Końcówka tygodnia na warszawskim parkiecie nie różniła się zbytnio swym przebiegiem od większości sesji w tym okresie i upłynęła bez większych emocji. Po korekcie wzrostów na rynkach amerykańskich trudno było spodziewać się wyraźniejszej poprawy nastrojów. Przez większość dnia WIG20 pozostawał poniżej wczorajszego zamknięcia i chociaż w końcówce większość strat udało się odrobić to jednak obraz naszego rynku daleki jest od optymizmu.
Otwarcie wszystkich wskaźników koniunktury wypadło poniżej poziomów z czwartku, choć poza NIF-em i TechWIG-iem przecena była raczej symboliczna i nie przekroczyła 0.3%. Na początku notowań podaż była raczej bierna co ułatwiło zainicjowanie ruchu wzrostowego. W efekcie indeks WIG20 ruszył do góry i wyszedł na plus. Przewaga byków nie trwała jednak długo i po raz kolejny skuteczną zaporą okazały się okolice 1300 pkt., gdzie popyt znowu odpuścił. Wykorzystały to niedźwiedzie, które ponownie sprowadziły rynek poniżej poziomów zamknięcia z czwartku. Po raz kolejny doszło również do testu dolnej granicy wsparcia w strefie 1285-1300 pkt., które znowu udało się obronić. Podziałało to mobilizująco na najaktywniejszą część popytu, która od tego czasu starała się podciągnąć wskaźnik w górę. Sztuka ta w sporym stopniu się udała i w rezultacie większość strat udało się odrobić. Dzięki temu dzisiejsze notowania WIG20, podobnie jak i WIG zakończyły niemal bez zmian w stosunku do poprzedniej sesji.
Tradycyjnie już największym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się walory Pekao, PKN i TPSA, do których dołączył dziś BRE. Powody do zadowolenia mogli mieć jednak tylko akcjonariusze pierwszej z tych spółek, która zanotowała wzrost o prawie 1.4% i miała spory udział w tym, że na rynku nie doszło do przeceny. Z giełdowych „średniaków” nieźle zachowywały się natomiast Budimex i Rolimpex.
Tradycją w ostatnich dniach na warszawskim parkiecie stają się testy dolnej granicy wsparcia w obrębie 1285-1300 pkt. Tak było również i dziś, a byki po raz kolejny zdołały obronić tę barierę. Nie jest to jednak sygnał dający powody do zbytniego zadowolenia, gdyż takie balansowanie na krawędzi może skończyć się źle przy kolejnych atakach strony podażowej, które są dość prawdopodobne. Na rynku brak jest bowiem obecnie impulsów, które mogłyby pobudzić popyt do większej aktywności oddalając tym samym groźbę przebicia wsparcia i pogłębienia przeceny. Nawet do wydarzeń na giełdach światowych rodzimi inwestorzy podchodzą z rezerwą i obojętnie, co pokazała chociażby reakcja rynku na środową zwyżkę za oceanem. W efekcie mamy do czynienia z męczącym marazmem, który zaczyna dawać się we znaki nawet najbardziej wytrwałym inwestorom. Niewykluczone, że taki stan utrzyma się jeszcze w najbliższych dniach, bo chociaż nie można wykluczyć, że byki będą starały się nadal bronić wspomnianego wsparcia, to jednak trudno raczej liczyć na to by wkrótce zdołały zmobilizować się na tyle by zainicjować większe odbicie.
Jacek Buczyński
DM PBK S.A.