Dobre, bo polskie

Rafał Kerger
opublikowano: 19-02-2007, 00:00

„Dlaczego nie!”, „Ryś” i „Świadek koronny”. Czy komuś to coś mówi? Od dziś musi, bo właśnie te filmy przeszły do historii.

Kiedy otrzymałem tę informację, poczułem się jak bohaterowie „Rysia” Stanisława Tyma, którzy w kulminacyjnej scenie „kultowej kontynuacji” obserwują, jak świat staje do góry nogami (symbolizuje to odwrócona tęcza). Tego od dawien dawna nie było. Na czele naszej listy box office pierwsze trzy miejsca zajmują wyłącznie polskie filmy — i nie są to adaptacje prozy. Komercyjne „Dlaczego nie!” (Studio Interfilm), „Ryś” (ForumFilm) i „Świadek koronny” (ITI Cinema) przyciągnęły w ubiegłym tygodniu około miliona widzów i przyniosły już razem 30 mln zł wpływów.

Wieloletnia hegemonia hollywoodzkich produkcji została tym samym obalona. I to bez wydatnej pomocy Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, który akurat do produkcji żadnego z wymienionych wyżej hitów się nie dołożył.

Zapowiada się wielki rok

— Ostatnio tak dobra sytuacja, jeśli idzie o miejsca naszych filmów w box office — była w 2001 r. — zaczyna rozmowę z nami Sławomir Salamon, szef studia Forum Film, zajmującego się dystrybucją „Rysia”.

Wtedy w marcu w kinach pojawiły się filmowe adaptacje powieści „W pustyni i w puszczy” oraz „Przedwiośnie”. Potem we wrześniu dołączyło do nich „Quo vadis” i zdeklasowało wszystkich.

Sukcesy „Rysia” i innych polskich filmów cieszą, tym bardziej że w kinematografii pierwszy kwartał zwykle decyduje o tym, jakie będą wyniki całej branży w danym roku .

Zwykle, gdy jest dobrze, rocznie do kin przychodzi około 30 milionów Polaków, z czego w pierwszym kwartale średnio 12 milionów. Tak zdarzyło się w 2004 r. Tak być może będzie i teraz. Tę regułę znają zresztą już niemal wszyscy polscy producenci, stąd presja i chęć, by puścić swój film na rynek w styczniu lub w lutym.

Co ciekawe, o sukcesie polskiego kina — oszałamiającym i komercyjnym, co nie jest bez znaczenia — zadecydował tym razem nie tylko sentyment do historii i dobra obsada. W „Rysiu” występuje plejada uznanych gwiazd: ze Stanisławem Tymem, Markiem Kondratem i Zofią Merle na czele. W „Dlaczego nie!” gra Maciej Zakościelny (okrzyknięty polskim Bradem Pittem), co w komedii romantycznej musiało zagwarantować sukces. W „Świadku koronnym” za przystojniaka robi Paweł Małaszyński (chłopak Magdy M.). W sensacji pojawia się jednak także stary wyjadacz gatunku — Artur Żmijewski („Psy”, „Demony wojny wg Goi”).

Bo nie lubią czytać

O dobrych wynikach naszych trzech produkcji zdecydowała także mocna promocja telewizyjna („Świadek koronny” — TVN, „Dlaczego nie!” — TVP, „Ryś” — Polsat i TVP). Nade wszystko jednak — dla branży filmowej — ważne jest to, że polscy widzowie wreszcie zachowują się tak, jak od nich środowisko filmowe od lat oczekiwało. Czyli po europejsku.

— We Francji, w Anglii i Hiszpanii widzowie od dawna chętniej oglądają rodzime produkcje. Ze względu na bliższość realiów, które w filmie panują — uważa Zbigniew Żmigrodzki ze Studia Interfilm, dystrybutora „Dlaczego nie!”.

Poza tym — o czym zapewnia Paweł Wachnik, prezes ITI Cinema, nie bez znaczenia na rynku kinowym zaczyna być także to, czy film trzeba czytać.

— W Stanach Zjednoczonych dawno już zauważono, że filmy z napisami gorzej się sprzedają. Niemieckie kina stoją dubbingiem. U nas ten czas też powoli się zbliża. Widzowie zaczynają preferować rodzime produkcje kosztem amerykańskich, bo są coraz bardziej leniwi — mówi Wachnik.

Nie wchodzą w drogę

Na takim, a nie innym ustawieniu listy box office zaważyło także to, że dystrybutorzy polskich hitów niezbyt mocno — przy okazji premier — weszli sobie w drogę. Choć dreszczyk był.

Kiedy jako ostatni — tydzień temu — debiutował „Ryś”, ludzie chcący zamówić bilet bywali w multipleksach odprawiani z kwitkiem. Na większej liczbie sal grać filmu Stanisława Tyma nie można było, bo ledwie tydzień wcześniej wszedł „Świadek koronny”, który też był popularny, podobnie zresztą jak „Dlaczego nie!” (debiutowało trzy tygodnie przed „Rysiem”). Z wyświetlania tych filmów kosztem „Rysia” kina nie chciały łatwo zrezygnować.

Słaba zagranica

Na koniec — gwoli ścisłości — należy potwierdzić informacje, że hollywoodzkie produkcje nie stanowią tymczasem żadnej konkurencji dla polskich filmów. Pierwszym najpopularniejszym zagranicznym obrazem jest ostatnio niemieckie „Pachnidło: historia mordercy” — 414,8 tysiąca sprzedanych biletów po miesiącu wyświetlania. „Ryś” prawie tyle widzów przyciągnął w pierwszym tygodniu (400 tys.).

— Słabość amerykańskich produkcji jest rzeczywiście ostatnio zauważalna, nie tylko w Polsce. Oczywiście to może się zmienić, niemniej na razie nawet amerykański box office jest słaby — mówi Zbigniew Żmigrodzki.

Oby tylko się nie okazało pod koniec roku, że ostatecznie hollywodzkie produkcje z nami wygrają. n

Główny macher

Maciej Zakościelny, 26-latek ze Stalowej Woli, to ostatnio główny polski aktor romantyczno- -komediowy (na zdjęciu w scenie z „Dlaczego nie!” z Anną Cieślak). Podobno jego udział w takiej produkcji filmowej gwarantuje sukces. Cóż, trudno się dziwić, skoro ostatnią komedię romantyczną z jego udziałem „Tylko mnie kochaj” (premiera 2006) obejrzało aż 605 tysięcy osób w pierwsze 10 dni.

Historia lubi się powtarzać

Dotychczas — w ostatniej dziesięciolatce — tylko raz, na koniec 2001 r., zdarzyło się, że nasze filmy okupowały pierwsze trzy miejsca w box office. Były to jednak zupełnie różne obrazy od tegorocznych produkcji. W 2001 r. najwięcej widzów przyszło na „Quo vadis” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza (4, 2 mln). 2,2 mln widzów miało „W pustyni i w puszczy”, 1,7 mln zgromadziło „Przedwiośnie”. Polskie klasyki zdetronizowały światowy hit — „Shreka”.

Z dużego ekranu na mały

Aż dziw, że „Świadek koronny” (między innymi

Paweł Małaszyński i Ula Grabowska), dystrybuowany przez ITI Cinema, potrafi na naszym podwórku nawiązać walkę z komediami romantycznymi. To pierwszy polski film sensacyjny od wielu lat, który stoi przed szansą zgromadzenia w kinach ponad miliona widzów. Armia Walterów zupełnie się jednak temu nie dziwi — film ma mocną promocję w TVN, bo wszystko już zaplanowano. W przyszłym roku w stacji powinniśmy zobaczyć serial „Świadek koronny”, który ma pozwolić wykorzystać stacji sukces. Czy serial spotka się z równie dobrym przyjęciem jak „Magda M.”, także z Małaszyńskim w roli głównej?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy