DisplayLink znów chce rosnąć

MAG
15-07-2010, 00:00

Firma z Doliny Krzemowej nie zatrudniła w Katowicach 70 inżynierów. Ale od lutego przyjmuje do pracy.

Firma z Doliny Krzemowej nie zatrudniła w Katowicach 70 inżynierów. Ale od lutego przyjmuje do pracy.

O DisplayLink, producencie chipów i oprogramowania do przekazywania informacji graficznych między komputerami i ekranami, "PB" informował dwa lata temu. Firma założona w 2003 r. w Kalifornii otworzyła wtedy w Katowicach centrum badawczo-rozwojowe, w którym do końca 2009 r. miało pracować ponad 70 inżynierów.

— Pojawił się kryzys, więc zamroziliśmy plany szybkiego wzrostu. Po 18 miesiącach, na początku tego roku, gdy przybyło zamówień, powróciliśmy do rozbudowy działu w Polsce. Zwiększyliśmy zatrudnienie z 5 do 12 osób, rośniemy, chociaż trudno powiedzieć, czy dojdziemy do 70 osób. Ale w ten poniedziałek zmieniliśmy biuro na trzykrotnie większe — mówi Mariusz Tomaka, szef katowickiego oddziału DisplayLink.

Największym zainteresowaniem klientów DisplayLink cieszy się teraz transmisja bezprzewodowa.

— Firmy chcą dostać się z komputera do ekranu wiszącego na ścianie. Nad takimi rozwiązaniami pracują głównie inżynierowie z Katowic i Cambridge, gdzie jest drugie centrum badawcze — mówi Mariusz Tomaka.

Zlecenia są, perspektywy też, więc firma chce wejść na giełdę.

— Zdarzy się to raczej w ciągu najbliższych dwóch lat i prawie na pewno nie na warszawskiej giełdzie, lecz na rynku, na którym takie firmy jak nasza, są poszukiwane — mówi szef DisplayLink.

To ważna wiadomość dla pracowników firmy. Większość z nich, także w Polsce, ma szansę na zamianę własności intelektualnej na akcje.

Klientami firmy są wszyscy giganci elektroniki: LG, Toshiba, Lenovo, Dell, HP, Asus. Wyjątkiem jest Apple, choć i ten koncern zainteresowany jest oprogramowaniem DisplayLink. Firma sprzedała grubo ponad 1 mln układów scalonych. Dowodem popularności jest tegoroczna inicjatywa Zero Client: Microsoft i HP mają systemy umożliwiające podłączenie do jednego komputera nawet 10 użytkowników. To rozwiązanie sprawdza się m.in. w szkołach. Każdy uczeń ma swój komputer, a nauczyciel decyduje, co wyświetla się na monitorach. To dla firmy powrót do korzeni, bo pierwotnie twórcy algorytmu, który pozwala na wyświetlanie na wielu monitorach informacji z jednego komputera, chcieli pomóc szkołom w Afryce. Wynalazek nie wzbudził zainteresowania. Potem pojawił się inwestor i założono DisplayLink.

Informacja o poszukiwanych kandydatach znajduje się na stronie: www.displaylink.com

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MAG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / DisplayLink znów chce rosnąć