Zabieranie do domu pracy lub związanych z nią frustacji nie jest dobre. Chyba że chce się podzielić problemami z mężem czy żoną.
"Puls Biznesu": Rozmawiać ze współmałżonkiem o pracy, czy lepiej zostawiać sprawy firmy za drzwiami domu?
Katarzyna Korpolewska, psycholog, właścicielka firmy doradczo-szkoleniowej Profesja: Nie powinno się przynosić do domu pracy ani w teczce, ani w znaczeniu odreagowania frustracji z nią związanych, złych emocji. Nie jest to dobre dla nas ani dla naszych rodzin. Ale dzielenie się problemami z bliską osobą jest naturalne i potrzebne. Trzeba mieć gdzieś wsparcie.
To pomaga?
Mąż, żona czy przyjaciel wysłuchają, przedstawią swój punkt widzenia, poradzą. Niektórzy, opowiadając komuś o emocjonujących ich sprawach, nie oczekują porady. Wystarczy im, że mówiąc o nich, porządkują je sobie w głowie. Spojrzenie na siebie z boku pozwala też nabrać dystansu do problemów, które często tak naprawdę tkwią w naszym umyśle. Rozmawiając o tym, co nas emocjonuje, dajemy się poznać z każdej strony. Mamy szansę, by się lepiej rozumieć, bo inaczej pewne nasze zachowania stają się dla drugiej strony nieczytelne. Dzielimy się z bliskim człowiekiem problemami, tak samo jak dzielimy z nim życie.
Ale druga strona nie zawsze chce nas wysłuchać.
Ludzie w związkach są raczej nastawieni na wygadanie się niż na słuchanie. Zależy więc, o czym opowiadamy. Biurowe plotki o osobach, których nasz partner nie zna, niekoniecznie muszą go interesować. Irytujące może być, gdy wciąż powtarzamy, że mamy do zrobienia trudny projekt, ale nie wiemy jak. I narzekamy, nie wiadomo na co i na kogo. Zwłaszcza mężczyźni mają czasem problem z wysłuchiwaniem takich historii.
Zwłaszcza gdy to żona wciąż mówi i mężowi trudno się przebić z własnymi kłopotami.
Dlaczego? Gdy skończy, powinien powiedzieć, że teraz on chciałby podzielić się z nią problemami. Czasem jest zresztą odwrotnie. To mężczyzna opowiada, co się wydarzyło w pracy, a gdy niepracująca żona zaczyna mówić o tym, co się działo w domu, jego to nie interesuje.
No to jak rozmawiać?
Błąd polega na tym, że ludzie nie mówią, czego oczekują od słuchacza, po co mu coś opowiadają. A warto pewne rzeczy określić, powiedzieć: "wysłuchaj mnie, proszę, bo mam problem i nie wiem, jak go rozwiązać. Doradź mi". Mówmy o tym, co czujemy, co nas zirytowało.
Takim rozmowom mogą się przysłuchiwać dzieci?
Zależy jak bardzo sytuacja jest dla nas emocjonująca. Z jednej strony — nie ma w tym nic złego. Przeciwnie — dzieci mają okazję zobaczyć, że tak jak one w szkole mają swoje problemy z kolegami czy z nauczycielami, tak samo ich rodzice mogą mieć problemy ze współpracownikami, szefami, klientami itd. Ale przestrzegam przed mówieniem przy dzieciach o szefach czy kolegach "ten idiota, baran, debil" etc. Jesteśmy dla dzieci wzorem, który starają się naśladować. Jeśli słyszą takie wypowiedzi, to nie dziwmy się, że tak samo będą mówiły o swoich kolegach czy nauczycielach.