ocenia Jacek Utko*
Mieczysław Groszek pełni funkcję prezesa BRE Leasing od stycznia 2002 r. Zajął gabinet po swoim poprzedniku, Adamie Martowskim, na razie przyzwyczaja się do stylu, jaki preferował poprzedni prezes. W tej chwili niczego nie zmienia. Nie chce zaczynać kariery prezesa BRE Leasing od meblowania gabinetu. Zamierza odczekać jakiś czas, niezbędny do zadomowienia się na nowym stanowisku. Liczy też na poprawę sytuacji na rynku.
Budowanie swojego wizerunku uzależnia od wielu czynników. Pierwszym z nich jest kondycja zarządzanej przez niego firmy i jej udział w rynku, drugim — siła marki i znajomość logo, trzecim — pozycja marketingowa firmy. Oprawę, jaką daje wnętrze gabinetu, stawia dopiero na czwartym miejscu.
Wnętrza siedziby spółki nie charakteryzują się niczym szczególnym. To typowo biurowe pomieszczenia z katalogowymi meblami dostarczonymi przez producenta, firmę Antom. Pokoje członków zarządu są niewielkie i wyposażone w te same meble, co pomieszczenia pracowników.
Wyróżnia się tylko gabinet prezesa. Jest największy, bo — jak podkreśla Mieczysław Groszek — prezes z racji pełnionej funkcji powinien być wyróżniony. Dodatkowym elementem, który z pewnością nie ujdzie uwagi odwiedzającego biuro, są henrykowskie meble. W tym stylu urządzona jest również sala konferencyjna.
W tradycyjnie urządzonym gabinecie nie zabrakło nowoczesnych elementów. Na stylowym biurku stoi komputer (poprzedni prezes nie burzył charakteru pokoju elektronicznymi dodatkami), a w kącie telewizor, na monitorze którego prezes śledzi dane z giełdy. Twierdzi, że to przyzwyczajenie z pracy w BRE Banku, gdzie był odpowiedzialny za inwestycje.
Prezes Groszek generalnie jest zwolennikiem nowoczesnych wnętrz. Prawdopodobnie więc przyszłe zmiany w gabinecie będą kompromisem pomiędzy ergonomią (podkreśla, że np. henrykowskie krzesła są niewygodne), a współczesnym, designerskim wystrojem. Nie ukrywa, że nietypowe pomysły są kosztowne. Problem ten dotyczy wszystkich menedżerów, którzy coraz częściej podporządkowują oryginalność twardym rygorom kosztowym.
Dodaje też, że być może zastąpi wiszące na ścianach obrazy Wojciecha Kossaka (którego malarstwo bardzo ceni poprzednik), pracami swojej córki, studentki warszawskiej ASP.
Dosyć szczególnym obrazem, który wisi w gabinecie prezesa, jest portret poprzednika, Adama Martowskiego. Obecność tego dzieła nie przeszkadza prezesowi Groszkowi. Przyznaje, że w BRE Banku również praktykuje się wieszanie portretów odchodzących prezesów. Mają one za zadanie pokazywać pewną ciągłość w zarządzaniu i płynność w przejmowaniu sterów firmy.
W gabinecie na razie nie ma wielu osobistych rzeczy prezesa. Jedynie kilka pamiątkowych statuetek. Mieczysław Groszek twierdzi, że potrzebuje jeszcze czasu, żeby przyzwyczaić się do wnętrza gabinetu. Jednak w pełni świadomie „autoryzuje” je i być może nawet kiedyś polubi.
* grafik, architekt, dyrektor artystyczny „Pulsu Biznesu”
