Detalistom kończy się optymizm

opublikowano: 01-01-2020, 22:00

Dzięki dynamicznie rosnącej konsumpcji w ostatnich latach sprzedaż szła w górę mimo ograniczeń. W 2020 r. paliwa dla sklepów może jednak zabraknąć.

„Do pracy są zwykłe dzionki, a niedziela dla małżonki” — pisał blisko sto lat temu w „Słówkach” Tadeusz Boy-Żeleński.

Rok 2020 rozpocznie się w Polsce od wzmocnienia roli niedzieli jako dnia dla małżonków, bo po prawie dwuletnim okresie przejściowym w pełnej mocy i skali zacznie obowiązywać ustawowe ograniczenie handlu w niedziele. Oznacza to, że zakupy w niedziele — poza sklepami prowadzonymi przez ich właścicieli lub tymi, które stały się „placówkami pocztowymi” — będzie można zrobić tylko siedem razy: w ostatnie niedziele stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia, a także w jedną niedzielę przed Wielkanocą i dwie przed Bożym Narodzeniem.

W 2019 r. takich niedziel było piętnaście. To, co dla klientów może być tylko drobną niedogodnością, dla sieci sklepów jest sporym problemem, odbijającym się na dynamice sprzedaży LFL, czyli na tej samej powierzchni sklepów co rok wcześniej. Ostrzejsze ograniczenie niedzielnego handlu nie jest jednak jedynym powodem do niepokoju dla przedstawicieli branży u progu 2020 r., ale powody do niepokoju mogą mieć również klienci.

— Spodziewam się dużych podwyżek cen — mówi Krzysztof Tokarz, prezes dystrybucyjnej Grupy Kapitałowej Specjał.

Powód? Powody są liczne, tak jak liczne są dziedziny, w których koszty funkcjonowania sklepów wzrosną.

— Najważniejszy jest wzrost płac w związku z podniesieniem płacy minimalnej. To dla sklepów podstawowy element kosztowy, więc odbicie go na cenach będzie wyraźne. Rosną też koszty prądu, utylizacji odpadów itp. Oprócz wzrostu cen mamy też m.in. znaczne podniesienie akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe, podwyżki są więc nieuniknione — przewiduje Krzysztof Tokarz.

To, że w sklepach będzie drożej, może być dla ich właścicieli bardzo problematyczne.

— Jeśli ktoś nie będzie w stanie wynegocjować dobrych warunków z dostawcami i odpowiednio zrestrukturyzować firmy, to może mieć problemy — spodziewam się cięć w części sieci, a nawet zamknięć i upadłości. Po optymistycznym roku 2019 teraz przyszedł czas na pesymizm — prognozuje Krzysztof Tokarz.

Z kolei kierujący polskim Carrefourem Christophe Rabatel oczekuje utrzymania trendu wzrostowego w sprzedaży sklepów — według niego Polacy są zamożniejsi, więc chętniej sięgają po produkty wysokiej jakości i kupują ich więcej. Z drugiej strony rozszerzenie zakazu handlu w niedziele, możliwość wprowadzenia podatku handlowego od lipca — lub nowej formy daniny dla dużych sieci, czyli tzw. congestion tax pobieranej od dużych sklepów i centrów handlowych z powodu wywoływanych przez nie w miastach korków — oraz rosnące koszty energii i pracy mogą odbić się czkawką niektórym graczom na rynku detalicznym.

— Na bardzo konkurencyjnym polskim rynku oznacza to, że sieci, które nie reagują na zmieniające się potrzeby klientów, mają coraz większe kłopoty, a dla innych — bardziej innowacyjnych i kreatywnych — jest to okazja do wzrostu — ocenia Christophe Rabatel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane