Dobrze płatne etaty niemile widziane

Resort pracy z zaskoczenia i w ekspresowym tempie forsuje projekt, który uderzy w miejsca pracy o dużej wartości dodanej dla gospodarki

Zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, który obecnie wynosi 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia w roku, zakłada projekt zmian w ustawie o ubezpieczeniach społecznych przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS).

Projekt, który trafił do konsultacji, zakłada, że zmiany wejdą w życie z początkiem 2018 r., a odprowadzanie składek rentowych i emerytalnych od całości przychodu w przyszłym roku ma zasilić ZUS dodatkowo o 5,24 mld zł. Na tę kwotę zrzucą się zarówno pracownicy, jak też pracodawcy — pierwsi za sprawą niższych wynagrodzeń netto, drudzy poprzez wzrost kosztów. Kluczowe pytanie — kto bardziej.

Nierówny podział

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawcy RP, nie ma złudzeń — zniesienie limitu mocniej uderzy w pracodawcę. — Pracownik zapłaci niższą składkę zdrowotną i niższy podatek dochodowy, bo wyższa składka emerytalno-rentowa obniży mu podstawę. Ponadto, o ile składką emerytalną pracodawca z pracownikiem dzielą się po równo, to składkę rentową finansuje głównie pracodawca — pracownik płaci składkę 1,5 proc., a pracodawca 6,5 proc. — tłumaczy Łukasz Kozłowski.

Jego zdaniem, obciążenie po stronie pracodawcy będzie prawie 2,5-krotnie wyższe niż w przypadku pracownika.

Próg bólu

Zmiany mają dotknąć około 350 tys. najlepiej zarabiających etatowców. W tym roku przeciętne wynagrodzenie brutto (publikowane w ustawie budżetowej) ma wynieść 4263 zł. W takich warunkach pod regulacyjne zmiany podpięta byłaby osoba, której miesięczny dochód brutto wynosi co najmniej około 10 700 zł (więcej niż 2,5-krotność średniej krajowej). W przyszłym roku zarobki będą prawdopodobnie wyższe. Rosnącą ścieżkę w płacach uwzględniono już zresztą w projekcie ustawy budżetowej na 2018 r.

— Ministerstwo Finansów prognozuje, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej wyniesie 4443 zł. Teoretycznie limit 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia w roku przesunąłby się ze 127 890 zł w tym roku do 133 290 zł w przyszłym.

Droższa praca

Nie namiesza to jednak wyraźnie w rozkładzie kosztów między pracodawcami a pracownikiem. W dalszym ciągu to pracodawca będzie obciążony wyższymi kosztami.

— To ma spore implikacje dla firm, bo budżety wynagrodzeń [na przyszły rok — red.] w większości z nich są już pewnie zaplanowane. Czy teraz będą ciąć pensje menedżerom? — pyta Łukasz Kozłowski. Zdaniem Jarosława Janeckiego, głównego ekonomisty Societe Generale, nie.

— Inflacja teoretycznie uzasadnia podwyżki płac, w tym w grupie osób najlepiej zarabiających — chodzi o tzw. indeksację płac. Zmiany regulacyjne mogą powstrzymać niektóre firmy przed podwyżkami, ale nie sądzę, aby skłoniły je do obniżek — mówi Jarosław Janecki.

Wynika to przede wszystkim z tego, że osoby najlepiej zarabiające są z reguły pracownikami kluczowymi dla danej firmy. Mają więc sporo do powiedzenia, szczególnie dziś.

— W obecnej sytuacji na rynku pracy, na którym brakuje specjalistów, ich siła przetargowa może być nadal wyższa niż w przypadku pracodawców — dodaje ekonomista Societe Generale. Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku, wątpi jednak w to, aby dodatkowe obciążenia dla najlepiej zarabiających były argumentem wytaczanym przez nich podczas ewentualnych negocjacji płacowych.

— Zmiany dotyczą około 2 proc. osób, które dobrze zarabiają. Przyjmą je więc z całym dobrodziejstwem inwentarza, tym bardziej że jest w nich zapisana pewnego rodzaju obietnica wyższej emerytury — uważa Ernest Pytlarczyk. Wśród potencjalnych konsekwencji zmian ustawowych wymienia się także przejście części pracowników etatowych na samozatrudnienie. Innego zdania jest ekonomista mBanku. — Stabilność zatrudnienia na etacie dla wielu pracowników jest bardzo ważna, zresztą nie każda firma dopuszcza taką możliwość. Ci, którzy mieli być na samozatrudnieniu, już są — twierdzi Ernest Pytlarczyk. © Ⓟ

OKIEM BIZNESU

Kij w szprychy

PRZEMYSŁAW POLACZEK

partner zarządzający w Grant Thorntonie

Czy w końcu kiedyś osiągniemy dno jakości stanowienia prawa w Polsce? Wydaje się, że poniżej pewnych standardów nie da się już zejść, ale okazuje się, że jednak się da. Projekt ustawy, który będzie miał ogromny wpływ na finanse 350 tys. polskich pracowników i jeszcze większej grupy firm, wrzucany jest do Sejmu bez jakichkolwiek konsultacji społecznych i niemal bez jakiegokolwiek vacatio legis. Nikt — ani pracodawcy, ani dostawcy systemów kadrowo-płacowych, ani ZUS — nie ma czasu na rzetelne dostosowanie się do zmian. Ciągle wierzymy, że to tylko jakiś rodzaj balonu próbnego i legislatorzy wycofają się z tego pomysłu. Jeśli te zmiany wejdą w życie, będą miały duży wpływ na działalność naszej firmy. Ponieważ nasze usługi opierają się właściwie w 100 proc. na wiedzy naszych ludzi, koszty pracy to zdecydowanie największa pozycja kosztowa w firmie, a te w przyszłym roku wzrosłyby skokowo. To jest jak włożenie kija w szprychy. To z pewnością nie są dobre zmiany dla polskiej gospodarki. Skoro ZUS ma „zarobić” na zmianach aż 5,4 mld zł, to o taką samą kwotę będzie musiała spaść konsumpcja i o tyle wzrosną koszty pracodawców. Ale chyba jeszcze większe będą straty pośrednie, niemierzalne. To sygnał dla działających w Polsce firm, że w każdej chwili mogą dostać pałką po głowie. Co więcej — daje potencjalnym inwestorom zagranicznym podstawy do stwierdzenia, że legislacyjnie Polska nie jest stabilnym państwem, a obecnym inwestorom po raz kolejny zmienia zasady w trakcie gry.

OKIEM BIZNESU

Cios w centra usług

JOLANTA JAWORSKA

wiceprezes Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych

Jesteśmy rozczarowani, że przy tak znaczących zmianach, które mogą mieć diametralny wpływ na prowadzenie biznesu w Polsce, nikt z resortu nie zadał sobie trudu, by z nami tę propozycję rzetelnie skonsultować. Z jednej strony jesteśmy zachęcani, żeby tworzyć wysokopłatne miejsca pracy, z drugiej — niespodziewanie pojawia się przepis, który stawia nas, zarówno pracodawców, jak też pracowników, pod przysłowiową ścianą. W przypadku najbardziej zaawansowanych usług biznesowych i centrów B+R zmiana może dotknąć większości zatrudnionych, a to oznacza, że Polska nie będzie dla nich wymarzonym rynkiem pracy. Uzasadnienie ustawy przez resort rodziny traktujące o solidaryzmie społecznym i redystrybucji dochodów sugeruje niestety, że pracownik może nigdy nie zobaczyć swoich — uczciwie przecież zarobionych — pieniędzy.

OKIEM BIZNESU

Zniknie korekta listy płac

ANNA PATER-CZAJA

wiceprezes Future Processing, firmy IT

Likwidacja ograniczenia podstawy składek emerytalnych i rentowych z pewnością ułatwi rozliczanie wynagrodzeń osób, które są zatrudnione w więcej niż jednym miejscu pracy. Będzie także korzystna dla tych pracowników, którzy w trakcie roku zmienili miejsce zatrudnienia, ponieważ nie trzeba będzie pilnować momentu przekroczenia podstawy składek. Do tej pory rodziło to dodatkową pracę w postaci licznych korekt list płac. Jak i czy się ta zmiana przełoży na przyszłe emerytury, to dzisiaj trudno oceniać w kontekście tych osób, których do tej pory ograniczenie podstawy składek dotyczyło.

OKIEM BIZNESU

Państwo wymusza zmiany, na których traci

ARTUR WIZA

dyrektor zarządzający obszaru komunikacji korporacyjnej Asseco Poland

W branży IT mamy do czynienia z rynkiem pracownika, to on dzisiaj wybiera, gdzie i na jakich warunkach chce pracować. Wiele firm świadczących usługi body leasingu już zatrudnia dużą część pracowników na umowach-zleceniach lub współpracuje z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą. Wprowadzona zmiana likwidująca kwotę wolną od składek emerytalno-rentowych spowoduje wśród najlepszych specjalistów jeszcze większe zainteresowanie taką formą zatrudnienia. Z drugiej strony zwiększy to również koszty firm, które zatrudniają pracowników na umowę o pracę. Dlatego warto pomyśleć o rozwiązaniach, które będą preferowały firmy zatrudniające pracowników na umowy o pracę. Obecnie nie ma żadnych preferencji instytucji publicznych np. w przetargach publicznych, żeby wybierać firmy, które zatrudniają pracowników tylko na umowę o pracę i płacą od nich pełne składki ZUS. Jest wręcz odwrotnie, preferowane są obecnie projekty na podstawie body leasingu, gdzie samozatrudnienie staje się standardem. Na pewno w takich sytuacjach traci państwo. Podobną sytuację szukania oszczędności na kosztach zatrudnienia mieliśmy kiedyś w przypadku sektora firm ochroniarskich. Teraz to dotyczy lepiej zarabiających specjalistów branży IT.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Dobrze płatne etaty niemile widziane