Czytasz dzięki

Długa kolejka do gniazdka

Elektryfikacja kolejnych dziedzin gospodarki pozwoli Europie uniezależnić się od paliw kopalnych

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska podała założenia nowego unijnego planu przeciwdziałania zmianom klimatu. Na dodatkowe inwestycje w rewolucję energetyczną UE będzie wydawać 350 mld EUR rocznie, co do 2050 r. pozwoli zaoszczędzić na imporcie paliw nawet 3 bln EUR. Emisja gazów cieplarnianych natomiast ma zostać ograniczona do 2030 r. o 55 proc. w porównaniu z 1990 r. O tym, jak duża skala zaostrzenia standardów zanieczyszczenia powietrza się szykuje, świadczy fakt, że przyjęty sześć lat temu cel zakładał ich zmniejszenie o 40 proc.

„Odłożenie w czasie działań przeciwdziałających zmianom klimatu nie wchodzi w grę. Długoterminowe zakłócenia związane z ewentualną bezczynnością przełożyłyby się na straty znacznie wyższe od kosztów podjęcia dzisiaj ambitnych działań” — przekonują autorzy planu UE.

Wejście nowych rozwiązań w życie może w dłuższej perspektywie postawić producentów samochodów przed koniecznością wycofania się z produkcji aut z napędem spalinowym. Komisja Europejska zakłada, że między 2021 a 2030 r. normy emisji CO 2 na kilometr dla samochodów osobowych zostaną ograniczone o połowę. Za 10 lat udział energii odnawialnej w transporcie ma sięgnąć w UE 24 proc., czyli 3,5-krotnie więcej niż w 2015 r. To oznaczałoby podążenie drogą Norwegii, gdzie już 60 proc. nowo rejestrowanych pojazdów ma napęd elektryczny, a elektryczność jest produkowana głównie w elektrowniach wodnych. Rewolucja energetyczna w motoryzacji jest wyjątkowo spektakularna, jednak przeciwdziałanie zmianom klimatycznym będzie wymagało elektryfikacji znacznie większej liczby dziedzin życia.

Według danych Europejskiej Agencji Środowiska za 2018 r. transport w UE odpowiada za jedną czwartą emisji gazów cieplarnianych, reszta to skutek m.in. spalania paliw do celów grzewczych, procesów przemysłowych, działalności rolniczej i przetwarzania odpadów. Zaniepokojenie tegorocznymi pożarami lasów na Syberii i w Kalifornii czy rekordowym tempem topnienia lodowców na Grenlandii oznacza, że wszystkie źródła emisji znajdą się pod pręgierzem. W większości przypadków sposobem na zmniejszenie emisji jest szeroko zakrojona elektryfikacja połączona z przestawieniem energetyki z paliw kopalnych na odnawialne źródła. To będzie oznaczało konieczność wielkich inwestycji — trzeba będzie przebudować wiele systemów, które obecnie sprawnie funkcjonują. Po autach o napędzie spalinowym pierwsze w kolejce do likwidacji stoją piece grzewcze — nie tylko na paliwa stałe, ale także na gaz.

Potencjał, by je zastąpić, mają geotermalne pompy ciepła, które wykorzystują ciepło zgromadzone pod powierzchnią ziemi. Dużo trudniejsza będzie elektryfikacja produkcji stali i cementu. Te dwie dziedziny odpowiadają za 14 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych, co w ogromnej mierze wynika ze spalania paliw wytwarzających temperaturę przekraczającą 1000 stopni Celsjusza. Możliwym rozwiązaniem jest wprowadzenie pieców na wodór, którego spalanie praktycznie nie wywołuje emisji CO 2.

Tak zwany zielony wodór wytwarza się z wody za pomocą elektryczności pozyskiwanej ze źródeł odnawialnych. Problem w tym, że taki proces jest dwukrotnie droższy od produkcji z gazu ziemnego — obliczył ośrodek Bloomberg NEF. Choć nowa unijna polityka klimatyczna kładzie nacisk na produkcję zielonego wodoru, to stworzenie związanej z tym zupełnie nowej gałęzi przemysłu będzie wymagało dużo czasu. Zapewne znacznie więcej niż rozwój produkcji pomp ciepła czy budowa sieci ładowania aut elektrycznych.

Kolejnym wyzwaniem będzie zwiększenie produkcji elektryczności, w tym zwłaszcza ze źródeł odnawialnych. Na razie przestawienie się na nie jako poważny cel przyjęli głównie reprezentanci europejskiego sektora energetycznego. Takie zaniedbania mogą się jednak zemścić, bo szacunki mówią o konieczności zwiększenia produkcji energii o 75 proc.

Tymczasem niektóre branże mogą mieć duży problem z elektryfikacją. Żadne silniki elektryczne ani akumulatory nie mają tyle mocy, żeby je wykorzystać do napędzania statków towarowych czy samolotów. Potencjał na paliwo przyszłości w transporcie morskim naukowcy widzą w amoniaku, wodorze, gazie LNG, biopaliwach, metanolu i energii jądrowej, ale w lotnictwie tylko wodór. Rewolucja energetyczna nie dokona się też sama z siebie. Aby firmy inwestowały w wielkie projekty, rządy muszą stworzyć jasne zasady gry. Potrzebne będą subsydia i ulgi podatkowe, ale przede wszystkim przewidywalność i spójność zmian w regulacjach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane