Kilka godzin gościł w Waszyngtonie – najpierw w Białym Domu spotkał się z Josephem Bidenem, a potem na Kapitolu przemawiał do połączonych izb Kongresu USA. Tak dosłownie pierwszym państwem, w którym postawił stopę poza Ukrainą, była Polska, ponieważ granicę przekroczył koleją, zaś w powietrze wzbił się dopiero z portu Rzeszów Jasionka. Od 300 dni to lotnisko wraz z najbliższą infrastrukturą stało się drugim co do znaczenia militarnego ośrodkiem NATO w Europie, po stałej bazie Ramstein w RFN. Ze względów bezpieczeństwa podróż Wołodymyra Zełenskiego aż do samego wylotu otoczona była ścisłą tajemnicą.
Cel wizyty był oczywisty – uzyskanie potwierdzenia dalszego zaangażowania USA w obronę Ukrainy przed rosyjskim najazdem. Wołodymyr Zełenski doskonale zdaje sobie sprawę, że najbardziej górnolotne wyrazy politycznego poparcia dla heroizmu jego narodu i międzynarodowe nagrody, zaś z drugiej strony potępienie i sankcje wobec Rosji mają bardzo ograniczony wpływ na sytuację militarną. Przetrwanie niepodległej Ukrainy, szczególnie podczas ciężkiej zimy, zależy od zwiększonych dostaw skutecznej broni, przede wszystkim zwalczającej rosyjskie rakiety, samoloty i drony.

Szczegóły bezpośrednich rozmów prezydentów naturalnie okryte są tajemnicą. Politycznie Wołodymyr Zełenski odniósł rzecz jasna sukces, uzyskując zarówno od Josepha Bidena, jak też od Kongresu w obecnym składzie obietnice amerykańskiego zaangażowania we wspieranie Ukrainy tak długo, jak będzie to konieczne, w tym poprzez zapewnienie pomocy wojskowej, gospodarczej i humanitarnej. W tym pierwszym obszarze ukraiński gość wraca z kompromisem, ponieważ musiał przyjąć do wiadomości nierealność części oczekiwań. Ogromnym krokiem naprzód jest uzyskanie baterii systemu obrony powietrznej Patriot, zestawów umożliwiających przekonwertowanie bomb lotniczych w pociski naprowadzane oraz amunicji artyleryjskiej. Nie ma natomiast mowy o wyposażeniu Ukrainy w amerykańskie nowoczesne środki ofensywne dalszego zasięgu, umożliwiające atakowanie celów na terytorium Rosji – tej w uznawanych międzynarodowo granicach sprzed 2014 r. Joseph Biden obawia się eskalacji wojny, czyli sprowokowania Władimira Putina do użycia broni jeszcze bardziej zabójczej. W tle chodzi oczywiście o zagrożenie użyciem taktycznej – czyli rażenia terytorialnie ograniczonego – broni jądrowej, bo raczej nie gazowej. Generalnie amerykańska doktryna zdefiniowana jest w tytule tego tekstu. Niestety, z definicji zakłada ona nieprzewidywalną przewlekłość napastniczej wojny. Prezydenci Ukrainy i USA potwierdzili zgodność, że w obecnej fazie nie mają sensu rokowania pokojowe, jako że car Kremla wyklucza ewentualność wycofania się choćby na pozycje sprzed 24 lutego.
Wizyta Wołodymyra Zełenskiego akurat teraz ma jeszcze jeden ważny kontekst. 117 Kongres USA właśnie obraduje na sesji pożegnalnej, starając się dopiąć przed Bożym Narodzeniem – a już na pewno do sylwestra – wszelkie sprawy w toku, na czele z przyszłorocznym budżetem. 3 stycznia 2023 r. rozpocznie działalność 118 Kongres, w którym odnowioną Izbę Reprezentantów przejęli Republikanie. Demokraci utrzymali władzę w Senacie, ale dualizm izb stworzy prezydentowi wiele problemów nieznanych w pierwszych dwóch latach jego kadencji. Niestety, może odbić się także na pomocy dla Ukrainy, ponieważ część kongresmenów głównie republikańskich uważa, że kosztuje ona budżet USA już zbyt dużo.
