Atmosfera i auta prezentowane na Międzynarodowym Salonie Samochodowym w Detroit wcale nie wskazują na problemy z jakimi boryka się amerykański przemysł motoryzacyjny.
Wręcz przeciwnie – auta prezentowane w kolebce amerykańskiej motoryzacji zapierają dech piersiach. Na otwartych w niedzielę targach można obejrzeć około 50 premier. Jednak tegoroczne targi różnią się od wcześniejszych imprez. W tym roku wyraźnie położono nacisk na ekologię, niskie koszty i bogate wyposażenie. Dużo uwagi zwrócono też na alternatywne napędy, stąd popularnością cieszą się auta hybrydowe. I sporo mówi się o napędzie wodorowym.
Zmiana podejścia nie dziwi, patrząc na wysokie ceny ropy i problemy finansowe, z jakimi boryka się choćby amerykański gigant General Motors. Paliwożerne pickupy, do niedawna tak popularne wśród Amerykanów, tracą rynek na rzecz japońskich rywali – tańszych zarówno w salonie jak i w późniejszej eksploatacji. W efekcie GM poniósł w 2005 roku gigantyczną stratę, po której zwolnił w minionym roku 34 tys. pracowników i zamknął 12 fabryk.
Koncern zatrudnił niedawno nowego prezesa, Ricka Wagonera. A ten nie lubi przegrywać i zapowiada walkę o utrzymanie pozycji lidera globalnego rynku motoryzacyjnego. Firma ma zamiar zbudować w tym roku więcej niż 9,2 mln aut, wyprodukowanych w 2006 roku.
Tymczasem Toyota zapowiedziała w bieżącym roku wzrost globalnej sprzedaży o 4 proc., do 9,4 mln aut. Z taką prognozą japoński koncern może zdetronizować już w tym roku GM, który od 81 lat jest największym producentem aut na świecie. I są na to duże szanse.
W minionym roku GM sprzedał na rynku amerykańskim 4,54 mln aut, o prawie 9 proc. mniej niż w 2005 roku. Drugi na rynku, Ford sprzedał 2,9 mln aut, o 8 proc. mniej niż rok wcześniej. A Toyota Motor, pretendent do pozycji lidera globalnego rynku motoryzacyjnego, zanotował 12,5 proc. wzrost sprzedaży w USA, do 2,54 mln aut.
Odpowiedzią General Motors na ekspansję Japończyków ma być m. in. nowe koncepcyjne auto Chevrolet Volt, masowe auto o napędzie elektrycznym. Pojazd będzie napędzany bateriami nowej generacji, a technologia ma być wdrożona w ciągu dwóch-trzech lat. Kierowcy, którzy przejeżdżają dziennie nie więcej niż 65 kilometrów lub 24 tys. kilometrów rocznie, nie będą potrzebowali benzyny – wystarczy im ładowanie akumulatorów. Dzięki temu zaoszczędzą w ciągu roku na koszcie około 2 tys. litrów benzyny – wynika z zapowiedzi GM.
Tymczasem GM wprowadza nowe modele, w tym Malibu i Camaro czy małe Aveo, które mają powalczyć z „Japończykami” nie tylko w USA ale i w Europie.
Sporo uwagi przyciągnął cadillac CTS. Duży, rodzinny sedan z nowymi silnikami o mocy 300 lub 252 KM ma bardzo dobre osiągi i spala znacznie mniej paliwa niż jego poprzednik. Auto trafi do sprzedaży jesienią.
Chrysler, trzeci na rynku producent aut zamierza chronić się przed zapaścią finansową dzięki autom familijnym i minivanom – stawia na modele Chrysler Town i Country oraz Dodge Caravan.
Ford, drugi amerykański koncern motoryzacyjny inwestuje 866 mln dolarów w sześć fabryk w Michigan. Dzięki tej inwestycji zamierza uruchomić linię do produkcji małych aut. Spółka, podobnie jak GM ma straty i nie zanosi się na zyski przed 2009 rokiem. Koncern ratuje się redukcją 45 tys. etatów i zamknięciem 16 fabryk.
Z kolei Mercedes-Benz, wchodzący w skład koncernu Daimler Chrysler, zamierza w tym roku mocno zwiększyć sprzedaż aut tej marki w USA - o 11 proc. do 248 tys. aut. Jeszcze ambitniejsze plany ma japoński Mitsubishi, który zapowiada sprzedaż na poziomie 200 tys aut. To oznacza wzrost o 70 proc.
Fabryki trzech gigantów z Detroit - General Motors, Ford Motor i DaimlerChrysler, przed dwudziestu laty produkowały około 73 proc. samochodów sprzedawanych w USA. Dziś ten udział spadł do 53 proc. Nacierają Japończycy, którzy w Detroit mają się czym pochwalić. Śladem Japonii swój udział zwiększa Korea. A rośnie przecież kolejny producent tanich aut - Chiny.
Pod koniec 2006 udział japońskich aut w rynku amerykańskim wyniósł około 35 proc., W 1986 wynosił 20 proc. W minionym roku sprzedaż GM spadła o 7 proc., Forda o 8 proc. a Chryslera o 7 proc. W tym czasie Toyota zwiększyła swoje udziały o 13 proc. a Honda o 4 proc.
Japończycy przedstawili w Detroit mniejsze i oszczędne auta, ale podobnie jak rodzime firmy, dużo uwagi poświęciły samochodom hybrydowym. Wśród nich Lexus LS Hybrid . Szefowie Toyoty zapowiadali, że zamierzają zwiększyć sprzedaż aut hybrydowych ze 191 tys. sprzedanych w minionym roku do 250-300 tys. w tym roku.
Oszczędności oszczędnościami, ale najwięcej uwagi przyciągały auta koncepcyjne. Targi w Detroit są otwarte od niedzieli dla przedstawicieli branży i dziennikarzy. O 13 stycznia będą udostępnione szerszej publiczności.
Paweł Kubisiak