Dobrowolscy wyruszyli po finansowanie z SAPARD - u

Mira Wszelaka
27-08-2002, 00:00

Procedura jest trudna, ale jeszcze nie widzieliśmy łatwego dostępu do pieniędzy — mówi rodzina Dobrowolskich, która jako pierwsza, i na razie jedyna, złożyła wniosek o dofinansowanie z unijnego programu SAPARD.

Polscy przedsiębiorcy złożyli dotychczas tylko jeden wniosek o dofinansowanie z unijnego programu dla branży rolno-spożywczej SAPARD. Przygotował go zakład mięsny Dobrowolscy z Podkarpacia. Ta rodzinna firma jest jednym z liderów branży mięsnej w południowo-wschodniej Polsce. Jedenaście lat temu zakład miał 170 m kw. powierzchni, obecnie niemal 12 tys. mkw. Dobrowolscy o swojej przygodzie z SAPARD-em już opowiadają z dumą.

— Programem SAPARD interesowaliśmy się już od chwili, kiedy pojawiły się pierwsze informacje na ten temat. Było to prawie trzy lata temu. Już było wiadomo, jakie będą podstawowe wymagania względem przedsiębiorców. Nie było niczego, co wykraczałoby poza normalną procedurę inwestycyjną — mówi Adam Dobrowolski, wiceprezes firmy i jej założyciel.

Największe szanse na wzięcie pieniędzy z SAPARD-u, jego zdaniem, mają przedsiębiorcy, którzy budują strategię rozwoju swojej firmy. Ci, którzy robią to tylko pod Unię, z góry skazani są na niepowodzenie. Dobrowolscy po prostu wpisali SAPARD w koncepcję rozwoju firmy.

— Cały czas rozbudowywaliśmy zakład i zdobywaliśmy kolejnych klientów. Dwa lata temu zdecydowaliśmy się na opracowanie planu marketingowego, który m.in. określał naszą pozycję na rynku oraz możliwości naszych konkurentów — mówi Adam Dobrowolski.

Wojciech Zaręba, dyrektor generalny firmy, czule tuli pokaźny tom z kolorowym nadrukiem „Plan marketingowy”. Traktuje go niemal jak własne dziecko, próbując umieścić brulion na każdym zdjęciu wykonywanym przez naszego fotoreportera.

— Czuję się jego ojcem chrzestnym. Prace zleciłem mojemu koledze z Małopolskiego Stowarzyszenia Doradztwa Rolniczego przy Akademii Rolniczej w Krakowie. Wtedy przygotowanie takich materiałów było raczej rzadkością, ale to właśnie ta decyzja pozwoliła nam zaplanować całą strategię rozwoju firmy i sprawiła, że wypełnienie samego wniosku SAPARD nie trwało miesiącami — podkreśla.

Sam plan zawiera wiele informacji, które potrzebne są do wypełnienia wniosku. Zbieranie ich tylko pod kątem SAPARD-u stanowiłoby duże utrudnienie. Dobrowolscy nie ukrywają, że najwięcej czasu zabiera opracowanie dokumentacji technicznej oraz uzyskanie pozwolenia na budowę. Twierdzą, że dużo zależy także od sporządzenia dobrego biznesplanu oraz przygotowania planu technologicznego.

— Dlaczego inni nie składają wniosków? Bo m.in. mają problemy ze skompletowaniem załączników. Jeżeli ktoś obudził się dopiero teraz, nie ma żadnych szans — mówi Adam Dobrowolski, popijając aromatyczną kawę.

Dobrowolscy nie korzystali z usług żadnej firmy konsultingowej, zlecając pracę nad wnioskiem poszczególnym pracownikom firmy. Część z nich w przeszłości miała kontakt z unijnymi projektami. Praktyka się przydała. Większość dokumentów potrzebnych do złożenia aplikacji była już gotowa.

— Dużo wcześniej przygotowaliśmy raport o wpływie przedsięwzięcia na środowisko, podpisaliśmy też wieloletnie umowy kontraktacyjne z rolnikami. W ostatniej chwili aktualizowaliśmy niektóre dokumenty — wspominają właściciele.

Przy okazji wypełniania wniosku natknęli się na wiele absurdów.

— Jeżeli jednym z załączników jest zaświadczenie z banku potwierdzające posiadanie przez wnioskodawcę rachunku, to co najmniej niezrozumiały jest wymóg pisemnego oświadczenia wnioskodawcy o posiadanym rachunku właśnie w tym banku. Innym wymogiem jest przedstawienie mapy z lokalizacją dostawców surowca, mimo że ich lista jest załączona do aplikacji. To tylko przykłady przerostu formy nad treścią — wyjaśnia Adam Dobrowolski.

Prezes zabiera nas na przejażdżkę samochodem po zakładzie. Zwiedzanie rozpoczynamy od największej dumy Dobrowolskich, nowoczesnej hali do rozbioru mięsa. To, co zobaczyliśmy, rzeczywiście robi wrażenie.

— Technologia jest tak nowoczesna, że pozazdrościć mogą sami unijni konkurenci. Ściany wyłożone kafelkami, a każdy róg, tak jak nakazują standardy sanitarne, zaokrąglony — chwali Roman Tomas, powiatowy lekarz weterynarii.

— Hala jest prawie gotowa do odbioru, opóźniają się jedynie drobne prace jednego z podwykonawców, ale czarna owca zawsze się znajdzie — zauważa prezes.

Zakład ma własną ubojnię, nowoczesną oczyszczalnię ścieków i w 80 proc. wdrożony system zarządzania jakością HACCP. Gruntownej modernizacji wymaga jedynie przetwórnia, która jest najstarszą częścią zakładu. Właściciele uparcie unikali prezentacji obiektu, który mógłby zburzyć wzorcowy obraz całej firmy. Jednak korzystając z awarii prądu i związanego z tym małego zamieszania udało się nam uwiecznić fragment wnętrza na zdjęciu.

Wniosek o refundację z SAPARD-u dotyczy właśnie modernizacji przetwórni. Całościowy koszt tej operacji właściciele oszacowali na 7 mln zł.

— To zbyt duże pieniądze, by z góry je wyłożyć. W dodatku przez długi czas byłyby zamrożone. Tak więc po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się rozłożyć inwestycję na dwa etapy i w ramach SAPARD-u starać się o zwrot 40 proc. z 3,18 mln zł. Pozostałą część chcemy modernizować później za pieniądze z kredytów preferencyjnych — mówi Adam Dobrowolski.

Wśród prac, jakie koniecznie trzeba wykonać w przetwórni, właściciele wymieniają przede wszystkim prace budowlane, klimatyzację, wentylację, chłodnictwo oraz całą gospodarkę wodno-kanalizacyjną.

— Nie możemy przerwać produkcji, dlatego potrzebny był plan wydzielania do przebudowy kolejnych pomieszczeń, by cały czas zachowywać wszelkie normy sanitarne i weterynaryjne — zapewnia prezes.

Dobrowolscy podkreślają, że możliwość skorzystania z dodatkowych funduszy jest nagrodą dla najbardziej przedsiębiorczych. Inwestycje i tak przecież trzeba przeprowadzić, a jeżeli przy tym można odzyskać 40 proc. kosztów, to jest o co walczyć.

— Procedura jest trudna, ale ja jeszcze nie widziałem łatwego dostępu do pieniędzy. Wypełnienie wniosku jest do pokonania, ale pewnej bariery finansowej się nie przeskoczy. Sytuację uratowałoby powiązanie kredytów preferencyjnych oferowanych przez resort rolnictwa (4 proc. na osiem lat) z programem SAPARD. Jednak na takie rozwiązanie nie zgodziła się Unia, tym samym grzebiąc szanse na powodzenie inicjatywy — mówi Adam Dobrowolski.

— Drugą barierą, która jest dla nas absolutnie niezrozumiała, jest długi czas od złożenia wniosku do podpisania umowy. Dla przedsiębiorcy pół roku czekania na rozpatrzenie aplikacji i pół roku na inwestycje to czysty absurd. Prace są wstrzymywane, bo możemy je rozpocząć dopiero po podpisaniu umowy. Komitet sterujący będzie rozpatrywał wnioski dopiero po upływie terminu ich składania, czyli po 16 października i według zapowiedzi zajmie mu to około półtora miesiąca. Do tego czasu musimy czekać z założonymi rękoma, bo wcześniej nikt nam nie powie, czy popełniliśmy jakieś błędy w aplikacji. A co się stanie, jeżeli okaże się, że tak — zastanawia się dyrektor generalny.

Dobrowolscy mają własną ekipę budowlaną, która będzie musiała czekać na pracę kilka miesięcy.

— Sprawę utrudnia jeszcze niekorzystna dla prowadzenia inwestycji pora roku. Jeżeli będą słoty lub tęga zima, nie zdążymy z terminami. Nie możemy nawet zakupić materiałów, bo później nie będą objęte refundacją. Dobrze chociaż, że wystąpiliśmy z wnioskiem o okres przejściowy, bo bez tego nie zdążylibyśmy zrealizować inwestycji do czasu integracji z Unią. Przezorny zawsze ubezpieczony — zauważa Adam Dobrowolski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dobrowolscy wyruszyli po finansowanie z SAPARD - u