Dobra decyzja. Chyba

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2017-05-25 22:00
zaktualizowano: 2017-05-25 16:49

Myślisz, że masz własne zdanie? Nie masz. Ja też nie. Niby nie lubię SUV-ów, a chcę takiego. Ty też chcesz albo już masz. Choć ani ty, ani ja go nie potrzebujemy.

Coraz częściej się zastanawiam, ile mojej decyzji jest w mojej decyzji. Czy ja w ogóle jeszcze panuję nad własnym życiem i tym, na co wydaję pieniądze? Po krótkiej analizie zawartości kieszeni, szafy i teście najnowszej odsłony Audi Q5 wiem, że ostatnią moją suwerenną decyzją finansową było wydanie ostatnich pieniędzy z kieszonkowego na portfel.

Suvomania

Dorastanie — w przypadku faceta — postępuje bardzo powoli. I w zasadzie się nie kończy. Siwizna jest! Zmarszczki atakują grupami! Do policzenia wiosen nie starcza już palców. A do odmierzenia poczucia odpowiedzialności ciągle wystarcza naparstek. Biorą, co chcą, rzadko zważając na konsekwencje. A potem po ratunek. Do kobiet, rzecz jasna.

Widać to w życiu, widać w motoryzacji. No bo niby po co ty kupiłeś, a ja chcę SUV-a? Jeden racjonalny powód. Widzisz? Nie ma. A jeśli chodzi o SUV-a premium? Totalne szaleństwo! A jednak. Jeśli jeszcze nie masz SUV-a, to się rozejrzyj na światłach. Co widzisz? Nie oczy i twarz kierowcy. Klamkę jego SUV-a. A on na ciebie spoziera z góry. I jest dumny, bo ma już SUV-a. A ty kiedy będziesz miał?

Jeszcze 15 lat temu parking centrum handlowego wypełniały sedany i kompakty. Dzisiaj? Przyjedziesz kompaktem i czujesz się jak dżokej na zjeździe koszykarzy. Może trochę przesadzam, ale tylko po to, by uwypuklić fakty: w 2016 r. co czwarty z 15 mln sprzedanych na Starym Kontynencie samochodów był SUV-em. Polska jest jeszcze bardziej „usuvowiona”. 27 proc. zarejestrowanych u nas nowych aut pozwalało na „patrzenie z góry”. Europejski wzrost zainteresowania SUV- -ami nie pozostawia złudzeń: zalewają nas. Inne segmenty wzrosły średnio o około 2,2 pkt proc., a dla SUV-ów wzrost wyniósł 21,4 pkt proc.

Pomyślcie: w 2015 r. sprzedano w Europie około 3,2 mln SUV-ów, a w 2016 już 3,9 mln. Przez rok 700 tys. Europejczyków więcej stwierdziło: Hej, potrzebuję uterenowionego auta zamiast kombi, gdyż nader często wybieram się poza utwardzone szlaki z rodziną na łono? Przecież to tak niedorzeczne jak to, że wszyscy mieszkańcy, powiedzmy Wrocławia, jednocześnie przechodzą na wegetarianizm, „gdyż nader często doświadczali okrucieństwa wobec zwierząt hodowlanych”.

Jaki jest sekret sukcesu wege… przepraszam, SUV-ów? Są dwa. Pierwszy to połączenie kilku cech: auta kombi lub MPV (to takie miniwany) z terenowym. Drugi to przekonanie nas, że takiego połączenia potrzebujemy. Bo zamiast wydawać na trzy różne, racjonalniej będzie wydać na jeden. Nawet jeśli więcej. Dlatego SUV-y bezlitośnie podgryzają kolejne segmenty: najpierw popsuły sprzedaż segmentu D, teraz gryzą segment C, który trzyma się już tylko dzięki zakupom firm. Na dobrą sprawę wykończyły MPV. Zakładają obozy w segmencie B. I rządzą w premium. Porsche, BMW, Mercedes, Volvo budują swoją przewagę właśnie dzięki SUV-om. Podobnie Audi z niepodzielnie panującym Q5.

Król oferty

W zeszłym roku Audi sprzedało na świecie prawie 1,9 mln aut. Z tego aż 280 tys. miało na tylnej klapie oznaczenie Q5. Żadna inna propozycja tej firmy nie sprzedawała się lepiej. W Polsce aż 25 proc. nowych Audi, które wyjeżdżają z salonów, to Q5. W liczbach to 2682 auta. Ludzie po prostu chcą Q5. Tak jest, odkąd ten model zadebiutował w 2008 r., Audi doskonale się wstrzeliło w tendencję: Chcemy SUV-a! Dlaczego?, Nie wiemy! W rezultacie Q5 szybko stał się najchętniej wybieranym modelem marki i najlepiej sprzedającym się SUV-em w swojej klasie.

Zaprojektowanie auta kolejnej generacji nie było zatem łatwe. Pojeździłem nim. Oto wnioski. Pierwsze Q5 okazało się sukcesem, bo doskonale wstrzeliło się w opisaną tendencję. Druga generacja będzie sukcesem z tych samych powodów. SUV-owa tendencja nie słabnie. Ale pojawiła się też nowa, technologiczna.

Pewnie dlatego Audi napakowało do środka tak wiele systemów asystujących, że mogłyby z powodzeniem założyć związki zawodowe. Auto jest nieznacznie większe i lżejsze. Wnętrze to w praktyce misz-masz elementów znanych z innych modeli. Ale misz-masz ze smakiem. Do wyboru są dwa diesle (2,0 TDI) o mocy 150 lub 190 KM i jeden silnik benzynowy, też dwulitrowy, o mocy 252 KM. Skrzynie są manualne lub automatyczne i oczywiście legendarny napęd Quattro. Można też wyposażyć swoje nowe Q5 w pneumatyczne zawieszenie. I w zasadzie to jedyne, o czym możesz decydować. Bo decyzję o tym, że kupisz SUV-a (kto wie, może i Q5), już podjęto.

Nie masz chyba wątpliwości, że popularność SUV-ów jest rozdmuchiwana przez marketing jak palenisko przez miech kowala, a twoja decyzja o wyborze kolejnego auta jest wynikiem analizy skażonej tzw. content marketingiem, wlewanym nam do głów jak pasza w gęsie gardła. Na domiar złego całkiem niedługo już nie tylko to, czym, ale też jak jedziesz, przestanie zależeć od ciebie. Gdyby tylko przepisy na to pozwalały, nowe Q5 już potrafiłoby samo jeździć po publicznych drogach. Jeszcze osiem lat temu, podczas debiutu pierwszej generacji, było to nie do pomyślenia. Dzisiaj największe koncerny pracują nad rozwojem aut autonomicznych, które potrafią inteligentnie współpracować z kierowcą.

Rozwój autonomii sprawił, że nowe Q5 potrafi samodzielnie się utrzymać na obranym torze jazdy, wykryje ludzi wchodzących bez ostrzeżenia na jezdnię i zahamuje przed człowiekiem lub przeszkodą. Nawigacja satelitarna za sprawą rozpoznania ukształtowania terenu we współpracy z asystentem wydajności zaplanuje trasę z uwzględnieniem oszczędności paliwa, a przy okazji w razie potrzeby poinformuje o utrudnieniach na drodze i wyznaczy objazd. Korzystający z radaru tempomat z automatyczną regulacją odległości między pojazdami potrafi, dzięki funkcji asystenta jazdy w korkach, przejąć prowadzenie pojazdu w spowolnionym ruchu. Robi wrażenie, prawda? A to wciąż nie wszystko.

Konfigurator w ajfonie

W Europie SUV-y ze względu na ceny (zazwyczaj wyższe nich sedanów czy kombi) stanowią raczej wyraz pozycji społecznej: kto ma SUV-a, temu zapewne dobrze się powodzi. Kto ma SUV-a premium, temu zapewne powodzi się jeszcze lepiej. Moda na SUV-y jest genialnym marketingowym zagraniem z gatunku: „stwórz na coś popyt, przekonując ludzi, że tego chcą”.

Wykorzystuje też ludzką skłonność do podążania za stadem i do wygody: ktoś robi coś za ciebie. I proszę, ty też nie chcesz już siedzieć nisko w swojej osobówce i znosić wywyższonych spojrzeń. Nie chcę i ja. Ale doprawdy… nie wiem, dlaczego. I tak, nie wiedząc o tym, konfiguruję sobie nowe Audi Q5 w moim ajfonie 7.

Obok porozrzucanych po mieszkaniu raybanów, zegarków i innych Tommych Hilfigerów, stoją nowe conversy. To w nich pójdę do księgowej, by sprawdziła, czy stać mnie na około 2800 zł miesięcznej raty na moje Q5. I podejmując suwerenne decyzje, znowu będę kupował rzeczy, których nie potrzebuję, za pieniądze, których nie mam, żeby dorównać ludziom, których nie znam. No, ale to moja decyzja. Chyba... &