Dobry znak, ale tylko dla Słowacji

Adam Sofuł
08-05-2008, 00:00

Poparcie Komisji Europejskiej dla przystąpienia Słowacji do strefy euro to dobry znak dla Polski — uważa minister finansów Jacek Rostowski. Nie wiadomo wprawdzie, skąd minister wysnuwa taki wniosek, bo trudno się dopatrzeć, dlaczego przyjęcie wspólnej waluty przez południowego sąsiada może ułatwić proces dochodzenia do euro w Polsce. Optymizm ministra to jednak mały problem. Większym jest to, że lepszych znaków trudno się doszukać.

Gdy Komisja Europejska otwierała Słowacji drogę do strefy euro, jednocześnie pokazała Polsce żółtą kartkę, wskazując na rosnącą (choć obecnie jeszcze mieszczącą

się w kryteriach z Maastricht)

inflację oraz na prawo niegwarantujące w wystarczającym stopniu niezależności banku centralnego. Mniejszy niepokój budzi deficyt finansów publicznych. Z kolei Europejski Bank Centralny zaleca racjonalizację wydatków budżetowych, przyspieszenie prywatyzacji — słowem — kontynuację reform.

Pal sześć względy ambicjonalne, że niedawny „tygrys Europy” zostaje w tyle. Przyjęcie euro to nie wyścig. Jednak zwlekanie z niezbędnymi reformami oznacza, że wejście do strefy euro będzie się wiązało z większym ryzykiem, niż to konieczne. Chociażby tylko dlatego, że warto wybrać najlepszy moment do przyjęcia wspólnej waluty, a może się okazać, że sprzyjające okoliczności przejdą nam koło nosa, bo nie zdążyliśmy spełnić kryteriów z Maastricht. Słowacja ma ten problem z głowy. Pokazała, że można wypełnić warunki. I może to jest ten dobry znak, o którym mówił minister.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Dobry znak, ale tylko dla Słowacji