Publikowane dane makroekonomiczne z Polski potwierdziły obawy inwestorów o spowolnienie gospodarcze kraju. Wskaźnik dynamiki produkcji przemysłowej za lipiec spadł do poziomu 5,6% r/r wobec 7,3% r/r w czerwcu. Analitycy tymczasem szacowali jego wzrost do poziomu 7,4% r/r. Spadkowy trend wartości tego wskaźnika wskazuje na możliwe dalsze słabe jego odczyty, a tym samy niższe niż wcześniej zakładano PKB za rok 2008. Obecnie oczekuje się wartości na poziomie 5,0%, wcześniej natomiast zakładano 5,5% tempo rozwoju polskiej gospodarki. W obliczu tej sytuacji rynek walutowy nie spodziewa się kolejnych podwyżek stóp procentowych, przynajmniej do czasu poznania danych o sierpniowej inflacji. Na najbliższym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, zaplanowanym na 26 i 27 sierpnia nie powinno zatem dojść do zmiany głównej stopy procentowej, która obecnie wynosi 6,0%. Prawdopodobnie RPP wstrzyma się ze zmianami kosztu pieniądza do czasu październikowej projekcji inflacji, wtedy znane też będą dane o PKB za II kwartał. Jak wynika ze sprawozdania z lipcowego posiedzenia Rady, jej członkowie wstrzymali się ze zmianą stóp procentowych, mimo iż padł wniosek o podwyżkę o 25 pb. Większość członków RPP uznała jednak, że silna aprecjacja złotego, oczekiwane zmniejszenie napięć na rynku pracy i spowolnienie gospodarcze oraz dokonane wcześniej podwyżki, pomogą inflacji wrócić do celu w średnim terminie. Ponadto członkowie Ci wskazywali, że zbyt duża skala podwyżek kosztu kredytu może sprzyjać nadmiernej aprecjacji polskiej waluty, co w połączeniu z pogorszeniem perspektyw wzrostu gospodarczego za granicą wiązałoby się z ryzykiem osłabienie eksportu. W sprawozdaniu pojawiło się również stwierdzenie, że pełniejsza ocena ryzyka utrzymania się inflacji na podwyższonym poziomie będzie możliwa po analizie danych napływających w kolejnych miesiącach.
Jeśli chodzi o dane poznane w ostatnim tygodniu, to wskazują one na
wyhamowanie rosnącej inflacji. Wskaźnik cen produkcji sprzedanej (inflacja PPI)
spadł w lipcu z poziomu 2,6% r/r do 2,3% r/r. Natomiast „nowy” wskaźnik inflacji
bazowej za lipiec wyniósł 2,2% r/r, czyli tyle samo ile w lipcu. Konsensus
rynkowy zakładał jego wzrost do poziomu 2,3%. Duże znaczenie dla kierunku
przyszłej polityki pieniężnej prowadzonej przez RPP ma właśnie wartość inflacji
bazowej (czyli bez cen żywności i energii). Członkowie RPP wielokrotnie
podkreślali, że jej wzrost oznaczać będzie konieczność dalszego zacieśniania
polityki pieniężnej. Ponieważ wskaźnik ten się ustabilizował, a szczyt
inflacyjny przewidywany jest na sierpień, kolejne podwyżki stóp procentowych w
tym roku wydają się być niepotrzebne. Tym bardziej, że rosną obawy o kondycję
polskiej gospodarki. Scenariusz ten oznacza zatem osłabienie złotego. W dalszym
ciągu nie można wykluczyć wzrostu kursu EUR/PLN w okolice poziomu 3,4000, także
zwyżka pary USD/PLN powyżej 2,3500 jest bardzo realna. To czy wspomniane poziomy
zobaczymy, poza sytuacją w kraju, uzależnione będzie również od kursu EUR/USD.
Dopóki para ta znajduje się poniżej poziomu 1,5000 nie należy spodziewać się
powrotu złotego do aprecjacji.
Od początku bieżącego tygodnia na światowym
rynku walutowym miała miejsce korekta lipcowych spadków. Na wykresie eurodolara
widoczna była tendencja wzrostowa, a dzienne oscylatory wykazywały niskie
poziomy, co sugerowało kontynuację wzrostów. Dolar osłabiał się również w
stosunku do jena. Jak jednak pokazał dzisiejszy dzień, rynek walutowy bywa
nieprzewidywalny – od rana bowiem ma miejsce umocnienie amerykańskiej waluty.
Kurs EUR/USD przebił już wsparcie 1,4800, USD/JPY natomiast znajduje się na
poziomie 109,80 i odrobił już wczorajsze spadki. W stosunku do pozostałych
walut, w ciągu ostatnich dni dolar albo pozostawał w konsolidacji, albo
nieznacznie osłabiał się, koniec tygodnia przyniósł jednak umocnienie
amerykańskiej waluty wobec całego koszyka. W obliczu słabych fundamentów oraz
braku perspektyw końca kryzysu na rynku finansowym w USA, oczekuje się, iż
amerykańska waluta powróci jednak do spadków.
Mijający tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych danych makroekonomicznych. Poznaliśmy bilans handlu zagranicznego ze strefy euro oraz nieco danych dotyczących sektora przemysłowego. Saldo na rachunku handlowym w czerwcu było ujemne i wyniosło -0,1 mld euro – wynik ten okazał się lepszy niż w zeszłym miesiącu, kiedy bilans wykazywał deficyt 4,6 mld euro. Mimo to dane rozczarowały – prognozy przewidywały bowiem nadwyżkę wysokości 1,2 mld euro. Nastroju nie poprawiły również odczyty wskaźników z sektora przemysłowego – wskaźnik PMI, określający aktywność gospodarczą w sektorze wyniósł w sierpniu 47 pkt., co oznacza nieznaczny spadek w stosunku do lipca. Spadły również zamówienia przemysłowe o -0,3% w stosunku do maja i -7,4% rok do roku. Odnośnie danych makro ze Stanów Zjednoczonych w mijającym tygodniu rynek poznał wskaźnik PPI oraz wzrost liczby nowo rozpoczętych projektów budowy domów. Inflacja cen producentów wyniosła 1,2% miesiąc do miesiąca i 9,8% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Jeśli chodzi o dane z rynku nieruchomości, w lipcu nastąpił spadek liczby projektów budowlanych o 11% w stosunku do czerwca. Wskaźnik ten jest bardzo istotny dla gospodarki amerykańskiej, ponieważ odzwierciedla nie tylko nastroje inwestycyjne, ale również stan całej gospodarki USA. Niepokój na rynku pogłębiła wypowiedź byłego głównego ekonomisty Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kennetha Rogoff'a. Przewiduje on, iż gospodarka amerykańska jest dopiero w połowie recesji i że najgorsze ma jeszcze przed sobą.
Rynek z niecierpliwością oczekuje na dzisiejsze wystąpienie szefa Fed Bena
Bernanke na sympozjum zorganizowanym przez Bank of Kansas. Inwestorzy liczą, iż
prezes Rezerwy Federalnej rzuci nieco światła na obecną sytuację gospodarczą w
USA oraz czekają na sugestie odnośnie przyszłego kierunku polityki pieniężnej w
Stanach Zjednoczonych.
Na rynku surowcowym w mijającym tygodniu miała miejsce
konsolidacja, wybicie z której przyszło w czwartek. Dotyczyło ono głównie rynku
ropy naftowej – cena za baryłkę „czarnego złota” wzrosła w ciągu jednego dnia o
6 dolarów do poziomu 120,9 dolarów. Powodem wzrostów były napięcia polityczne
pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją – drugim największym na świecie
eksporterem ropy naftowej. Przedmiot napięć stanowiło podpisanie porozumienia
pomiędzy Polską a USA, dotyczącego umieszczenia na terenie naszego kraju
elementów tarczy antyrakietowej. Rosja zapowiedziała, iż nie ograniczy się
jedynie do protestu dyplomatycznego. Sytuację poprawiło nieco ogłoszenie przez
OPEC zwiększenia dostaw surowca a także dzisiejsze umocnienie dolara względem
koszyka walut. Obecnie cena ropy naftowej kształtuje się na poziomie 119 dolarów
za baryłkę.
Joanna Pluta, Mikołaj Kusiakowski
Autorzy są analitykami Departamentu
Doradztwa i Analiz DM TMS Brokers