trafiają się wprawdzie otwarci i nowocześni urzędnicy, ale przecież cały system jest antydialogowy. Bo jak inaczej interpretować choćby burzę wokół Tadeusza Jarmuziewicza? [niedawno odwołany wiceminister infrastruktury po tzw. aferze obiadowej — bez wiedzy ministerstwa miał się spotkać z przedstawicielami firmy budującej autostradę A1 — red.] — pytał Tomasz Misiak. Inaczej na to patrzy Sławomir S. Sikora i nie widzi warunków dla szybkiej poprawy klimatu do rozmów. Często widzi zależność pomiędzy prezentowaniem złego wizerunku biznesu oraz rosnącą popularnością polityków.

— To widoczna korelacja. Im gorzej prezentowany jest prywatny biznes, tym wyższy staje się słupek poparcia dla niektórych partii politycznych — analizował Sławomir S. Sikora. Najciekawsze, że złego wizerunek biznesu nie uzasadniają dane ani badania. Sławomir S. Sikora przyznał, że ze zdumieniem analizował kiedyś dane Transparency International, w których Polska od lat zajmuje mniej więcej tę samą, słabą pozycję, która powinna się poprawiać, skoro ewidentnie spadła częstotliwość zjawisk korupcyjnych, np. w sytuacjach drogowych.

— Później czytałem badania, w których pytano nie o to, czy uważasz, że w Polsce jest dużo korupcji, tylko o to, czy byłeś świadkiem takich sytuacji. I tu, uwaga, Polska miała o wiele lepszą pozycję na tle innych krajów. Zatem bez zmiany percepcji nie będzie lepszego klimatu do rozmów — oburzał się Sławomir S. Sikora.

Biznes po naukę

Cienie cieniami, demony demonami, ale kiedy przychodzi do dialogu, lepiej wiedzieć, czego on dotyczy. A biznes czasem nie wie. — Kiedy ogłaszamy jakiś projekt ustawy, najpierw jest krzyk. A kiedy przychodzi do formalnych uwag, okazuje się, że branża lub reprezentujące ją instytucje zgłaszają refleksje płytkie i na niskim poziomie, co nie sprzyja jakościowym zmianom projektu — stwierdziła Ilona Antoniszyn-Klik. By podwyższyć poziom i zintensyfikować dyskusję, resort gospodarki uruchomił niedawno możliwość opiniowania projektów przez internet. Odzew — nikły, poza projektem dotyczącym odnawialnych źródeł energii, do którego przyszło tysiące uwag, ale wszystkie dotyczyły prostej kwestii dopłat. Sławomir S. Sikora, który ma za sobą sporo doświadczeń legislacyjnych, przyznał:

— Z przygotowaniem branży bywa różnie. Zatem zgadzam się, że biznes powinien przede wszystkim wymagać od siebie, bo wiele zależy od tego, jak się podchodzi do dialogu, jak formułuje oczekiwania i jakie cele stawia — przyznał Sławomir S. Sikora. Odmiennego zdania byli jednak Maciej Witucki i Józef Wojciechowski.

— Czy muszę się znać na procesie tworzenia prawa? Po to płacimy podatki, z których utrzymywany jest rząd i parlament, aby to oni pracowali nad prawem, a nie przedsiębiorcy. To tak, jakbym musiał przedstawiać producentowi samochodów pomysł na to, jak zapobiec parowaniu szyb w aucie — argumentował Maciej Witucki.

— Przecież nie możemy pisać prawa. Jako przedsiębiorcy mamy swoje firmy, obowiązki — wtórował mu Józef Wojciechowski.

Urzędnicy po kompetencje

Na razie nie mają jednak wyjścia i lepiej będzie, jak zajmą się nad tworzeniem prawa, bo inaczej zrobią to sami urzędnicy.

— Żadna administracja nie wymyśli sama dobrego rozwiązania dla biznesu. Wielu urzędników nigdy nie pracowało w żadnej firmie — ostrzegała Ilona Antoniszyn-Klik. Przyznała, że potrzebny jest inny system wyłaniania urzędników, który uwzględni ich doświadczenia w biznesie, ale wówczas należałoby podwyższyć im pensje. Tego samego zdania był Maciej Witucki.

— Żeby podnieść kompetencje administracji, trzeba najpierw podnieść pensje. Zdarza się wprawdzie czasem, że ktoś, w uniesieniu patriotycznym, postanawia pracować niemalże społecznie. Ale to tylko wyjątki — zauważył Maciej Witucki. Wyższe kompetencje przydałyby się choćby do stworzenia rządowego organu skoncentrowanego na badaniach strategicznych. Takiego z prawdziwego zdarzenia.

— Żeby np. był w stanie odpowiedzieć w końcu na pytanie o to, czy grozi nam blackout czy raczej nadwyżka produkcji energii. Nikt chyba nie wie — domagał się Maciej Witucki.

Za granicą razem

Krajowe niesnaski między politykami a biznesmenami tracą rację bytu, kiedy oba światy jadą wspólnie za granicę. Tu perspektywy współpracy rysują się świetliście, choć zawsze mogłoby być lepiej. Maciej Witucki, kierujący korporacją kontrolowaną przez francuski kapitał, z zazdrością śledził zeszłoroczną wizytę Francoisa Hollande’a, prezydenta Francji, w Polsce. Zagraniczny polityk swobodnie żonglował przykładami polskich projektów gospodarczych, na których zależy firmom z jego kraju. Na takie porównania oburzyła się jednak Ilona Antoniszyn-Klik, która w resorcie gospodarki odpowiada m.in. za promocję eksportu i wspieranie polskich inwestycji za granicą.

— Przecież już od dłuższego czasu obowiązuje u nas systemowe podejście, w którego ramach każda wizyta prezydenta za granicą ma mieć również komponent gospodarczy. I tak się dzieje. Prezydent działa, interweniuje, podobnie jak premier i wicepremier — wyliczała Ilona Antoniszyn-Klik.

Współpraca przy promocji

Chyba jednak mogłoby być lepiej, skoro o większą aktywność apelował również Tomasz Misiak. Zwłaszcza o aktywne wsparcie największych firm. I to nie tylko państwowych, ale również prywatnych.

— Szczerze mówiąc, łatwiej nam namówić firmy państwowe niż prywatne do współfinansowania różnych działań promujących Polskę i naszą gospodarkę — odparowała Ilona Antoniszyn- Klik. Namówienie sektora prywatnego do współpracy przy promocji Polski uważa zresztą za swoje główne zadanie. Dlatego też kilkanaście dni temu ministerstwo uruchomiło nowy program na lata 2014-20. Jego zadaniem jest zaangażowanie w promocję Polski również biznesu.

— Chodzi nam o promocję przedsięwzięć, które tworzą miejsca w pracy i w Polsce, i za granicą. Nie tych, które zakładają przenoszenie produkcji z Polski do innego kraju — sprecyzowała Ilona Antoniszyn- -Klik.

Wideorelacje z debat dostępne są na stronie patriotyzm.pb.pl