W zeszłym tygodniu wskaźnik Dow Jones pierwszy raz w historii przekroczył barierę 17 tys. pkt. Tymczasem indeks szerokiego rynku S&P500 zakończył zwyżką już sześć kwartałów z rzędu.
Jednak zdaniem Billa Grossa, amerykańskiemu rynkowi akcji wciąż jest daleko do bańki. Zarządzający największym na świecie funduszem Pimco Total Return Fund odwołuje się do swojej koncepcji, mówiącej, że po ostatnim kryzysie finansowym stopy procentowe w globalnej gospodarce nie powrócą już do wcześniejszych poziomów.
— Bazując na naszych założeniach dotyczących stóp, rynek nie jest tak przegrzany, jak niektórzy twierdzą. Jeśli stopy procentowe osiągną docelowo 2 proc., zamiast 4 proc., które jest historyczną normą, to akcje przy wskaźniku Dow Jones sięgającym 17 tys. punktów byłyby atrakcyjne — powiedział Bill Gross.
To oznaczałoby, że wyceny akcji, podobnie jak i innych aktywów, powinny ulec przewartościowaniu. Stworzony przez ubiegłorocznego noblistę Roberta Shillera wskaźnik CAPE, uważany za papierek lakmusowy do wykrywania baniek, jest obecnie dużo wyższy od historycznej średniej. Będący oczyszczoną z wahań koniunkturalnych wersją wskaźnika cena/zysk współczynnik sięgnął 25,6, choć przeciętnie w historii jego wartość wynosiła 16,55. Jego zdaniem, trwale niższe stopy procentowe oznaczają, że normalna wartość wskaźnika kształtowałaby się obecnie wokół 20-22.
— Wskaźnik CAPE sięgający 25 wcale nie jest tak nadmuchany, jakby się mogło wydawać — powiedział Bill Gross.