Deweloperzy wierzą w cuda

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2015-05-05 00:00

Kondycja finansowa Polaków pozostawia wiele do życzenia, jednak inwestorzy nie zwalniają tempa. Do kogo kierują oferty?

Statystyczny deweloper buduje i wykańcza nowy blok w 24-25 miesięcy. Spółki utrzymują takie tempo prac już od początku minionej dekady — wynika z danych GUS.

POD KRESKĄ:
POD KRESKĄ:
Koszty życia w Polsce są wysokie, a liczba rachunków zamiast maleć, rośnie. Jeszcze kilkanaście lat temu Polacy nie mieli takich zobowiązań jak rachunek za internet czy telefon komórkowy, a dziś dostęp do sieci jest wręcz koniecznością — mówi Adam Łącki, prezes KRD.
ARC

— Odchylenia od przeciętnego poziomu w 2003 r. i 2010 r. były prawdopodobnie efektem mroźnej zimy, która na dłużej zatrzymała prace budowlane — tłumaczy Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl. Wyjątkową aktywność deweloperów potwierdzają też dane GUS, zgodnie z którymi w pierwszym kwartale spółki rozpoczęły budowę 16,4 tys. mieszkań, poprawiając ubiegłoroczny wynik o prawie 8 proc. W tym samym czasie uzyskały także o 13,3 proc. więcej pozwoleń na budowę niż przed rokiem.

Na pełnych obrotach

Według ekspertów Emmersona, o wysypie inwestycji deweloperskich zadecydowały przede wszystkim bardzo dobre wyniki sprzedażowe spółek z ostatnich kilkunastu miesięcy oraz przeświadczenie, że dobra koniunktura utrzyma się w najbliższym czasie. Wskazują na to m.in. wskaźniki makroekonomiczne, z których najważniejszy to rekordowo niski poziom stóp procentowych. Innym powodem uruchamiania inwestycji na masową skalę są rosnące wymagania Polaków.

— Pokolenie wyżu demograficznego lat 80., które dziś ma już rodziny z dziećmi, zaczyna przeznaczać oszczędności na zakup większego mieszkania lub zamienia małe lokale w starym budownictwie, które nierzadko odziedziczyli w spadku, na takie przystosowane do ich obecnych potrzeb. Decydując się na zamianę mniejszego mieszkania na większe, można, za cenę niewielkich odsetek bankowych, poprawić komfort życia i skorzystać z atrakcyjnych ofert deweloperów. Biorąc pod uwagę zmiany, które wniesie nowelizacja MdM, m.in. zwiększenie dopuszczalnego metrażu mieszkania dla rodzin wielodzietnych oraz to, że od 2016 r. wkład własny w zakup własnego M wzrośnie o kolejne 5 proc., to dobry moment na podjęcie takiej decyzji — mówi Jakub Zagórski, dyrektor sprzedaży i marketingu Skanska Residential Development Poland.

Wysokie progi

Czy niskie stopy procentowe i atrakcyjna oferta wystarczą, by Polacy zaczęli masowo kupować mieszkania? Wiele wskazuje na to, że nie. Powodem jest choćby wzrost cen za 1 mkw. nowych lokali w niektórych miastach. Według danych Reas, w pierwszym kwartale 2015 r. np. w Warszawie poszły one w górę o około 2,3 proc., zaś w Krakowie o 1,1 proc. Potencjalnym kupującym nie sprzyja ponadto wciąż niewielka dostępność mieszkań kwalifikujących się do programu Mieszkanie dla Młodych (MdM) w wielu regionach. Jak wynika z danych Emmersona, nadal najtrudniej jest Krakowie, gdzie jedynie niecałe 11 proc. lokali spełnia warunki programu (spadek o 2,2 pkt. proc.).

Zdecydowanie zmniejszył się także udział takich mieszkań w Warszawie (o 3,9 pkt. proc.) i wynosi niecałe 14 proc. Zniżki zanotowano ponadto we Wrocławiu (o około 2,8 pp.), gdzie niespełna 19 proc. lokali można kupić z dopłatą z rządowego programu. Na tym nie koniec złych informacji. Według badania, jakie na zlecenie Krajowego Rejestru Długów (KRD) przeprowadził TNS, sytuacja ekonomiczna Polaków nie wygląda kolorowo, zaś codzienne koszty utrzymania to dla wielu poważne wydatki. Statystyczna polska rodzina płaci co miesiąc 8 różnych rachunków na łączną kwotę 920 zł, zaś 46 proc. Polaków zdarza się nie regulować w terminie zobowiązań m.in. z powodu braku pieniędzy.

— Koszty życia są w naszym kraju wysokie, a liczba rachunków zamiast maleć, rośnie. Jeszcze kilkanaście lat temu Polacy nie mieli takich zobowiązań jak rachunek za internet czy telefon komórkowy, a dziś dostęp do sieci jest wręcz koniecznością. Rosną comiesięczne zobowiązania i wiele z nich trafia do Krajowego Rejestru Długów — mówi Adam Łącki, prezes KRD. W bazie dłużników jest 5,1 mln nieopłaconych zobowiązań konsumentów na łączną kwotę 17,5 mld zł. Średnia wartość jednego niezapłaconego zobowiązania wynosi 3435 zł.